Moskwa 2016

Kulturalni kulturalnie -

Wiele lat temu, kiedy trudno było wyjechać z Polski - wizy, koszty, kontakty, języki obce … mimo wszystko dużo łatwiej było nam podróżować na zachodnią stronę kontynentu. No ale skoro teraz można pojechać, polecieć, popłynąć właściwie w dowolne miejsce… Nigdy nie byłam w Moskwie, więc postanowiłam, że odwiedzę to miasto. Właściwie, można powiedzieć, że bezpośrednio po pracy w pierwszy dzień wakacji wsiadłam do samolotu i poleciałam. Po drodze próbowałam naprędce znaleźć coś w przewodniku. Niewiele znalazłam, oprócz typowych informacji i powszechnie znanych obiektów. No cóż ! Kupienie przewodnika po Moskwie ostatnio graniczy z cudem. W księgarni powiedziano mi, że jest z tym kłopot i właściwe znalazłam tylko jeden – Moskwa na weekend . Dlatego pomyślałam sobie, że dam się zaskoczyć – żadnych stereotypowych informacji, wyobrażeń - jadę jak w nieznane. Już sam widok lotniska Sheremetyevo mnie trochę poruszył - terminale oznaczone od A do F. Sprawdziłam w przewodniku – „Moskwa liczy ok. 12 milionów mieszkańców” - myślę sobie, nie będzie łatwo. Kiedy już znalazłam się w samochodzie – uprzejmi znajomi znajomych pomogli mi w przedostaniu się do miasta – zobaczyłam rzekę pojazdów posuwających się w niezbyt szybkim tempie w stronę Moskwy. Ten wzmożony ruch na ulicach miasta i pod miastem jak się okazuje trwa niemal cały czas, z drobną przerwą na godziny nocne. Dlatego odcinek trasy z lotniska do centrum miasta 28 km pokonaliśmy w półtorej godziny. Po drodze migały mi za szybami znane z fotografii i filmów miejsca: Kreml, rzeka Moskwa i stojący na niej olbrzymi pomnik Piotra Wielkiego, nowiutkie błyszczące jak na Manhattanie wieżowce, połyskujące złotem kopuły cerkwi, budzący grozę gmach KGB na Łubiance, ekskluzywne hotele, równie drogie sklepy wielkich kreatorów mody. Wszędzie wzmożony ruch i hałas, trwa przebudowa trotuarów i ulic, co wyraźnie utrudnia życie mieszkańcom. Dojeżdżamy do miejsca, w którym w ubiegłym roku zginął Borys Niemcow – na chodniku nadal płoną znicze i leżą kwiaty. Jedziemy dalej - właściwie można powiedzieć posuwamy się wśród rzeki samochodów. Grupy turystów – głównie z obcych krajów, próbują przejść albo przebiec na drugą stronę ulicy po ledwie widocznych pasach.
Taką właśnie zobaczyłam Moskwę z okien samochodu - wiele wrażeń w ciągu zaledwie 3 godzin. Wreszcie dojeżdżamy do miejsca mojego pobytu. Kamienica przy ulicy Staraja Basmannaja. Wokół dużo starych domów. Jedne odnowione inne czekają cierpliwie na swoją kolej, pomiędzy stare wciskają się nieubłaganie nowe domy. Takie małe zamieszanie. Niedaleko barokowa cerkiew św. Nikity męczennika. Z oddali widać stojącego na wieży dzwonnika - carillonistę, jak uderza w zawieszone na poprzeczce różnej wielkości dzwony . Okazuje się, że o każdej pełnej godzinie przez 15 minut można słuchać koncertu tych dzwonów wygrywających przepiękną wielogłosową melodię. Myślę sobie, że to dobrze, że nie miałam czasu przed przyjazdem tutaj, żeby się jakoś specjalnie przygotować. Już jestem pod wrażeniem tego miasta.
W sobotę idę na spacer w kierunku Placu Czerwonego. Moją przewodniczką jest Svietłana, którą poznałam wczoraj. Idziemy ulicą Nikolską. Jest świeżo odnowiona. Mijamy po drodze eleganckie sklepy, wyremontowane zabytkowe kamienice, słynny GUM - największy tutaj i najstarszy dom towarowy. Wybudowany w końcu XIX wieku przypomina trochę wielkie francuskie galerie handlowe z tego okresu , choć widać w nim nawiązania do architektury starorosyjskiej. Gmach składa się z trzech krytych szklanymi kopułami pasaży, w których mieści się około tysiąca sklepów. Rozświetlone naturalnym światłem wnętrze z naturalnymi dywanami kwiatowymi i fontannami. Przepiękne ! Idziemy dalej . Przed nami Sobór Kazański w który przechowywana jest słynna ikona MB Kazańskiej. Nakrywamy głowy i wchodzimy na krótką modlitwę. Świątynia została odbudowana i poświęcona przed 30 laty . Przechodzimy przez Plac Czerwony idziemy w kierunku Soboru Wasyla Błogosławionego - Vasilija Błażennovo . Różnobarwne kopuły, które na tle Kremla są słynną wizytówką Moskwy a przypominają kolorowe tubki z kręconymi lodami. Przepięknie połyskują w słońcu. Stoimy na środku placu. Powierzchnia trochę nierówna – nic dziwnego skoro w państwowe święta wjeżdżają tutaj czołgi i transportery. Podziwiamy rozmach z jakim wybudowano GUM i patrzymy z oddali na cerkwie widoczne zza murów Kremla. Za nami na tle muru widoczne monumentalne Mauzoleum wodza rewolucji. Ani śladu wycieczek, które przez lata stały tutaj w kolejkach. Wokół atmosfera typowa dla letniego weekendu: spacery, grupki robiące selfie, lody, wata cukrowa. Stoimy ze Svietą przez chwilę i rozmawiamy. Mówi o swoich dzieciach ( dorosła córka i 10 letni syn), rodzinie, mieszkaniu i życiu w Moskwie. Pytam, czy była w Mauzoleum. Nie była. Zaczyna opowiadać, gdzie była i co zwiedzała. Opowieść Sviety po chwili przeradza się w niezwykłe świadectwo. Była wychowywana w świadomości, że Boga nie ma. W tym utwierdzała ją szkoła, rodzina i środowisko. Tak dojrzewała. Kilkanaście lat temu znalazła się w Rzymie . Pojechała z wycieczką zwiedzać, ale o wielu rzymskich zabytkach nie miała pojęcia. Nie wiedziała , co to jest bazylika św. Piotra. A tam właśnie wydarzyło się to, co zmieniło jej życie. Przyglądała się tajemniczym „szafom” z napisami: „po angielsku, po francusku, po niemiecku…”, spytała przewodnika, co to jest i co to znaczy . Dowiedziała się. Kiedy zobaczyła konfesjonał z napisem „ po rosyjsku” poczuła, że musi tam wejść i uklęknąć. Stała dłuższą chwilę, żeby się upewnić, ale to poczucie było tak silne, że weszła i odbyła tam długa rozmowę na kolanach. „I tak stałam się wierzącą”– powiedziała do mnie. Do mojej świadomości powoli docierało to, co się właśnie wydarzyło. Po tylu latach, które minęły od czasów kiedy w szkole uczyłam się obowiązkowo rosyjskiego, kiedy próbowano nas przekonywać,że nie ma dowodów na istnienie Boga, przyjechałam do Moskwy, żeby przed Mauzoleum wodza usłyszeć takie wyznanie. No może to zbyt wielkie słowa – ale nie sądziłam , że tego dożyję. Mogę powiedzieć, że od tego dnia bardzo się ze Svietą zaprzyjaźniłyśmy. No cóż – Moskwa pełna niespodzianek.
Jest jeszcze jedno miejsce, które robi wrażenie - Sobór katedralny Chrystusa Zbawiciela przy placu Preczistienskije worota. Historia tego miejsca jest bardzo burzliwa. Świątynia została poświęcona w 1883 w obecności cara Aleksandra III. Ale jak większość tego typu budowli w Moskwie i Rosji padła ofiarą nowej władzy. W 1931 roku sobór został wysadzony w powietrze, aby na tym miejscu można było wznieść nowy, monumentalny gmach ukazujący wspaniałość nowej rzeczywistości. Zdołano wznieść zaledwie fundamenty bo w realizacji całego przedsięwzięcia przeszkodziła wojna. Ostatecznie po wojnie zbudowano tu odkryty basen z podgrzewaną wodą. Ale już w końcu lat osiemdziesiątych XX wieku powstała inicjatywa obywatelska na rzecz zbierania środków na odbudowę świątyni. Ogromne przedsięwzięcie – ale też wielka determinacja inicjatorów. Już 1999 roku sobór został poświęcony. Można powiedzieć , że jego bogaty wystrój i wspaniałość zapierają dech w piersiach. Z placu przed soborem rozciąga się widok na rzekę Moskwę, Kreml i wyspę moskiewską.
Spędziłam w Moskwie sześć dni. Zobaczyłam tylko niektóre zabytki, ale też spotkałam wielu życzliwych i serdecznych ludzi i wiele się nauczyłam. Wracałam do Warszawy z poczuciem , że to jest dopiero wstęp do kolejnej wizyty a może jeszcze do następnych.

Barbara Strycharczyk