Rewolucja genderowa w wychowaniu od przedszkola

Analizy -

Czy można nie zauważyć rewolucji, która dokonuje się we współczesnych społeczeństwach kultury Zachodniej? Jak to jest możliwe, że podstawowe jej hasło, zwane zasadą gender mainstreaming, nie jest czytelne dla przeciętnego obywatela? W imię czyich interesów forsowana jest w ustawach parlamentarnych i w programach nauczania ta nowa ideologia, którą przedstawia się pod płaszczykiem „praw człowieka”? Czym właściwie jest zakrojony na szeroką skalę projekt gender mainstreaming?

Pojęcia „gender” używano pierwotnie w języku angielskim na oznaczenie zróżnicowania rodzaju gramatycznego słów. Na Światowej Konferencji Ludnościowej w Kairze w roku 1994 oraz na Światowej Konferencji w Pekinie w 1995r. feministki sprytnie zastąpiły słowo „sex” (płeć) konceptem „gender”, aby „zróżnicowanie płciowe mężczyzny i kobiety wydać na pastwę dowolności subiektywnej decyzji. Za sprawą rezolucji ONZ i UE stało się ono polityczną strategią poszczególnych państw. Każdy, nawet już dzieci w szkole, powinien móc wybrać, czy chciałby być kobietą czy mężczyzną, i określić swoją tożsamość jako gej, lesbijka, biseksualista, transseksualista” czy ostatecznie heteroseksualista. Słowo „gender” odnosi się zatem do koncepcji płci kulturowej przeciwstawianej płci biologicznej. Mówiąc wprost, teoria genderowa uważa za kłamstwo fakt, że rodzimy się mężczyznami bądź kobietami, twierdząc raczej, że stajemy się nimi w procesie socjalizacji, podlegając przymusowej tresurze w naszych rodzinach i w naszej opresyjnej patriarchalnej kulturze. Wprzęga się do uzasadnienia tej tezy całe zastępy pracowników naukowych. By promować tę nową wiarę, uniwersytety oferują kierunek studiów „gender studies”. Próbuje się wykazać, że cechy często uznawane za genetycznie przypisane kobiecie lub mężczyźnie wynikają z uwarunkowania kulturowego lub presji społecznej. Wiele cech rzekomo "kobiecych" i "męskich", mających pochodzić z różnic biologicznych teoria genderu uważa za mity społeczne.

Kto nie spotkał się z tego typu myśleniem, będzie sądził, że to wytwór chorobliwej pychy, którym nie warto się zajmować i że przykłady, ilustrujące rozwój rewolucji, są marginalne i przerysowane. Jeśli jednak spojrzymy na ten skryty i cichy marsz nowej ideologii przez instytucje jako świadomie zaplanowany, żeby stopniowo przełamywał opory społecznej mentalności i by zbyt szybko nie odsłonił się w całej radykalności, może łatwiej zrozumiemy podstępność haseł genderowych.

Najważniejszy przyczółek jest już w Polsce zdobyty, bowiem uniwersytet został podbity. Na uczelniach większych miast już istnieją różne formy gender studies - studia podyplomowe, magisterskie wieczorowe etc Absolwenci zaś nie zamierzają być bezrobotnymi. To oni stają się nauczycielami obecnymi wszędzie na ścieżce wychowania „nowego człowieka” - od przedszkola, szkoły, poprzez prasę, warsztaty, imprezy kulturalne, filmy, sztuki, literaturę oraz marsze i „manify”, a także wpływając na działania polityków, czy administracji państwowej.

Zacznijmy od przedszkola. Dzięki coraz popularniejszym warsztatom genderowym więcej nauczycieli szkolnych i przedszkolanek poznaje i wprowadza teorię w czyn. Dotacje z Unii Europejskiej ułatwiają mnożenie się takich inicjatyw. W popularyzowaniu programu „Równość od przedszkola” duże zasługi ma, na przykład, Stowarzyszenie „Silesia Nostra”, która wespół z nieformalną grupą „Śląska Strefa Gender” przekonuje nauczycielki przedszkolne, że „problem nierównego traktowania kobiet i mężczyzn ma swe źródło w okresie wychowania przedszkolnego, kiedy to dziewczynki spychane są w sferę prywatną, związana z kuchnią i opieką nad dziećmi – lalkami, podczas gdy chłopcom pozostawia się znaczną swobodę wyboru zabaw twórczych, aktywnych i zespołowych. Taki podział powoduje ukształtowanie w umysłach dzieci stereotypowych ról społecznych i sprawia, że kończąc naukę przedszkolną posiadają odmienny zasób umiejętności, zainteresowań i zachowań”. Wtłaczanie dzieci w stereotypy już od przedszkola jest tu aktem oskarżenia, podczas gdy przydałaby się dyskusja, czy aby na pewno stereotypy nie są nam w pewien sposób potrzebne do systematyzacji pojęć i czy nie leżą one w naturze naszego poznania. Tu potrzebna byłaby prawdziwa debata na temat założeń filozoficznych i już słyszę, jak podnosi się larum, że mówienie o naturze, która popycha dzieci ku odmiennym sposobom zachowań i zabaw jest archaicznym sposobem myślenia i typowym przykładem ciemnogrodu. A ja tylko proszę o naukowe dowody, że dzieci wychowane wbrew stereotypom i niezgodnie z własną naturą, nie zagubią się w swoim życiu i nie będą w przyszłości musiały przesiadywać na kozetkach u psychiatrów.

A może właśnie chodzi o zagubienie? Człowiek, tak chłonny jak małe dziecko, pozbawiony jeszcze zmysłu krytycznego jest przecież podatny na wszelkie manipulacje. „Platforma działania” końcowy dokument IV Światowej Konferencji Kobiet w Pekinie za sprawę najwyższej wagi podnosi „zlikwidowanie dyskryminacji dziewczynek” i koncentruje siły na wczesnej edukacji (indoktrynacji?) dzieci. W tym świetle bardziej zrozumiałe są tendencje w całej Europie, a także i w Polsce, do obniżania wieku przedszkolnego i szkolnego. U nas słyszy się już coraz częściej nawet nie o możliwościach posyłania dziecka do przedszkola, ale do żłobka, co ma stanowić najwspanialsze dobrodziejstwo naszych postępowych czasów.

Jak podaje „Metro” z 4 lutego „coraz więcej polskich przedszkoli wycofuje spośród zabawek pistolety, żołnierzyki i czołgi. Zamiast tego chłopców zachęca się do opieki lalkami. A dziewczynki bawią się samochodami i graja w nogę.” Oczywiście, że nie jestem za zabawą w wojnę, ani nie cieszę się z jednokierunkowego wychowania chłopców i dziewczynek, ale forsowanie sztucznych zachowań wśród dzieci powinno budzić co najmniej niepokój. A za sztuczne uważam eksperymenty z krakowskiego przedszkola „Pozytywka”, które w 2010 roku zorganizowało „warsztaty antydyskryminacyjne” dla dzieci. W czasie zajęć dzieci uczyły się „pozytywnego” nastawienia dla „inności”. Nie mogły jednak pojąć dlaczego królewicz nie wybrał na swą ukochaną królewny Stokrotki, ale związał się z Księciem Wspaniałym. Pięcioletnia uczestniczka nie godząc się z bajkowym zakończeniem orzekła, że „ten książę to była po prostu przebrana królewna”.

Może wzorem dla nas powinno być przedszkole „Egalia” (czytaj „Równość”) ze Szwecji, w którym ideologia gender odciska się wszędzie – od zakazu określania podopiecznych słowami sugerującymi płeć („nie nazywamy dzieci dziewczynkami czy chłopcami; mówimy o nich „koledzy” tłumaczy pani dyrektor tej placówki), po dobór zabawek i lektur. W książeczkach, które oglądają maluchy jak ognia unika się przedstawiania pełnej heteroseksualnej rodziny, zamiast tego są samotni rodzice lub pary jednej płci. Niewiele nam brakuje do Szwecji, gdyż i w naszych dziecięcych bibliotekach można znaleźć taką oto perełkę – serię przygód Miłka (dziecko) i Miłosza (jego dorosłego „przyjaciela”). Wydanie jest bardzo atrakcyjne, świetnie ilustrowane, ale jak wytłumaczyć dziecku, że Miłosz to nie jest Tatuś...

Dzieci idą do szkoły. A tam już czekają na nie nowe podręczniki, specjalnie sprawdzane pod kątem ewentualnych niezgodności z poprawną politycznie ideologia równościową. Czy bajkowy Kopciuszek na pewno był dziewczyną, a może jednak chłopcem? Czy w rodzinie zawsze musi być mama i tata, a może wystarczą dwie mamy? Czy księżniczce wypada szukać męża na balu? To tylko niektóre z pytań, jakie pojawiają się w rekomendowanym przez Ministerstwo Edukacji Narodowej poradniku "Kompasik". To polska wersja publikacji dla nauczycieli, opiekunów i rodziców uczniów szkół podstawowych stworzonej przez Radę Europy, a opracowanej i wydanej przez Centralny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli wraz ze Stowarzyszeniem dla Dzieci i Młodzieży "Szansa" z Głogowa. Wstęp do polskiej książki napisała minister edukacji Katarzyna Hall.

Dzięki temu podręcznikowi, jak podaje „Nasz Dziennik” (4 lutego 2010), można przeprowadzać lekcje o prawach osób homoseksualnych według gotowych scenariuszy już w szkole podstawowej. Za czasów, gdy ministerstwem edukacji zawiadywał Roman Giertych, podręcznik dla starszych dzieci „Kompas” został niedopuszczony do użytku.

Podobnie było z inicjatywą unijną, gdy polską młodzież zachęcano do międzynarodowej wymiany w ramach projektu „Do we need gender” (Czy potrzebujemy gender) i minister Giertych ocenił tę inicjatywę, zgodnie z prawdą, że jest to „deprawacja młodzieży” i powstrzymał jej realizację. Teraz wyraźniej widać, dlaczego prasa i media wywoływały wzburzenie opinii publicznej przeciwko temu ministrowi. Przeciwdziałał on wielu złym inicjatywom środowisk gejowskich i feministycznych. A mowa nienawiści, o którą tak często oskarża się konserwatywne środowiska, była wtedy medialną codziennością. Odpowiadają za nią organizację szerzące ideologię genderową. Taką groźbą kończy swą petycję środowisko homoseksualistów: Zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby te i inne homofobiczne wypowiedzi przedstawicieli polskiego rządu, były traktowane tak, jak na to zasługują i jak powinny być traktowane w każdym demokratycznym kraju Unii Europejskiej. My jako przedstawiciele organizacji pozarządowych, współpracujących z Kampanią Przeciw Homofobii, bezwarunkowo wspieramy naszych polskich kolegów oraz potępiamy homofobiczne wypowiedzi i działania polskiego rządu. Można się z tego tekstu uczyć, jak skutecznie grozić, szantażować i nienawistnie potępiać. Dobra szkoła tego modnego dziś hasła - „mowa nienawiści”.

Forsowanie nowego podręcznika na poziomie instytucji państwowych, przy wsparciu medialnym lubianego przez młodzież miesięcznika „Charaktery” jest kolejnym przedsięwzięciem.

W Instytucie Spraw Publicznych w Warszawie miała miejsce promocja podręcznika genderowego pt. "Równa szkoła – edukacja wolna od dyskryminacji. Poradnik dla nauczycielek i nauczycieli".

Podręcznik, który dotyczy płci traktowanej z pozycji różnic kulturowych, został przygotowany i wydany przez Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej, dzięki wsparciu Fundacji im. Friedricha Eberta. Jest on kolejnym narzędziem popularyzacji ideologii genderowej i posługuje się typowymi słowami kluczami jak: dyskryminacja, stereotypy, równość orientacji seksualnych itp. Autorki na stronie internetowej informującej o książce piszą, że „posiłkują się wypróbowanym przez lata narzędziem — trenerskim warsztatem. Za jego pomocą pokazują czytelniczkom i czytelnikom, jak ucząc młodzież na bieżąco i niejako transparentnie, animować krytyczną refleksję nad — zawartymi w języku, systemach instytucjonalnych, praktykach społecznych, czy codziennych interakcjach — ukrytymi (tradycyjnymi) założeniami dotyczącymi roli, pozycji, możliwości kobiet i mężczyzn w społeczeństwie, rodzinie i w sensie podmiotowym. Autorki wyjaśniają, jak opowiedzieć o gender, czyniąc jego znaczeniowy kontekst niekontrowersyjnym. Świetnym rozwiązaniem, jakie tu proponują, jest tłumaczenie zagadnienia równości niejako „z offu”, w perspektywie analizy bliskich każdemu nastolatkowi zjawisk — takich jak seriale, reklamy czy podręczniki do innych przedmiotów.” Jak miło, że autorki zechciały odsłonić nieco swój warsztat pracy. Podawanie młodzieży treści, które są co najmniej kontrowersyjne w sposób „niekontrowersyjny”, czy nauka podejrzliwości wobec tekstu innych podręczników lub tradycyjnego (czyt. religijnego) przekazu rodziny i kościoła wydaje się mówiąc oględnie moralnie wątpliwa. Jest to stosowanie zamiany znaczeń, gdzie uczeń staje się ofiarą indoktrynacji, myśląc że z nią walczy.

Posiłkują się wypróbowanym przez lata narzędziem — trenerskim warsztatem. Za jego pomocą pokazują czytelniczkom i czytelnikom, jak ucząc młodzież na bieżąco i niejako transparentnie, animować krytyczną refleksję nad — zawartymi w języku, systemach instytucjonalnych, praktykach społecznych, czy codziennych interakcjach — ukrytymi (tradycyjnymi) założeniami dotyczącymi roli, pozycji, możliwości kobiet i mężczyzn w społeczeństwie, rodzinie i w sensie podmiotowym. Autorki wyjaśniają, jak opowiedzieć o gender, czyniąc jego znaczeniowy kontekst niekontrowersyjnym. Świetnym rozwiązaniem, jakie tu proponują, jest tłumaczenie zagadnienia równości niejako „z offu”, w perspektywie analizy bliskich każdemu nastolatkowi zjawisk — takich jak seriale, reklamy czy podręczniki do innych przedmiotów.

Anna Bielawska