Antropologiczne podstawy medycyny: antropologia chrześcijańska.
Refleksja na temat człowieka jest stałym zadaniem wiedzy. Chcąc to wyjaśnić, napotykamy takie terminy, jak: enigmat, tajemnica, sens, prawda, problem, itd. Na pytanie kim jest człowiek, odpowiada się w różny sposób: system odruchów, mechanizm instynktów, zwierzę na dwóch nogach... Spojrzenie chrześcijańskie wykracza poza te koncepcje. Nie patrzy na człowieka tylko od dołu, jak na produkt spuścizny i świata swojego otoczenia. Patrzy od góry, tak jak Bóg, który powołuje go do życia i kocha „ze względu na niego samego”1. Dla teologii, „tajemnica” człowieka zawiera się w ramach tajemnicy Boga, a konkretnie tajemnicy Chrystusa, która rzuca na nią światło2.
Według definicji klasycznej (autorstwa Arystotelesa), człowiek jest zoon politikon, „zwierzęciem rozumnym”. Definicja ta została przejęta przez średniowieczną tradycję filozoficzną i przeszła – pomimo pewnych krytyk – do myśli współczesnej. Trafnie ukazuje podwójny skład bytu ludzkiego, oba elementy tworzące go: cielesny i duchowy, tworzące całkowitą i kompletną jedność. Jednak nie pasuje używać tej definicji w naszych czasach, ponieważ może prowadzić do błędów: człowiek nie jest zwierzęciem, nawet bardzo wzniosłym3, a rzeczywistość człowieka jest za bardzo złożona, aby ją zamknąć w tak ubogiej definicji.
Ojcowie Kościoła nazywali człowieka „bytem żyjącym zdolnym do przebóstwienia”4. Opis ten porusza przynajmniej dwa aspekty, które warto pamiętać: wskazuje na wielkość i tajemnicę człowieka. Zawsze aktualny pozostaje wymóg, aby „zaakceptować siebie i innych” tak, jak mówi wiara: odkryć i uznać prawdę o sobie i o innych.
1. CZŁOWIEK JAKO OBRAZ BOGA
Punktem wyjścia dla naszej wizji człowieka jest dzieło Stworzenia. Jako chrześcijanie wierzymy, że cała przyroda pochodzi i jest podtrzymywana w istnieniu przez miłość Boga. W szczególny sposób pochodzi od niej każdy człowiek i jest przez nią podtrzymywany w istnieniu. Sam fakt bycia człowiekiem oznacza bycie kochanym przez Boga. Miłość Boża tak głęboko przenika człowieka, że jawi nam się on jako „obraz Boga”5. Niektórzy teolodzy, opierając się na tym, twierdzą, że człowiek jest prawdziwym i właściwym miejscem teologicznym, to znaczy, że w nim Bóg daje się poznać w sposób bardzo szczególny.
Wiara chrześcijańska nie daje nam jednak jedynie nowego rozumienia Boga, który zbliża się do ludzi i w jedności trzech Osób, żyje życiem wiecznym miłości i oddania6. Daje nam także nowe rozumienie człowieka, zasadniczo różne od wszystkich innych, które krążą po świecie. Wypada zatem zapytać: co oznacza dla człowieka być obrazem Boga?
1.1. Naznaczony przez Ducha
Będąc obrazem Boga, człowiek „posiada godność osoby: nie jest tylko czymś, ale kimś”7. Jest zdolny poznawać i kochać. Ma głębokie możliwości rozumienia, wolności i kreatywności.. Ostatecznie jest kimś, kogo godność opiera się na Bogu.
Tradycyjnie mówiono często, że obraz Boga to najszlachetniejszy wymiar człowieka, zakorzeniony w duszy, a nie w ciele. Doprowadziło to niemało autorów chrześcijańskich do wyraźnej tendencji dualistycznej. Niektórzy pamiętają pewnie takie zdania jak: „Boga interesują wszystkie dusze” lub mówienie o „grzechach ciała” i „grzechach ducha”... Obecnie w dużej mierze pokonano dualistyczną formę wyrażania się. Cały byt ludzki, z duszą, ciałem i możliwością działania, jest obrazem Boga. Boży obraz jest częścią składową człowieka, należy do samej struktury bytu. Nie jest czymś dodanym. Nie jest tak, że Bóg stwarza człowieka, a potem daje mu swój obraz. Człowiek nie ma obraz Boga, lecz jest obrazem Boga od początku.
Cała egzystencja człowieka jest egzystencją w ciele. Wcielenie Chrystusa jest powiedzeniem tak ciału. Bóg zechciał być poznany jako postać cielesna: urodził się z kobiety, pracował, czuł się zmęczony, płakał z powodu śmierci przyjaciela, pragnął odpocząć wśród piękna pól, pokrytych kwiatami... Również łaska nadprzyrodzona obejmuje ciało. Widać to wyraźnie, na przykład w cnocie umiarkowania, czystości, męstwa, itd. Św. Josemaría Escrivá uczy, że „autentyczny sens chrześcijaństwa, które głosi zmartwychwstanie wszelkiego ciała, zawsze – co logiczne – sprzeciwiał się odcieleśnianiu ducha, bez obawy uznania tego za materializm. Tak więc, słuszne jest mówienie o swojego rodzaju materializmie chrześcijańskim, który stawia śmiały opór materializmom nieuznającym ducha”8.
Zarówno wschodnia, jak i zachodnia Tradycja Kościoła, dają krok więcej. Jednogłośnie uznają Ducha Świętego za „ikonografa”, twierdząc, że to On odbija na człowieku obraz boży: sprawia, że jest on obrazem bożym9, „także w obecnej kondycji człowieka, który nie jest już tylko zmysłowy (obdarzony życiem nadprzyrodzonym), ale także duchowy (ożywiany przez Ducha Świętego) (por. 1 Kor 15,44 nn)”10. Oznacza to, iż każdy człowiek z racji swej natury, uczestniczy w sposób bardzo szczególny, w świetle i sile Ducha Świętego, który odgrywa pierwszorzędną rolę w jego formacji11.
Otóż jeśli człowiek żyje, zawdzięcza to szczególnemu działaniu Ducha. Dlatego, kiedy w języku chrześcijańskim mówi się o „życiu duchowym” człowieka, nie odnosi się go po prostu do życia wyższego, przeciwstawionego życiu cielesnemu lub biologicznemu. „Cały człowiek jest duchowy, żyje w Duchu i przez Ducha Bożego”12. Nosi w sobie niewyczerpalną tajemnicę. Będąc obrazem Boga, „człowiek nieskończenie wykracza poza człowieka”13.
Jako, że Duch Boży jest zawsze całkowicie oryginalny i wolny („tchnąc, gdzie chce”), realizowany przez Niego obraz również wykazuje takie cechy. Każdy człowiek jest oryginalny i jedyny. W każdych narodzinach zaczyna się w świecie coś szczególnie nowego. Hannah Arendt mówi, że wszystko nowe „zawsze pojawia się w formie cudu”14. Nikt nie wie, jak będzie się rozwijać, do czego dojdzie, do czego użyje swoich możliwości. Jest właściwa dla człowieka pewna autoteleologia: człowiek nie tylko jest obdarzony zdolnością wyznaczenia sobie celu, lecz także on sam jest w pewien sposób swoim własnym celem15: jest powołany do samorealizacji. Dąży do rozwoju własnych talentów oraz do dojrzałości całej swojej osobowości. Może dojść do zrobienia ze swoim życiem, z sobą, czegoś rzeczywiście wielkiego. Można oczekiwać od niego rzeczy niesłychanych, nieoczekiwanych.
1.2. Powołany do komunii
Obrazem Boga nie jest jednak tylko pojedynczy człowiek; odbija się on także w międzyludzkich relacjach jedności i miłości16. „Jeśli rozważamy człowieka samego w sobie, wówczas tyle zobaczymy w człowieku, co widzimy w księżycu; tylko człowiek z drugim człowiekiem daje całościowy obraz”17. Na podobieństwo wewnętrznego życia Boga, osoba ludzka realizuje się w miłości, w oddaniu się innym. Bóg jest Miłością i człowiek, Jego obraz, został stworzony, aby dać świadectwo tej Miłości, aby wyjść poza siebie i otworzyć się na innych. Można nawet powiedzieć, że jego najgłębsza samorealizacja polega na tym, aby pomagać innym być sobą.
Człowiek jest w pewien sposób celem dla samego siebie, a jednocześnie wykracza poza siebie, patrząc na inne osoby, a szczególnie na Boga, chcąc ich kochać i chcąc dla nich żyć. „Oto, w czym przejawia się społeczny charakter człowieka: potrzebuje on innych bytów, jak on sam (...) Relacje międzyludzkie są wpisane w „byt” człowieka (...) To dzięki nim człowiek rozwija się jako człowiek, to one wzbogacają go i są częścią stwórczego zamysłu Boga, aby człowiek nie był sam”18.
Osoba ludzka jest bytem sama w sobie oraz bytem z innymi i dla innych, jest obrazem Trójcy, która objawia się nam jako relacja, dar i oddanie. Tylko w relacji z inną osobą jest zdolna poznać samą siebie i znaleźć pełną realizację swojej osobowości19. Należy do jego wewnętrznej struktury żyć w relacji20. Przyjaźń, miłość, troska o innych, udział w losach innych, nie są czymś przypadkowym, dekoracyjnym, a ostatecznie zbędnym dla osoby ludzkiej, lecz czymś absolutnie niezbędnym dla duchowej dojrzałości i szczęścia. Jeżeli ktoś nie jest zdolny do relacji z innymi, jeśli nie może nawiązać i utrzymać przyjaźni, cierpi na poważny brak i należy poszukać przyczyny, którą może być choroba o charakterze cielesnym, psychicznym lub duchowym.
W takim samym stopniu, w jakim osoba uważa się za cel21 i dąży do rozwoju własnej osobowości, w takim rzeczywiście dochodzi do zrealizowania się tylko wtedy, gdy jest „darem” dla drugiej osoby, jak mówi Papież Jan Paweł II22. Naturalnie odnosi się tutaj do oddania odpowiedzialnego i rozsądnego. Oddanie nie powinno być nigdy źle zinterpretowane, jakby chodziło o oddanie się do dyspozycji drugiego, aby być środkiem dla osiągnięcia przez niego celu. Człowiek nigdy nie powinien pojmować ani innych, ani siebie jako środka, lecz jako cel sam w sobie.
Osoba ludzka jest powołana do życia w komunii z innymi i dla innych. Autentyczna komunia jest bezinteresowna; nie ma innego celu niż druga osoba jako taka23. Jest akcją i reakcją, zarazem wezwaniem i odpowiedzią. Polega na dawaniu i przyjmowaniu, gdyż otrzymując ubogaca się, wzmacnia i również uszczęśliwia drugiego, ponieważ zdolność przyjmowania jest sama w sobie jednym z największych darów, jaki można komuś ofiarować. Zdolność przyjmowania zakłada postawę aktywną, jednak chodzi o czynność akceptowania, brania do siebie, co służy pogłębieniu działań tego drugiego. Jednak można w pełni zrozumieć zdolność przyjmowania, tylko uznając w niej szczególną formę aktywności, wyrazu, kreatywności.
Człowiek jest powołany do komunii nie tylko z równymi sobie. Od narodzin jest zaproszony do dialogu miłości z Bogiem i ma przed sobą całe życie, aby odpowiedzieć na to zaproszenie24. Jego życie jest jednocześnie powołaniem i odpowiedzią.
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- następna ›
- ostatnia »
