Wirus agresji

Wychowanie dzieci -

Wracam z pracy, a w domu toczy się wojna. Młodszy syn kłóci się ze starszym o sprawy istotne w ich pojęciu. Jeden przestawił drugiemu zabawkę, nie tak jak potrzeba. Obserwuje to z dystansem, ale w pewnej chwili musze wkroczyć. Od słów przeszło do rękoczynów. Następuje izolacja zwaśnionych stron – każdy musi spędzić w swoim pokoju określoną ilość minut. Potem wolno zawrzeć pokój...

Chcę obejrzeć wiadomości. Włączam telewizor – same katastrofy, nieszczęścia i wojny. Zero informacji radujących serce. Zaczynam myśleć, że może ze mną jest coś nie tak skoro oczekuję pozytywów od życia. Idę zajrzeć do skrzynki pocztowej. Jest pozytyw – nowy numer miesięcznika komputerowego. Niestety, z okładki straszy bohater kolejnej „super gry” (kategoria wiekowa 18+). Sama przemoc. Zniechęcona brakiem pozytywnej energii idę szykować kolację rodzinie. Przynajmniej jedzenie „nie straszy”.

Nadchodzi wieczór. Dzieci umyte, a ja mam czas na lekturę. Wczytuję się w różne artykuły i książki, które pomagają zrozumieć, jak człowiek zapamiętuje informacje. Co sprawia, że coś pozostaje w mojej głowie przez całe życie, a inne rzeczy ulatują natychmiast. Właśnie przedmiotem moich studiów jest książka „Jak uczy się mózg” (Tytuł oryginalny: Lernen. Gehirnforschung und die Schule des Lebens, autor Manfred Spitzer). Autor jest lekarzem psychiatrą i od dłuższego czasu prowadzi badania nad pamięcią i procesem uczenia się. Jest także tatą (czwórka pociech), co nie jest bez znaczenia. W swojej książce robi wiele odniesień do dzieci i młodzieży. Dzięki temu mogę lepiej zrozumieć zawiłości procesów myślowych.

Trafiam na fragment poświęcony doświadczeniu i agresji. Autor opisuje, ile razy przeciętny człowiek ogląda sceny agresji w telewizji w ciągu tygodnia. Następnie odnosi się do gier komputerowych naładowanych przemocą. Z całości rozważań wynika wniosek, że człowiek (dotyczy to też dorosłych) oglądając przemoc (telewizja) i ćwicząc ją (niektóre gry komputerowe) sam programuje swój mózg w kierunku przemocy. Mogą być dwa efekty takiego działania: „znieczulenie” (sceny przemocy nie budzą odpowiednich reakcji i człowiek staje się obojętny na krzywdę innych lub wręcz potrafi się z niej śmiać) lub „odpowiedź” - na określone sytuacje człowiek reaguje wyuczoną agresją (istnieją badania pokazujące korelacje między ilością oglądanej przemocy, a późniejszymi przestępstwami).

Zastanawiam się nad zawartą w tym rozdziale sentencją autora, że dbamy o jakość jedzenia. Mamy odpowiednie normy, nie chcemy jeść trucizn, bo mamy świadomość, że to nam szkodzi. Nie pozwalamy, aby dzieci i młodzież kupowała papierosy, piła alkohol i brała narkotyki. A jednak w temacie przemocy (konsumowanej poprzez telewizję i gry) wykazujemy totalną beztroskę. Gry komputerowe, które mają opis 18+ i tak są sprzedawane wszystkim (brak odpowiednich przepisów). Telewizja oznacza filmy tylko odnośnie wieku, bo brakuje zapisów nakazujących klasyfikować pokazywane treści w innych kategoriach np. takich, jak przemoc, strach, seks, wulgarny język, dyskryminacja, hazard, tematyka używek (analogicznie do systemu PEGI w grach komputerowych). Autor mówi o „wirusie agresji”, która przenika wszystkie elektroniczne media. Łykamy go i naiwnie sądzimy, że nam nie zaszkodzi. Skutki takiego zachowania są opłakane dla całych społeczeństw.

Zastanawiam się, jak funkcjonuje moja rodzina i ile moje dzieci „konsumują agresji”. Wszystkiego im nie zabronię, bo będą i tak oglądać, tylko że zamiast ze mną, to z kolegami. Pozostaje zatem czuwać, by ilość filmów „gdzie się biją” była równoważona przez filmy zmuszające do myślenia. Gry, których używają, nazywane są strategicznymi, ale mają także elementy przemocy. Na szczęście u nas obowiązuje reglamentacja czasu poświęconego na gry. Gdy weszłam do domu kłócili się o figurki – małe modele wojska, którymi rozgrywają na podłodze bitwy – znowu, ta przemoc :( Jednak forma takiej rozrywki jest niezła – muszą malować figurki, przez co ćwiczą skupienie i precyzję (pędzelki są mikroskopijne). Potem muszą posprzątać pokój, by móc je porozstawiać :) Następnie są ze sobą, patrzą na siebie i swoje twarze, a nie na szklany ekran. A jak się pokłócą, to z czasem godzą się, przez co zyskują jako bracia. A to też jest pozytyw :)

Mazuma