Myśl na dziś
« kwiecień 2010  
MoTuWeThFrSaSu
1
3
4
7
9
12
14
15
22
23
24
25
28
29
30

Dziecko Boże

nie boi się  ani życia,

ani śmierci,

gdyż fundamentem

jego życia duchowego

jest poczucie synostwa Bożego. ...

Lecz czy ty i ja postępujemy

naprawdę jak dzieci Boże?

visit counter for blogspot

WAGA

Dzień dobry Państwu!

Nie jest łatwo człowiekowi żyć w prawdzie! Przeczuwam, że ten poważny wstęp może kogoś zniechęcić do dalszego ciągu, ale zapewniam, że ciąg dalszy jest o wiele lżejszy. No, może akurat nie najszczęśliwiej to skojarzyłam, bo chodzi rzeczywiście o ciężar, ale tym razem o ciężar - większy.

Miałam wagę. Była to najzwyczajniejsza waga łazienkowa, ze wskazówką i sprężynami w środku. A wiem o tym, bo kiedyś mi się popsuła. Z ciekawości zajrzałam do środka, i udało mi się ją naprawić. Tak była nieskomplikowana! Niestety po tej mojej - pożal się Boże - naprawie, pozostał pewien mankament. Po prostu pokazywała ona o siedem kilogramów mniej, niż było w rzeczywistości. Ponieważ mam pewne problemy z własną wagą, ta jej przypadłość jakby była trochę i po mojej myśli. Bowiem liczba, która pojawiała się przy wskazówce, gdy się ważyłam, była po prostu bardziej optymistyczna niż wskazywała by na to rzeczywistość.

Naturalnie prowadząc systematyczne obserwacje, zapisywałam wyniki tych kontroli, i zawsze pamiętałam, że muszę dodać w myśli do zapisu siódemkę. Oczywiście - dodać w myśli. Bo dla wygody i prostoty zapisywałam to, co pokazywała moja waga.

Żyłam więc jak w błogim śnie, bo jednak rzadko docierała do mnie prawda, że tak naprawdę ważę przecież o wiele więcej. Wiedziałam, ale nie wiedziałam.

Tak było aż do momentu, gdy wreszcie kupiłam sobie nową wagę. Też równie nieskomplikowaną, nie żaden cud elektroniczny ale taniutką, za to wreszcie pokazującą prawdziwe wyniki. Dopiero wtedy mogłam ocenić, jak bardzo sama siebie oszukiwałam.

Nie jest łatwo przyznać się do własnych błędów, a jeszcze trudniej gdy uważamy, że tych błędów nie popełniliśmy. Wiedziałam, że moja waga oszukuje, a jednak tak jakoś przechodziłam nad tym do porządku dziennego, i brnęłam dalej.

Teraz, gdy już mam jasność co do tego, na czym stoję, to choć jest ciężej, to zarazem jakby mi lżej. Wiem na pewno, że muszę zrzucić pilnie te kilka kilogramów, które dotychczas były tylko w domyśle, i łatwiej mi to zaakceptować, kiedy patrzę na nowe zapiski. I przestałam się łudzić, że poprzednie wskazania były korzystniejsze. Bo co to znaczy korzystniejsze, jeśli były zafałszowane? Nie lubimy prawdy! Oj, nie.

niestety ze smutkiem muszę


niestety ze smutkiem muszę się z Panią zgodzić, szczerości nam brakuje

Sposób wyświetlania odpowiedzi
Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.