Razem w stronę nieba - Wspólny projekt miłości i życia
Narzeczeni, pytani w poradni przedmałżeńskiej, jak rozumieją cel małżeństwa, czują się zwykle trochę zakłopotani. Na ogół pomaga podpowiedź: „Dlaczego bierzecie ślub?”. Wtedy jest już łatwiej: „żeby razem żyć” – pada odpowiedź – i zwykle w drugiej kolejności: „żeby mieć dzieci”. W tych krótkich odpowiedziach zawarta jest ich wewnętrzna intuicja określająca prawdziwy cel małżeństwa – dobro i wzajemną pomoc małżonków oraz zrodzenie i wychowywanie dzieci. Paweł VI napisał w swojej encyklice: „Małżonkowie poprzez wzajemne, im tylko właściwe i wyłączne, oddanie się sobie dążą do takiej wspólnoty osób, aby doskonaląc się wzajemnie, współpracować z Bogiem w wydawaniu na świat i wychowywaniu nowych ludzi" (Humanae vitae, 8). To krótkie zdanie najpełniej streszcza istotę małżeństwa.
Żyć razem
Wspólne życie to nie tylko „bycie razem”, nie tylko wspólne przeżywanie radosnych i trudniejszych chwil. To przede wszystkim życie „dla” drugiej osoby, z pragnieniem, aby odnajdywała ona dobro i prawdę. „On się zmieni, ponieważ mnie kocha” – tak czasami myślą przyszłe żony. Jednak takie założenie jest bardzo ryzykowne. Jeszcze bardziej ryzykowna jest nadzieja, że: „Ja go zmienię”. Nie pobieramy się, aby zmieniać drugą osobę, lecz aby zmieniać siebie dla niej. Trzeba więc założyć konieczność nieustannego dojrzewania i codziennego starania, aby być lepszym, aby kochać bardziej i pomagać małżonkowi w ciągłym procesie osobistego doskonalenia się. Na tym polega prawdziwa miłość.
Zdarza się, że niemal tuż po ślubie młodzi zaczynają mówić o rozwodzie, bo „już się nie kochają”. Myślą, że miłość jest wtedy, gdy jest uczucie zakochania. Jednak to silne, wszechogarniające uczucie płynące z pierwszej fascynacji ustępuje po pewnym czasie innym uczuciom, wywołanym nowymi obowiązkami i zmęczeniem. Podobno „życie w obłokach” jest możliwe tylko na pokładzie samolotu i chyba sprawdza się to w małżeńskiej praktyce. Miłość polega nie tyle na przeżywaniu wzniosłych uczuć, co na decyzji woli prowadzącej do stałej troski o dobro małżonka.
Szczęście i miłość to dwa nieodłączne słowa. Nie można wyobrazić sobie jednego bez drugiego. Jego sekret polega na tym, aby „nie gonić za szczęściem” i być gotowym dać „wszystko” za „nic”. Dzieje się tak na przykład wtedy, gdy trzeba wstawać w nocy do płaczącego dziecka, mówiąc: „śpij kochanie, ja wstanę”. Miłośc jest też wtedy, gdy ona ma zły humor. I kiedy on stara się rozmawiać o tym, co ją bardziej interesuje, mimo że właśnie rozpoczyna się ciekawy program w telewizji. Jeśli żona potrzebuje daru uczuć – mąż je ofiarowuje, jeśli mąż pragnie daru ciała – żona składa je w darze.
Codzienne życie razem staje się łatwiejsze, jeśli małżonkowie doceniają nawzajem swoje wysiłki. Żona jest szczęśliwa, jeśli mąż potrafi docenić wagę prac wykonywanych w domu. Kiedy on widzi te wszystkie, drobne z pozoru, rzeczy, które ona robi codziennie. Kiedy on umie ją pochwalić, zamiast zwrócić uwagę na te drobiazgi, których nie udało się jej jeszcze zrobić. Wielką pomocą jest dla niej jego zaangażowanie się w dom i w wychowanie dzieci. Ze swojej strony mąż czuje się znacznie lepiej, gdy żona docenia jego troskę o utrzymanie, umiejętność nazywania i rozwiązywania problemów, mądrość i zaradność. Jeśli żona chwali i docenia męża, ten będzie chciał zajmować się domem i wracać do niego, licząc na kolejną pochwałę. Docenianie siebie nawzajem wpływa na entuzjazm, z jakim każdy człowiek realizuje swoje obowiązki.
