Długie uszy
W bajce o Czerwonym Kapturku pewnym elementem budzącym zdziwienie były długie uszy u rzekomej babci, którą tak naprawdę był wilk, który ją pożarł.
„A dlaczego babuniu masz takie długie uszy?” – pytało niewinnie naiwne dziewczątko w czerwonej czapeczce. A wilko-babcia odpowiadała kłamliwym głosem: „Żeby cię dobrze słyszeć, moja ukochana wnuczko”, czy jak tam się do niej zwracała.
I te długie uszy zobaczyłam pewnego dnia, w moim własnym lustrze, w osobistej łazience, patrząc na własne odbicie. Nagle stwierdziłam, że one mi dziwnie ostatnio urosły! Kiedyś chlubiłam się tym niewielkim fragmentem mojej urody, że są małe i kształtne, choć prawe nieco odstające. Podobno spałam na nim i tak się odkształciło w niemowlęctwie…
Niegdyś nosiło się klipsy – nienawidzę do dziś tego dziurawienia uszu dla kolczyków, nie mówiąc już o innych wkłuwanych ozdobach, bo to prawdziwe barbarzyństwo! – i najbardziej lubiłam klipsy-perełki lub małe, białe kwiatuszki z plastiku przypominające stokrotki, ale bez żółtego środka. A teraz te moje uszy niepokojąco się powiększyły, i po prostu zrobiły się – wielkie! Jeszcze co prawda nie ogromne, ale już – jak dla mnie – bardzo duże. I zaczęłam się nagle przyglądać z niezdrową ciekawością temu fragmentowi ludzkiego ciała – u innych, u moich rówieśników, płci żeńskiej i męskiej. Im osobnik był starszy, tym miał uszy większe. Oczywiście nie wszyscy. Niektórym jakby nie rosły, a przynajmniej nie urosły w sposób widoczny. Kiedyś usłyszałam, że paznokcie i włosy mogą rosnąć nawet jeszcze w grobie, choć nie wiem czy to prawda. Ale czy uszy też?
W ogóle ciekawy jest proces starzenia. Ludzie zmieniają się niezauważanie dla siebie, a jednocześnie zmiany te są ewidentne. Trochę jest to tak, jak z łysiną, najpierw są włosy w normie, potem ich jest coraz mniej, i mniej, i mniej, aż pewnego dnia – nie ma nic. Oczywiście z wiekiem zmienia się też charakter człowieka. Z wielką ciekawością przeczytałam ostatnio listopadowy numer miesięcznika „List do Pani”. Właściwie ze względu na treści jakie zwykle zawiera ten interesujący miesięcznik, powinien się on nazywać „List do Pani Myślącej”.
