O śmierci w muzyce
Muzyka, choć posługuje się językiem niedomówień, jest zarazem najdoskonalszym sposobem wyrażania treści. Ta dobrze napisana, przemawia wprost do emocji. Najczęściej raduje, wyraża stany rozmarzenia bądź neutralne, lecz nie obawia się również konfrontacji z tym, co najtrudniejsze, najoczywistsze, a zarazem najbardziej skomplikowane, ze śmiercią. Na przestrzeni dziejów kompozytorzy w różny sposób zmagali się z tym tematem, pisząc dzieła przejmujące dramatyzmem, ale zarazem niosące swoim pięknem głęboką pociechę.
Rozważania związane z kresem życia nachodzą nas nie tylko w złocisto-szarych miesiącach jesieni. Jednak ten właśnie okres, przynajmniej w naszej europejskiej tradycji jest z tematyką przemijania złączony w sposób szczególny. W tym czasie, gdy tradycyjnie wspominamy naszych drogich zmarłych, wspomnijmy także kompozycje, których tematem jest właśnie śmierć.
Wybrałam dla Państwa kilka zaledwie utworów, za to najlepszych, najsugestywniej wyrażających splot uczuć niesionych przez listopadowe święto.
Wsłuchajmy się zatem w barokową Passacaglię della vita, przypisywaną Stefano Landiemu, po mistrzowsku wykonaną przez Marco Beasleya z towarzyszeniem zespołu „L’Arpeggiata”;
w przenikające nuty jeszcze (!) klasycznego Requiem, naszkicowanego przez Wolfganga Amadeusza Mozarta a dokończonego przez jego ucznia, Franza Xavera Süssmayra, tu we fragmencie, pod dyrekcją Neville’a Marrinera;
Na koniec w romantyczne, przeszyte rozpaczą i obłędem bólu akordy wirtuozowskiego Totentanz Ferenza Liszta, w świetnej interpretacji jednego z najgenialniejszych polskich pianistów, Krystiana Zimermana
Zostawiam Państwa teraz z refleksyjną ciszą, naturalnym następstwem głębokiego zasłuchania. Za oknem słychać tylko szmer trącanych wiatrem liści, króluje zimna ciemność krótkiego listopadowego dnia, w pamięci uporczywie powraca ponury zapach zniczy… Nie, taki nie może być koniec!
Po chwilach zwątpień, pomimo najgłębszego cierpienia zawsze odradza się w człowieku tęsknota za szczęściem i ukojeniem, potocznie zwana nadzieją, w chrześcijaństwie dobitnie wyrażona ideą Zmartwychwstania. A któż oddał ją trafniej aniżeli skromny, wielki talentem kantor lipskiego kościoła św. Tomasza, Johann Sebastian Bach we fragmencie Credo z Mszy h-moll, skomponowanej w pozornie wiernopoddańczym hołdzie dla władcy ziemskiego, lecz w istocie z głęboką wiarą, po prostu dla Boga?
Tak, Et resurrexit (pod dyrekcją Johna Nelsona) będzie znacznie lepszym zakończeniem.
A.M. Kowalska

rozmowy o muzyce
Rozmawiać o muzyce nie sposób bez ilustracji, a te zostały dobrane świetnie. Requiem Mozarta zawsze dobrze mi się słucha w listopadowe, smutne dni. A pozostałe utwory były mi nieznane, ale bardzo piękne. Dziękuję za optymistyczne zakończenie fragmentem mszy h-moll Bacha!
Uważam, że większość jego utworów promienieje radością.
Proszę o artykuł o tym kompozytorze.Z ilustracjami oczywiście.
Ania, świetny tekst!!!
Ania, świetny tekst!!!
bardzo mi się podoba
Super tekst. Bardzo mi się podoba, ten styl prezentowania muzyki. Dziękuję.