Sztuka życia w małżeństwie

Małżeństwo -

Mam żywo w pamięci rozmowę z pewną austriacką przyjaciółką. Opowiedziała mi swoje doświadczenie dwóch pierwszych lat małżeństwa: „Kiedy urodziło się nasze pierwsze dziecko, brakowało mi czasu, aby dobrze prowadzić dom. Spędzałam dużo czasu sprzątając, piorąc i układając rzeczy. Cały ten wysiłek mnie wyczerpywał i wprawiał w zły humor. Któregoś dnia pomyślałam: ‘Tak dalej nie może być; zaczynam mieć manię sprzątania i zaniedbuję dziecko: najpierw ludzie potem rzeczy’. I zaczęłam koncentrować się na dziecku. Nosiłam je, chodziłam na spacery, śpiewałam mu, mówiłam do niego. Stanowiliśmy jedną całość. Jednak z czasem zdałam sobie sprawę, że mój mąż pozostawał w tym wszystkim całkowicie poza nami. Zachowywałam się w taki sposób, że on - chociaż się nie skarżył – musiał czuć się obco w swoim własnym domu. Znowu zaczęłam się zastanawiać: ‘dziecko to błogosławieństwo od Boga, ale to nie ono jest pierwszą osobą, która jest mi powierzona. Przed dzieckiem pierwszeństwo ma mąż. To z mężem tworzymy wspólnotę miłości, która ma trwać całe życie, natomiast dzieci są z rodzicami jakiś czas. Bardzo je kochamy, ale tak czy inaczej to one są bardziej gośćmi w naszym domu. To prawda – są gośćmi bardzo specjalnymi, którym udostępniamy szerokie obszary naszego życia i którym pragniemy przekazać to, co w nas najlepszego’. Znowu się poprawiłam: odbyłam z mężem głęboką rozmowę. Odtąd głównie dbam o niego a on o mnie. Możemy powiedzieć, że jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, pomimo światłocieni, które przynosi nam życie”.

Dzięki swojej zdolności do samokrytyki moja przyjaciółka zrozumiała na czym polega uczynienie z własnego domu źródła życia i szczęścia dla wszystkich: odkryła znaczenie miłości małżeńskiej. Rzeczywiście wyświadcza się dzieciom złą przysługę, kiedy - żeby dobrze się nimi zająć – odstawia się męża na drugi plan lub kiedy ze względu na dochodzące obowiązki, rodzice nie mogą i nie chcą już być razem sami.

To, czego dzieci faktycznie potrzebują, aby odnaleźć się w życiu w sposób wolny i zrównoważony, to nie tylko miłość rodziców do nich, lecz także pewność, że rodzice kochają się wzajemnie.

Postawę, jaką przyjęła moja przyjaciółka od trzeciego roku swojego małżeństwa, można streścić prostym zdaniem: „Pobraliśmy się, aby się wzajemnie uszczęśliwić i razem dawać szczęście innym”.

I. NOWA RZECZYWISTOŚĆ

Mamy współcześnie szczególną wrażliwość, aby zrozumieć, że małżeństwo jest nie tylko fundamentem rodziny. Jest po pierwsze osobowym spotkaniem kobiety i mężczyzny, wspólnotą życia i miłości, przekroczeniem samotności, którą radykalnie i boleśnie odczuwa w sobie każdy człowiek. Oboje są powołani do tego, aby pomagać sobie wzajemnie w osiągnięciu życia bardziej szczęśliwego, które nie jest „moim” ani „twoim”, ale „naszym życiem”, nową niepodzielną rzeczywistością, wspólną przygodą, która w każdym przypadku jest oryginalna. Jako że każde małżeństwo jest jedyne, miłość, która je łączy jest też jedyna.

1. Jedność dwojga

Kiedy kobieta i mężczyzna biorą ślub, decydują się wejść na wspólną drogę życia.
Wchodzą w nowy etap życia, który zwykle charakteryzuje się radością bycia wybranym i kochanym. Każde z małżonków odnajduje się w spojrzeniu i poważaniu drugiego, każde daje drugiemu oparcie i poczucie bezpieczeństwa. „Ja” zostaje pobudzone, poruszone i wzmocnione dzięki nieodpartej atrakcyjności będącego obok „ty”.

Współmałżonkowie nie powinni się nawzajem uważać jako raz na zawsze nabyte własności, lecz jako żywe istoty, które rozwijają się u swego boku. Miłość polega na pozostawieniu drugiej osobie wolnej przestrzeni; polega na oddaniu się drugiej osobie, bez robienia małostkowych kalkulacji. „Nie ma relacji bez darmowego oddania. Jest ono jak tlen, bez którego związek zaczyna się dusić, śmiertelnie chorować. Bezwarunkowe oddanie jest tak konieczne jak powietrze i chleb”.1

Miłość wymaga ponadto, aby nie przypinać współmałżonkowi żadnych etykietek, nie zamykać go w żadnych schematach. Miłość pozwala nam odkryć, że poznanie drugiej osoby nigdy się nie kończy, każdy dzień jest inny. Pewien pisarz mówi na ten temat następująco: „Zwraca uwagę, że akurat na temat ukochanej osoby mniej możemy powiedzieć, jaka ona jest. Kochamy ją i już. Na tym właśnie polega miłość, cud miłości: możemy iść za kimś dokądkolwiek”.2 Nie chodzi o to, aby rezygnować z tego, kim się jest, lecz o to, aby hojnie oddać to drugiej osobie, dać do dyspozycji, aby stworzyć coś naprawdę „naszego”.

Tworząc nową egzystencjalną rzeczywistość, małżonkowie mają coraz większą potrzebę ochrony wspólnego wnętrza, zwalczenia własnego egoizmu, despotyzmu i opieszałości, aby zło nie dostało się do środka ich wspólnego życia i nie dotknęło drugiej osoby. I tak jak istnieje osobista dyspozycja, aby być coraz lepszym, tak też jest możliwe polepszenie życia małżeńskiego. Po pierwsze ważne jest nie tyle co zrobić, ale jakim być człowiekiem, aby małżeństwo było szczęśliwe. Punktem wyjścia powinna być dyspozycyjność, aby dać się zwyciężyć, z miłości, wiedząc, że dobroć wywołuje dobroć, a oddanie większe oddanie drugiej osoby.

W relacji, w której oddaje się tylko jedna strona i otrzymuje też tylko jedna strona, brakuje równowagi i nie może nazywać się ona miłością. Prawdziwa miłość sprawia, że jest się oddanym i że się jednocześnie otrzymuje, że odczuwa się potrzebę drugiej osoby i że jest się potrzebnym. To jak podróż tam i z powrotem. Jak ciągły ruch dawania i przyjmowania pomiędzy dwiema osobami stojącymi na tym samym poziomie.

2. Jedność trojga

Jednak jest jeszcze „Ktoś”, kto jest wewnętrznie obecny w małżeństwie chrześcijańskim: to sam Bóg. Głęboka i kompletna relacja małżeńska obejmuje trzy osoby. Ślub dwojga chrześcijan wobec Boga, nie łączy ich tylko między sobą, lecz w pewien sposób łączy każdego z nich, za pośrednictwem współmałżonka, z Jezusem Chrystusem. Nie tylko oddają się sobie wzajemnie, ale poprzez siebie oddają się Bogu. Małżonkowie nie tylko żyją dla siebie wzajemnie. Żyją oboje dla Chrystusa. W swojej miłości małżeńskiej wyrażają także miłość Chrystusowi. Dlatego każde z nich może poprzez współmałżonka odkryć Boga, poprzez miłość współmałżonka może poznać miłość Boga, poprzez czułość współmałżonka może doświadczyć czułości Boga.

Rzeczywiście wymiar religijny jest tak głęboki, że czasem nie jest łatwo znaleźć sposób, aby współmałżonek miał w nim udział. Normalny, szczery i pełen miłości dialog może pomóc małżeństwu zobaczyć się w tej nowej perspektywie i dostrzec najgłębszą istotę drugiej osoby. Może też ich zachęcić do znalezienia ostatecznego sensu ich małżeństwa: pełnego przyjęcia miłości Boga, Jego daru dla mnie, którym jesteś ty, i Jego daru dla ciebie, którym jestem ja.

Jednak Bóg ma nie tylko plan wobec ciebie lub wobec mnie; ma go także wobec nas. Powołuje chrześcijańskich małżonków, aby razem dali świadectwo Jego miłości, aby byli odbiciem Jego ciągłej troski o ludzi. Zaprasza ich, aby byli obrazem Chrystusa jedno dla drugiego i oboje dla innych. „Chcemy, aby nasz dom był miejscem spotkania z Bogiem i z innymi ludźmi, małymi i dużymi, zdrowymi i chorymi, miejscem pracy, odpoczynku i świętowania, miejscem otwartym dla biednych i bogatych, a przede wszystkim miejscem modlitwy” – powiedziała kiedyś pewna prosta kobieta. Im bardziej małżeństwo jest zjednoczone, tym bardziej zbliża się do tego ideału.

II. UMIEĆ OPIERAĆ SIĘ NA RZECZYWISTOŚCI

Dzielenie życia z drugą osobą może dawać dużo radości, ale jest też trudnym wyzwaniem. To delikatny i trudny proces, wymagający cierpliwości. To długa droga, która wiedzie nie tylko przez słoneczne doliny, ale także czasami przez ciemny las, suchą pustynię i burze w wysokich górach. Jednak pary, które uważają, że kłótnia oznacza koniec ich wspólnego życia, mogą się pocieszyć: konflikty to bardzo dobre okazje, aby we wzajemnej relacji nastąpił znaczący postęp. Za każdym razem, kiedy przekraczamy jakąś przeszkodę, dajemy krok z jednego etapu miłości do następnego, bardziej kompletnego i głębszego niż poprzedni.

1. “Kryzys początku”

Na początku miłość tryskała pod wpływem oczarowania drugą osobą, być może zwrócenia uwagi tylko na jej cechy zewnętrzne, przecenienia ich. Na początku widzi się w drugiej osobie odbicie swoich marzeń i swoich pragnień.

Być może to samo działo się z drugiej strony: druga osoba prawie nieświadomie złożyła swoje oczekiwania w fałszywym obrazie, jaki sobie na mój temat wytworzyła. I teraz oboje staramy się użyć całej serii sposobów i mechanizmów obronnych, które mają za zadanie ukryć nasze słabe punkty, nasze potrzeby i naszą kruchość.

Jednak wspólne życie nie wytrzymuje kłamstw i pozorów. Różne życiowe sytuacje demaskują nasze tiki i drobne manie, wyraźnie odsłaniają naszą przeciętność i egoizm.
Wiele kryzysów małżeńskich zaczyna się od rozczarowania, które następuje po egzaltacji prawie mitycznej, jaką para na początku odczuwała. Kiedy kończy się pierwsze “zakochanie” (psychika człowieka ulega zmianom), osoba, która opierała się wyłącznie na uczuciach może całkowicie zmienić swoje podejście do drugiej osoby. Wówczas małżonkowie wzajemnie się oskarżają, że zostali oszukani. Ich związek staje się duszący i naznaczony wzajemnymi podejrzeniami. Ograniczenia jednego i drugiego ciążą corazbardziej na codziennym życiu i stają się przyczyną niezliczonych starć, przykrości, nieporozumień, złości i narzekań.

W sytuacji, w której doświadcza się pustki rozczarowania i zawodu może wystąpić przeciwna reakcja uczuciowa: miłość czysto uczuciowa może zamienić się w nienawiść, też czysto uczuciową, skierowaną do tej samej osoby, którą rzekomo się kochało. “Pomiędzy miłością a nienawiscią jest cienka granica”, mówi mądrość ludowa. W zachowaniu może się wtedy pojawić nawet przemoc.

2. Złe traktowanie

Nierzadko małżeństwa nie umieją przetrwać pierwszego kryzysu. Jest coraz więcej rozwodów zaledwie po kilku miesiącach lub paru latach małżeństwa. Co więcej niebezpiecznie przyzwyczajamy się do dramatów i skandali, którymi na codzień karmią nas środki masowego przekazu, których zaczynamy wręcz emocjonalnie potrzebować: sceny pokazujące męża, który chwyta za broń i w ataku wściekłości zabija żonę, drugi wyrzuca ją przez okno, inny ciężko rani ją nożem. Takie wydarzenia mogą zdarzyć się w jakimkolwiek spokojnym miejscu. Oglądamy wywiady z sąsiadami, którzy nie mogą uwierzyć w to, co sie stało i teatralnie lamentują. Po czym przechodzimy do kolejnej wiadomości, komentując, że społeczeństwo powinno bardziej chronić kobiety...

To prawda, że ochrona kobiet jest pilną koniecznością. Dają jednak do myślenia wyniki badań. Według znanego niemieckiego czasopisma psychologicznego, ofiarami przemocy domowej są częściej mężczyźni niż kobiety.3 Kobiety są coraz bardziej skłonne do agresji fizycznej, podczas gdy mężczyźni wolą przemilczeć, że są źle traktowani. Pewna aktywistka feministyczna chwaliła się: “zawsze byłam na tyle inteligentna, że biłam tylko tych mężczyzn, którzy byli dobrze wychowani i potulni, i nie oddawali kopniaków.”4 Dużo mówi to wyznanie. Co więcej wiadomo, że można sprawić cierpienie w różny sposób. Zarówno kobiety jak i mężczyźni umieją znęcać się psychologicznie, mogą też zatruwać życie w sposób bardzo subtelny i nie do udowodnienia, przy pomocy przymusu, upokorzeń, szantażu lub ciągłego złego humoru.

3. Dobrze się poznać

To oczywiste, że należy dobrze się poznać zanim zwiążemy się z kimś na całe życie. Trzeba przezwyciężyć niebezpieczeństwo oderwania się od rzeczywistości osoby, która ma w sobie zawsze coś atrakcyjnego i skupienia się na uczuciach, które się odczuwa w odniesieniu do niej lub na jej subiektywnym obrazie, upiększonym przez emocje. Inaczej mówiąc nie mogę mylić moich uczuć wobec kogoś z obiektywną prawdą o nim.

Jako, że czasem nie jest to łatwe, czy nie byłoby lepiej pomieszkać jakiś czas razem i doświadczyć „małżeństwa na próbę” zanim się pobierzemy?

Fakty dowodzą, że nie byłoby to dobre rozwiązanie. Według badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii, wskaźnik rozwodów jest dużo większy wśród małżeństw, które przed ślubem mieszkały razem niż wśród tych, które przed ślubem nie mieszkały razem.5 Dlaczego tak się dzieje? Nie możemy jednoznacznie powiedzieć, jaka jest tego przyczyna. Jednakże możemy sformułować pewne hipotezy. Wspólne mieszkanie bez podjęcia zobowiązań wyraża pewien brak zaufania. Kiedy dwie osoby mieszkają razem bez ślubu, gdzieś w kąciku serca czai się jakaś niepewność i podejrzenie. Pewna kobieta w takiej sytuacji powiedziała mi kiedyś, że każdego wieczoru czuła strach, że jej przyjaciel nie wróci. I dlaczego się nie pobiorą? Nie są pewni swojej miłości? Szczerze mówiąc, należałoby nazwać taką sytuację ciągłym obrażaniem drugiej osoby. To tak jakby jej powiedzieć: „Kocham cię dzisiaj. Ale nie wiem, czy będę cię kochać jutro (lub za dziesięć lat) i dlatego nie chcę sobie robić problemów”. Jest to rzeczywiste obrażanie, chociaż istnieje na ten temat wiele pseudo mądrych teorii i ideologicznych argumentacji. W głębi serca, osoby, które mieszkają razem zdają sobie z tego sprawę i na ogół po latach ich miłość się oziębia (między innymi dlatego, że miłość nie może wzrastać w atmosferze nieufności.

Wróćmy do małżeństwa, które przechodzi pierwszy kryzys. Według szeroko rozpowszechnionej opinii, kiedy kończy się „miłość”, musi skończyć się wspólne życie. Przekaz ten, podawany codziennie przez liczne mass media, wytworzył w społeczeństwie stan tak dużej inercji, że straciliśmy zdolność samodzielnego myślenia na ten temat.

Jest jednak możliwa alternatywa. Pomimo rozczarowań, możemy odzyskać pragnienie życia u boku osoby, wobec której podjęliśmy zobowiązanie. Potrzebna jest jednak do tego wiara w uzdrawiającą moc miłości i odwaga stawienia czoła prawdzie.

Należy szukać głębokiego i prawdziwego spotkania w małżeństwie, zacząć kochać się znając się. Choć to niełatwe, koniecznie trzeba powiedzieć o swoich negatywnych przeżyciach, o ranach, które blokują niektóre zachowania i spontaniczność. Każdy ma swoją osobistą historię, naznaczoną między innymi konkretnym doświadczeniem z domu rodzinnego, które ukształtowało podstawy charakteru. Tylko prawdziwa szczerość co do nas samych, tego, co czujemy, co myślimy i w co wierzymy, co nam się podoba a co boli, co do przeszłości i marzeń o przyszłości, może być fundamentem nowego początku. Autentyczna miłość opiera się na realiach. Nie ogranicza się do widzialnego piękna fizycznego, lecz obejmuje też piękno wewnętrzne, „integralne” piękno drugiej osoby. Każdy człowiek sam w sobie jest wartością, jest światem godnym odkrycia, akceptacji i miłości.

Wyjawienie tego, co nosimy w środku może kosztować nas dużo wysiłku i mamy skłonność do dysymulowania, uważając, że kiedy ktoś dobrze nas pozna, będzie kochać mniej. Dzieje się akurat na odwrót: im lepiej się znamy, tym przyjemniej jest nam żyć razem. Im bardziej pozwalamy sie poznać, z naszą biedą i potrzebami, tym wolniejsi i bezpieczniejsi czujemy się, kiedy jest przy nas druga osoba. Nie ma prawdziwej miłości małżeńskiej dopóki nie nauczymy sie kochać także słabości drugiej osoby. Kochać to mieć wrażliwość na rany drugiej osoby.

Ważnym elementem miłości jest czułość. W małżeństwie potrzeba dużo czułości. Według Karola Wojtyły czułość to sztuka rozumienia drugiej osoby, wszystkich jej uczuć, z myślą o jej prawdziwym dobru.6 Czułość i uśmiech zbliżają ludzi do siebie, czynią nasze relacje bardziej ludzkimi.

Trzeba też zrozumieć, że nie możemy prosić o to, czego druga osoba nie może dać, ponieważ ma swoje ograniczenia, tak jak my wszyscy i chociaż bardzo nas kocha. Prawdziwa miłość nie wyraża się w zdaniach typu: “Kocham cię, bo masz piękną twarz, bo jesteś erudytą, bo jesteś muzykiem, bo jesteś sportowcem”; prawdziwa miłość sprawia, że mówimy: “Kocham cię, bo jesteś kim jesteś”.

III. INTYMNOŚĆ MAŁŻEŃSKA

Udane małżeństwo to więź obejmująca wszystkie wymiary życia. “I będą dwoje jednym ciałem.”7 Język biblijny jest bezpośredni i jednoznaczny. Odnosi się do aktu płciowego, będącego istotną częścią miłości małżeńskiej i do dziecka poczętego podczas tego aktu, które dziedziczy genetycznie połowę cech ojca i połowę cech matki. Jeśli intymności cielesnej towarzyszy bliskość psychiczna i duchowa, intelektualna i emocjonalna, wówczas taką relację można uznać za zdrową.

Dziecko jest naturalnym owocem miłości małżeńskiej. Jednak i takie małżeństwo, które nie może mieć dzieci, pomimo otwarcia na nowe życie, może być bardzo szczęśliwe. Małżonkowie nie tylko “dają życie” swojemu potomstwu; “dają życie” również sobie nawzajem. Ich związek ma nie tylko owoce naturalne, ale także duchowe, wśród których pierwszym jest ich jedność.

1. Cierpieć razem

Jeśli jedno z małżonków nie może mieć dzieci i drugie nie akceptuje tej naturalnej
sytuacji i usiłuje za wszelką cenę mieć potomstwo, co staje się coraz łatwiejsze przy pomocy sztucznych technik (zapłodnienie in vitro), wtedy w związku może otworzyć się ogromna przepaść: jedno zaczyna realizować swoje pragnienia, nie licząc się z drugim. Kiedyś usłyszałam od pewnego męża, który znalazł się w tego rodzaju bolesnej sytuacji osoby “wykluczonej”: “Teraz rozumiem, że małżeństwo jest jednością przeznaczenia i musi takim być: jeśli jedno z nas nie może mieć dzieci, to my nie możemy mieć dzieci”. Faktycznie miłość ze swej natury jest bilateralna; jest wzajemną relacją między osobami. Tylko wtedy może powstać wspólne my.

Miłość może dużo więcej wzrastać, jeśli nie tylko cieszymy się razem przyjemnymi okolicznościami życia, ale także przeżywamy razem nieoczekiwane i traumatyczne wydarzenia, które wstrząsają życiem ludzkim. Wiele małżeństw rozpada się po przejściu jakiegoś cierpienia. Inne natomiast w podobnych okolicznościach umacniają się, bardziej się jednoczą, małżonkowie są dla siebie bardziej oparciem. Tak różne skutki zależą od głębokich wewnętrznych dyspozycji małżonków.

Kiedy świadomie mówimy życiu “tak” i jesteśmy gotowi zaakceptować nawet najtrudniejsze strony życia, to znaczy, że jesteśmy w stanie żyć dojrzale i rozwijać nasze życie wewnętrzne. Żyjemy na ogół pod dużym wpływem rzeczy zewnętrznych: radio, telewizja, reklamy, komórka, internet ciągle skupiają na sobie naszą uwagę. I utrzymują nas w ciągłej aktywności. Często nie mamy czasu, aby zostać tylko we dwoje, aby porozmawiać o wszystkim, co mamy w głowie i w sercu. Bolesne doświadczenie może postawić nas na baczność, zmusza nas, aby się w tym wszystkim odnaleźć, stawia nam wyzwanie, aby uporządkować nasze życie w inny sposób. Nie możemy się już oszukiwać, bo ból wyostrzył naszą percepcję rzeczywistości: rzeczy trywialne ustępują pierwszeństwa temu, co ważne i co daje sens życiu. Jest takie powiedzenie: “Po płaczu patrzysz innymi oczami”; można wtedy zobaczyć wszystko inaczej, lepiej.

Jako chrześcijanie wiemy, że Bóg nie chce bólu. Jednak na niego przyzwala. Krzyż zajmuje centralne miejsce w naszej wierze. Jest tajemnicą miłości, nie strachu. jest tajemnicą Boga, który solidaryzuje się z naszym cierpieniem, który kocha nas tak bardzo, że oddaje swoje życie za nas. Odtąd cierpienie i śmierć nie mają na świecie ostatniego słowa. Po krzyżu przychodzi radość Zmartwychwstania, radość wieczna. Kto ma taką ufność, jest nie do pokonania, jego wnętrze jest niezniszczalne. Co go może zwyciężyć, jeśli nawet jego śmierć jest przejściem do ostatecznego triumfu?

2.Siła zaufania

Ważne jest, aby w małżeństwie każde z małżonków mogło oddać się w ręce
drugiego, mając pewność, że to osoba, która kocha najbardziej na świecie. Jednocześnie oboje muszą sobie wzajemnie wyrażać, szczególnie w sytuacjach różnicy zdań: “pragnę tego, co jest dobre dla ciebie”.

Miłość wymaga, aby móc ufać, aby czuć się bezpiecznie, aby czuć, że “ma się plecy”. Kiedy małżonkowie wiedzą, że niezależnie od tego, co się wydarzy, mogą na siebie liczyć, zazwyczaj są wtedy zdolni stawić czoła wszystkim problemom, które niesie ze sobą życie. Móc wierzyć drugiemu człowiekowi i móc myśleć o nim jako o dobrym przyjacielu, który nigdy nie zawodzi, jest dla kogoś, kto kocha źródłem pokoju i radości.

Musimy wierzyć w możliwości drugiej osoby i dać jej to do zrozumienia. Jest zadziwiające jak bardzo może zmienić się osoba, jeśli ma się do niej zaufanie, jak zaczyna się zmieniać na lepsze, kiedy traktujemy ją według tego, kim może być. Wiele osób umie pomóc współmałżonkowi stać się lepszym dyskretnie i cicho go podziwiając. Dają mu pewność, że jest w nim dużo dobra i piękna, i cierpliwie pomagają je odkryć i rozwijać.
Tylko, kiedy kochamy kogoś, umiemy patrzeć na niego życzliwie. Człowiek ten ujawnia wtedy swoje najlepsze cechy, czasem takie, których się nie spodziewaliśmy. Nikt nie pozostaje taki jak dawniej, kiedy zaczyna się patrzeć na niego z miłością. Chce bowiem zasłużyć na spojrzenie, które zdaje się odkrywać to, czego nikt wcześniej nie odkrył i uzewnętrznia wcześniej ukryte zalety.

III. STAWIĆ CZOŁA PRZESZKODOM

Mówi się, że relacja pomiędzy dwiema osobami jest jak sprężyna: na początku bardzo twarda, ale z czasem się rozluźnia i należy ją często odnawiać, aby nie straciła swojej natury.

1. “Kryzys rutyny”

Z czasem może pojawić się w związku małżeńskim rutyna. Okazuje się, że każdy poniedziałek, każdy wtorek i każda środa są takie same, że druga osoba zwykle zachowuje się tak samo, opowiada te same kawały i te same historie z przeszłości. Wiemy już co myśli i co czuje. Dni stają się monotonne, narasta nuda. Pozornie małżeństwo nie daje nam tego, czego się po nim spodziewaliśmy. Zamiast “pasjonującej przygody” zdaje się, że mamy jakąś coraz bardziej ograniczoną historię i cierpimy, bo nasz świat stał się dziwnie mały.

W tej sytuacji możemy zacząć mieć absurdalne i trywialne obsesje, na przykład na punkcie jak druga osoba układa papiery, na punkcie jej gestów i picia wody, jak chodzi i patrzy. Przestajemy racjonalnie i logicznie myśleć; wręcz przeciwnie: kierujemy się teraz prawie wyłącznie emocjami i stąd biorą się konflikty. Uczucie przesytu może być tak silne, że może w nas spowodować reakcję zaciekłego odrzucenia: “Przeszkadza mi tak bardzo to, co robisz, że już nie mogę znieść kim jesteś”. I miłość się oziębia.

Trzeba zdawać sobie sprawę z narastającego niebezpieczeństwa i zdecydowanie się mu przeciwstawić. Trzeba się starać dostrzegać pozytywne strony drugiej osoby, podkreślać je i stymulować. I trzeba się starać, aby ten poniedziałek był jedyny i szczęśliwy. Trzeba przełamać lody, zacząć dzień mówiąc do siebie coś dobrego, zorganizować jakiś wspólny wyjazd lub obchody. Miłość ożywia się dzięki niespodziankom.

2. Napięta atmosfera

Normalną cechą związku dwóch żywych osób jest to, że nie panuje w nim absolutny pokój. Poza rutyną mogą pojawić się inne problemy, jak na przykład zazdrość, niezdolność do wzajemnej komunikacji, potrzeba uczucia i uwagi pośród różnych stresów i braku czasu, urazy, strach przed porzuceniem i samotnością w życiu, lęk, że nikt nas nie kocha i że dla nikogo się nie liczymy. Tworzy się w ten sposób napięta i nerwowa atmosfera. Jesteśmy tak zajęci sobą, że liczy się dla nas tylko to, co my uważamy, myślimy, staramy się i osiągamy. Słuchamy drugiej osoby niechętnie i odpowiadamy rutynowymi zdaniami. Może się więc zdarzyć, że każde z małżonków szuka sobie ucieczki: pracy, podróży, hobby, rodziców lub rodzeństwa, starych przyjaciół, nowej miłości ... Nie chcą zależeć jedno od drugiego, nie chcą potrzebować się wzajemnie, wolą troszczyć się o własne ja.

Czasem nie ma innego wyjścia jak (czasowa) separacja. W przypadku chrześcijan małżonkowie zdają sobie sprawę z powagi zawiązanej więzi małżeńskiej i starają się ją do końca uszanować. Jeśli, nie bez bólu, czują jednak, że nie mogą dalej razem mieszkać, powinni starać się pokazać dzieciom, że zmęczenie i słabość rodziców nie są silniejsze niż łaska Chrystusa, dzięki której żyją w jedności pomimo odległości.8

Jednak w większosci przypadków nie potrzeba uciekać się do tak ekstremalnych rozwiązań. Ważne, aby w trudnej sytuacji nie rezygnować. Niepowodzenia nie powinny nas paraliżować, nawet jeśli są znaczące. W każdym małżeństwie są okresy pełni i okresy wątpliwości i zamieszania. Miłość potrzebuje czasu, rośnie powoli. To normalne, że po drodze występują chwile zatrzymania, a nawet cofnięcia. Są też epoki, kiedy przechodzimy od kryzysu do kryzysu i możemy poczuć się całkowicie bezbronni. Jednak przy odrobinie dobrej woli z obu stron, problemy dają się rozwiązać przy użyciu zwyczajnych środków. Czasem potrzeba lat, aby wspólny związek stał się prawdziwą pasją.

Musimy się nauczyć wymagać od siebie: zdawać sobie sprawę z nieproporcjonalnych reakcji, prosić o przebaczenie i przebaczać, dziękować za najmniejszy wysiłek drugiej osoby i często pytać ją “czego ode mnie oczekujesz?”. Trzeba umieć uważnie słuchać, koherentnie odpowiadać i coraz lepiej rozumieć wady współmałżonka. Cała sztuka polega na tym, aby wiedzieć, kiedy należy ustąpić a kiedy lepiej nie, aby odróżnić, kiedy należy zdecydowanie się przeciwstawić a kiedy machnąć ręką na prowokacyjny komentarz czy zachowanie.

V. DOBRE NASTAWIENIE

W każdym razie należy unikać, aby niewyjaśnione sytuacje trwały długo i nakładały się jedna na drugą. Jak najszybciej trzeba sobie zadać decydujące pytanie: chcemy być razem szczęśliwi, więc jak to zrealizować?

1. Odzyskać zdolność bycia jak dzieci

Wiadomo, że rany miłości może zaleczyć tylko miłość. W zasadzie nie potrzeba dużo zmienić w życiu: drugiej osobie zwykle nie chodzi o to, żeby mieć nowy samochód czy futro. Chce natomiast więcej uwagi, trochę czułości i zrozumienia. Kiedy w ciele człowieka brakuje niektórych mikroelementów, to chociaż są tak małe, człowiek ten może poważnie zachorować i umrzeć. To samo można powiedzieć o “mikroelementach” w atmosferze domu: to małe rzeczy, których brak trudno wyjaśnić i jeszcze trudniej ich wymagać – jak serdeczny uśmiech, spojrzenie wyrażające wdzięczność czy słowo zachęty – które jednak sprawiają, że druga osoba czuje się dobrze, czuje, że jest kochana i doceniona. Doświadcza, że ktoś rzeczywiście interesuje się jej pracą, trudnościami i wszystkim, co nosi w sercu. Wie, że jest ktoś, dla kogo jest najważniejsza na świecie.

Bardzo ważna jest wzajemna komunikacja i znalezienie czasu, aby porozmawiać, co się dziś wydarzyło, nie tylko o rzeczach bardzo istotnych. W atmosferze zaufania można poruszyć tak po prostu wszystkie sprawy, bez uogólniania i dramatyzowania. Trzeba unikać wszystkiego, co mogłoby drugą osobę urazić, uwrażliwić się na wszystko, co druga osoba mówi i co chciałaby powiedzieć. Niewypowiedziane zdanie jest czasem tym decydującym.
Dlatego musimy się ćwiczyć, aby “zobaczyć, usłyszeć i poczuć, że za okazanym uczuciem, za wyrażoną myślą, pozostaje jeszcze ukrytych bardzo dużo rzeczy; i kiedy poznajemy, to co pozostało wcześniej ukryte, może się okazać, że za tym wszystkim jest jeszcze coś więcej.”9

Miłość leczy zarówno, kiedy ją dajemy, jak i kiedy otrzymujemy. Czasem trzeba odzyskać naszą zdolność bycia jak dzieci, zrobić razem coś szalonego i pozwolić się zdobyć na nowo. Dobrze jest mieć jakieś wspólne upodobanie, na przykład wyjazdy w góry lub nad morze, fotografię, teatr albo muzykę, mieć wspólne plany, a także wspólnych przyjaciół. Znam małżeństwo, które ma siedmioro dzieci i raz w tygodniu chodzi na dyskotekę, żeby potańczyć jak wtedy, kiedy jeszcze nie byli małżeństwem.

Koniecznie trzeba wracać do momentu początku związku. Wtedy możemy odnowić wolę miłości, całym sercem powiedzieć na nowo tak. Filozof Dietrich von Hildebrand słusznie mówi: “Powracanie do początku, kiedy poruszyło się coś w samej głębi naszego serca, stanowi istotę odnowy, jednak nie można go pomylić z odtwarzaniem wszystkich szczegółów. To niekoniecznie powrót do początkowej scenerii, ale do początkowego entuzjazmu, gorliwości i zaangażowania.”10 Nie mogę abstrahować od nabytej w ciągu życia wiedzy i doświadczenia. Wracam do początkowego “tak” świadomie i w sposób może nawet bardziej wolny, z młodzieńczym entuzjazmem i dojrzałością lat życia. Wraz z upływem czasu, możemy kochać bardziej, ponieważ chcemy kochać i jesteśmy gotowi całkowicie oddać się dla osób, które kochamy. Nie zmienia to faktu, że naszym życiem będzie nadal kierować entuzjazm miłości, który naznaczy wszystkie nasze działania.

2. Razem się starzeć

Akurat obecnie, kiedy dzięki wydłużeniu lat życia małżeństwo trwa dłużej niż w poprzednich epokach, trzeba odnawiać nasze “tak” więcej razy, a zwłaszcza kiedy wchodzi się w nowy okres wspólnego życia: kiedy na przykład rodzi się pierwsze dziecko lub kiedy zmienia się pracę, kiedy ktoś zaczyna chorować lub kiedy przestaje mieszkać w domu ostatnie dziecko i nadchodzi emerytura... Każdy związek może przetrwać tylko pod warunkiem, że jest się gotowym akceptować zmiany, jakie przynosi życie, że chce się uczyć i rozwijać. Trzeba z pewną elastycznością przystosowywać się do nowych sytuacji, na przykład umieć oderwać się od obecności dzieci albo od określonego stylu życia, który miał swoją rację bytu wczoraj, ale nie pasuje dzisiaj. Kardynał Newman mówi, że “żyć to być uzależnionym od zmian, a być doskonałym to mieć za sobą wiele zmian.”11

Fakt, ze ktoś zobowiązał się być ze mną do końca życia oznacza dla mnie poważny obowiązek otwarcia się na nowe sytuacje, nie przestawać pracować nad sobą i coraz bardziej dojrzewać. Małżeństwo to w pewnym sensie proces, który rozpoczyna się obietnicą wspólnej drogi życia. Jako takie wymaga nie tylko “bycia razem”, ale także “pokonywania razem tej drogi”. Musimy chcieć stawać się coraz lepsi dla drugiej osoby i aby osoba, którą Bóg nam na całe życie powierzył była coraz bardziej taka, jaka może być.
Należy podjąć wyzwanie, aby powoli odkryć piękno starzenia się razem, piękno spokojnego dochodzenia do pełni życia przy swoim boku. Ostatnia lekcja polega na akceptowaniu bez narzekań i wyrzutów nowych ograniczeń swoich i drugiej osoby, wynikających z podeszłego wieku. Możemy przyjąć je ze zrozumieniem, cierpliwością i łagodnością, jakie wypracowaliśmy w ciągu wspólnego życia.
Aż do końca świadomego życia, małżonkowie mogą uczyć się jedno od drugiego, rozwijać sie razem, szukać wzajemnej relacji. Mogą też razem osiągnąć dojrzałość duchową.

Jutta Burggraf

1 A. SCOLA, La “cuestión decisiva” del amor: hombre-mujer, Madryt 2003, str.92.
2 M FRISCH, Tagebuch 1946-1949, Frankfurt 1970, str. 31.
3 Zob. “Psychologie heute”, lipiec 2004.
4 Zob. dziennik “Die Welt”, 11 czerwca 2004 r.
5 Zob. M. KIRK, El éxito en el matrimonio, Madryt 1997, str.39.
6 F. GUERRERO, El misterio del amor según las enseñanzas de Karol Wojtyla, Madryt 2001, str.85.
7 Ef 5,31.
8 Całkiem inna jest sytuacja rozwodu, która zakłada poddaje w wątpliwość zdolność Chrystusa do związania małżeństwa na zawsze. “W tym sensie rozwód jest zawsze wyborem nieproporcjonalnym: kto z nas może powiedzieć, że napotkana trudność jest silniejsza niż łaska Chrystusa? Rozwód jest dokonanien takiej właśnie oceny w życiu małżeństwa i dzieci. To dużo więcej niż moralna słabość.” A. SCOLA, La “cuestión decisiva” del amor: hombre-mujer, cit., str.74.
9 R. GUARDINI, Tugenden. Meditationen über Gestalten sittlichen Lebens, Würzburg 1963.
10 D. VON HILDEBRAND, Über das Herz, Regensburg 1967, str.189.
11 J.H. NEWMAN, cit. en I.F. GÖRRES, Von Ehe und von Einsamkeit, 2ª ed., Donauwörth 1950, str.31.