Myśl na dziś
« kwiecień 2010  
MoTuWeThFrSaSu
1
3
4
7
9
12
14
15
22
23
24
25
28
29
30

Dziecko Boże

nie boi się  ani życia,

ani śmierci,

gdyż fundamentem

jego życia duchowego

jest poczucie synostwa Bożego. ...

Lecz czy ty i ja postępujemy

naprawdę jak dzieci Boże?

visit counter for blogspot

Bank na bank

Jak można sobie dzisiaj wyobrazić tę scenę z diabłem, który wyprowadza Pana Jezusa na pustynię, ukazuje mu różne skarby świata i składa niecną propozycję? Z pewnością taki diabeł dziś nie oferuje już wszystkich miast czy władzy nad ludźmi. Teraz diabeł nosi elegancki, korporacyjny garnitur lub garsonkę, jeśli jest pod postacią niewiasty, pracuje w banku i proponuje na przykład tak: - Powiedz, kochanieńki, że mój bank jest najlepszy, najwspanialszy, najokazalszy. Tylko ten mój! Jeden jedyny! A będziesz miał w zamian to, co zechcesz. Nawet nie będziesz już musiał się trudzić i pracować, tylko sobie powypoczywasz i poużywasz życia. Chcę tylko, żebyś mi się pokłonił i powiedział, że jestem najlepszy! Tfu! Że mój bank jest najlepszy!

Jak widzimy, realia się zmieniły, sens jest ten sam,. Oczywiście nie mam pojęcia, jak ja sama bym się zachowała w takiej sytuacji, bo jestem przecież tylko przeciętną emerytką i nawet nigdy nie widziałam całego miliona złotych na własne oczy, i na żywo. Nie liczę telewizji, bo to co innego, i nie wiadomo nawet, czy prawdziwe, czy to tylko atrapy. No więc nie umiem powiedzieć, jak bym zareagowała na taką szatańską propozycję.

Choć przyznam się Państwu, że małą próbkę już miałam, i to nawet całkiem niedawno. Nie tak intratną co prawda, ale też wartą grzechu. Pewna starsza pani poprosiła mnie o przechowanie depozytu. Nie będę tu wgłębiała się w szczegóły tej sytuacji, bo nie o to chodzi. Dostałam więc na przechowanie zawiniątko. A właściwie – poduszkę, jasieczek. Wewnątrz zamiast pierza była stara koszula nocna, a w niej zamotane różne dziwne zawiniątka w papierkach, torebeczkach, w poprzecieranej portmonetce. Pierścionki, łańcuszki i złote ruble. Po raz pierwszy zobaczyłam jak one wyglądają! Dużo tego nie było, ot garsteczka, ale każdy złodziej by się ucieszył.

Gdy przyniosłam to do domu, zaczęłam szukać schowka. Wszystko to było śmiesznie nieudolne. Bo prawdziwi złodzieje i tak zawsze wiedzą gdzie szukać. Kiedyś zastałam w naszym mieszkaniu otwarte drzwi, a jedyny mój skarb – złoty pierścioneczek od taty i dwa złote święte medaliki zniknęły. Odnaleźli je w biegu. Pewnie nawet bez większego szukania. Zresztą nasz cały dom był „przeczesywany”  przez lata przez złodziei, sąsiadka w ten sposób straciła wszystko co miała cennego.

Tym razem jednak sprawa była dla mnie poważniejsza, bo precjoza nie były moją własnością. Jakoś tam je zabezpieczyłam. Ale to były bardzo trudne tygodnie w moim życiu. Myślałam nawet przez chwilę o jakimś bankowym sejfie, ale pomyślałam że mnie wyśmieją z tymi – pożal się Boże – skarbami.

Pilnowałam domu, ruchu osób – trochę się ich przewijało z moimi wnukami. Na szczęście starsza pani pewnego dnia zażyczyła sobie zwrotu, gdy już wymyśliła co z tym zrobić, i - odetchnęłam z ulgą. Nie to, żeby zrobiły na mnie jakieś wrażenie te rzeczy. Jakoś pozbawiona jestem uczucia zachwytu na widok złota, to chyba jakaś wada genetyczna. Poczułam ulgę, bo zdjęto ze mnie odpowiedzialność. Znajoma starsza pani co prawda sama już nie pamiętała ile tego ma, i na pewno by nie zauważyła drobnego ubytku, ale jakoś nie brałam pod uwagę takiej opcji. Potem, po przekazaniu depozytu, widziałam jak inne osoby zaopiekowały się tymi skarbami, przeliczały i opisywały, ile tego jest, i były okropnie podniecone  że coś takiego trzymają w rękach. Śmieszne.