Prawo, którego najwięcej używamy i najbardziej demokratyczne ze wszystkich praw, to prawo naturalne

Filozofia -

Nie wszystkie prawa są zapisane w grubych książkach o pożółkłych kartkach. Nie wszystkie prawa wyrażone są w Dziennikach Ustaw lub w Kodeksie Karnym. Prawo, którego najwięcej używamy i najbardziej demokratyczne ze wszystkich praw to prawo naturalne. Tak tłumaczy je Ana Marta González, profesor etyki Uniwersytetu Nawarry.

Chociaż prawo naturalne nie jest zapisane w żadnym kodeksie, jego rolą jest inspirowanie wszelkich regulacji prawnych. Chodzi tu o pewną mentalność ukształtowaną w oparciu o podstawowe poczucie moralne, z którego wyciągamy wnioski dotyczące życia. Czasem wnioski te są trafne, innym razem mniej. Nie czyni to prawa naturalnego kwestią czysto subiektywną lub prywatną. Jego zasady są wspólne dla wszystkich, stoją ponad widzialnymi różnicami dzielącymi jednych od drugich.

W ciągu historii na różne sposoby znajdowało swój wyraz przekonanie, że wspólne człowieczeństwo daje istotne racje dla etyki i prawa. Dzisiaj znajduje swój wyraz w mówieniu o prawach człowieka. Wbrew temu, o czym czasem się chce przekonywać, prawa człowieka nie są jedynie produktem zachodnim. Chociaż zostały sformułowane historycznie na Zachodzie, ich treść wyraża wartości uniwersalne. W dużej mierze szacunek dla godności ludzkiej zależy od uznania ich. Uniwersalność i szacunek dla człowieka to także cechy prawa naturalnego, które jest teorią etyczną, do której najczęściej się odnosimy, kiedy chcemy wyrazić istnienie uniwersalnych zasad moralnych.

Nie wchodząc w akademickie dyskusje, odniesienie do prawa naturalnego jak i do praw człowieka jest odzwierciedleniem podstawowej idei, a mianowicie tej, że istnieją moralne kryteria, mające wyższą rangę niż konwencjonalne porozumienia, stojące ponad różnicami wyznaniowymi, kulturalnymi, narodowymi lub partyjnymi. Temat prawa naturalnego odsyła nas do najbardziej podstawowych zasad moralnych, których moc nie zależy od żadnej władzy politycznej ani kościelnej, gdyż obie je uprzedza. Można powiedzieć, że prawo naturalne „nosimy w sobie” przez sam fakt bycia ludźmi. To dlatego prawo naturalne jest bardziej demokratyczne niż sama demokracja i stanowi podstawę do autentycznego „dialogu cywilizacyjnego”.

Dlaczego jest zatem tyle różnych opinii na temat moralności?

Ponieważ prawo naturalne to zasady bardzo podstawowe: „czyń dobrze i unikaj zła”. Co do tego wszyscy się zgadzamy, bo jesteśmy istotami moralnymi z natury. Problem pojawia się, kiedy powyższą ogólną zasadę trzeba zastosować do konkretnych sytuacji. Umieć trafić w praktyce nie jest kwestią gotowych formuł. To kwestia myślenia, uświadomienia sobie dóbr, których dotyka dany wybór. To na tej płaszczyźnie można się na różny sposób mylić. Jeśli jednak chodzi o same podstawowe zasady zgadzamy się bardziej niż by się to mogło wydawać.

Kiedy nie zgadzamy się w sprawach moralnych, dotyczy to w większości nie samego prawa naturalnego, ale jego praktycznego zastosowania w określonych okolicznościach. Nie dyskutujemy czy jest dobrze czy nie być sprawiedliwym. Dyskutujemy czy jest sprawiedliwa dana operacja finansowa, redukcja personelu... Nie mamy też wątpliwości co do zasadności istnienia praw obywatelskich, ale co do kryteriów, które w konkretnym momencie definiują obywatela... To tutaj wchodzimy na teren bardziej złożony, na którym kierując się osobistymi interesami możemy dać się łatwo oszukać. Prawo naturalne nie występuje w magicznej formule rozwiązującej wszystkie problemy. Kieruje nas jedynie ku prawemu działaniu, bez tracenia sprzed oczu wszystkich dóbr będących stawką naszego działania.

W rozstrzyganiu dylematów nie jesteśmy sami. Są inni, którzy dzięki swoim krytykom i sprzeciwom przypominają nam o sprawach, o których osobiście zwykle zapominamy.

Powyższy tok myślenia jest bardziej oczywisty dla sfery prywatnej, ale jak odnieść go do życia publicznego?

Prawo naturalne nie sprawia, że racjonalna dyskusja na tematy dotyczące nas wszystkich staje się zbędna. Przeciwnie, ponieważ tematy te wcześniej czy później dotykają jakości naszych wzajemnych relacji. Dlatego szkoda, że debata polityczna i społeczna toczy się na tak niskim poziomie, gdzie racje są systematycznie tłumione przez demagogię i strategie manipulacyjne. Kiedy w jakiejkolwiek kontrowersji jesteśmy w stanie wznieść się ponad to wszystko, co może przybierać formę osobistej obrazy i odkryć tę część racji, którą mają inni, nasza percepcja moralna staje się bardziej subtelna i bardziej sprawiedliwa. Mamy wówczas lepsze warunki, aby działać dobrze, ponieważ prawo naturalne nie wymaga od nas nic innego, jak działania zgodnego z rozumem. Dlatego należy stawiać na rozum, ale na rozum czujny wobec własnych słabości.

Skoro prawo naturalne nie jest zapisane w żadnym kodeksie, do czego się odnosić, aby trafiać w swoich decyzjach?

W moralności nie ma innych ekspertów jak osoby, które same postępują dobrze, a te zwykle nie pojawiają się w mediach. Arystoteles radził patrzeć na ludzi dobrych. Jest ich więcej niż by się mogło wydawać. Mamy także do dyspozycji kryterium negatywne: zawsze, kiedy jakieś zachowanie wydaje się nam naganne, dzieje się tak dlatego, że uważamy, iż traci się w tej sytuacji jakieś dobro, które powinno było być wzięte pod uwagę.

Kierujemy się w naszych osądach prawem naturalnym, kiedy potępiamy zachowanie oszusta lub mordercy. Oznacza to, że uważamy oszukiwanie lub zabijanie za zło. Problem polega na tym, że niektóre problemy moralne są dosyć złożone i w takich przypadkach osąd wymaga dużo większej delikatności. W tym celu potrzebujemy innych, ich doświadczenia moralnego. Możemy wtedy zestawić nasze postawy i skorygować nasze jednostronne podejście. Moralność nie jest zbiorem przepisów, jest formą mądrości. Z tego też powodu nie jest nigdy czymś czysto prywatnym. Wszyscy uczymy się od wszystkich, niewątpliwie od niektórych więcej od innych mniej.

Kościół katolicki broni prawa naturalnego, które „o dziwo” pokrywa się z jego Dekalogiem. Czy nie chodzi tu o strategię mającą na celu zalegalizowanie nauki moralnej Kościoła poza jego obrębem?

Fakt, że chrześcijanie bronią prawa naturalnego nie oznacza, że prawo naturalne jest kwestią chrześcijańską. Wszyscy wiedzą, że odniesienie do niepisanego prawa obecne jest w taki lub inny sposób we wszystkich kulturach. Na Zachodzie mamy tego klasyczne przykłady w literaturze, historii, filozofii. Wystarczy wziąć „Antygonę” Sofoklesa lub debatę sofistów w V wieku przed Chrystusem na temat tego, czy jest coś sprawiedliwego z natury. Przede wszystkim przykładem jest etyka stoicka, która wprost nawiązywała do prawa naturalnego. Historia kultur i myśli pokazuje, że prawo naturalne nie jest kwestią tylko i wyłącznie chrześcijańską. Podkreślam „chrześcijańską”, a nie jedynie „katolicką”. Wiadomo przecież, że istnieją też typowo protestanckie tradycje prawa naturalnego.

Jeśli chodzi o Kościół katolicki, to prawda, że mówi on o prawie naturalnym. Sam Jezus mówiąc o małżeństwie odsyła do pierwotnego porządku moralnego, wywodzącego się ze Stworzenia, dotyczącego każdego człowieka, niezależnie od wyznawanej wiary. Kościół postrzega więc prawo naturalne jako ślad pierwotnego planu Boga wobec człowieka; jako pełnię prawdy o człowieku, którą Kościół odkrywa w Jezusie Chrystusie. Z tej racji św. Paweł mówi jasno o prawie naturalnym, ale jednak tłumaczy je nie w odniesieniu do Dekalogu, który obowiązywał wszystkich Żydów, lecz w odniesieniu do sumienia ludzi, którzy nie wyznawali ani religii żydowskiej ani chrześcijańskiej.

Nie chodzi o to, że prawo naturalne pokrywa się z Dekalogiem, ale raczej o to, że Dekalog wyraża na piśmie i bardziej dobitnie prawdy prawa naturalnego, które z różnych powodów mogą zostać zaciemnione. Rzeczywiście Żydzi i chrześcijanie mogą w Objawieniu znaleźć prawdę, którą każdy człowiek może odkryć w swoim sumieniu i w relacjach z innymi. Dzięki temu chrześcijanie mogą wypowiadać się z większym przekonaniem w sprawach, wobec których inni nie mają takiej pewności. Postępując w ten sposób chrześcijanie nie stawiają się ponad ustalonymi prawami, lecz korzystając ze swoich praw obywatelskich wyrażają swoją opinię o bardziej sprawiedliwym i solidarnym porządku. Jest jednak bezpodstawne traktowanie odniesienia do prawa naturalnego jako strategii lub zmowy mającej na celu narzucanie wiary chrześcijańskiej.

Przyznaję, że takie ciągłe podejrzenia już mnie męczą. Trzeba w końcu pozbyć się uprzedzeń. Prawdziwy dialog jest możliwy tylko wtedy, gdy trzymamy się meritum tematu, a nie kto co mówi. Nieważne kto mówi o prawie naturalnym i czy ma osobiste powody ku temu. Najważniejsze czy to co jest mówione wydaje się rozsądne czy nie. Prawo naturalne jako takie nie jest tematem chrześcijańskim, jest kwestią w najwyższym stopniu ludzką, wobec której wszyscy możemy się zgodzić. Dlatego prawo naturalne jest obecnie także punktem styczności wszystkich, wierzących i niewierzących. Wszyscy mamy tą samą naturę ludzką i fakt ten daje podstawy do dalszej pracy.


Czy można pogodzić prawo naturalne z demokracją?

Bez uznania prawa naturalnego demokracja zamienia się w tyranię, a tolerancja i godność człowieka stają się pustymi słowami. Warto pamiętać, choć to przykład oklepany, że Hitler doszedł do władzy w demokratycznych wyborach i mówił o sobie, ze nie było na świecie głowy państwa lepiej reprezentującej swój naród. Procesy demokratyczne są ważne – między innymi dlatego, że nie są jedynie procesami – ale nie mogą utrzymać się same ani zagwarantować same z siebie praworządności moralnej ustroju. Zależy to od poszanowania dobra człowieka, co nie jest możliwe bez uznania prawa naturalnego. Jak powiedziałam wcześniej to niepisane prawo, którego rolą jest inspirowanie praw pisanych.

Prawo naturalne jest bardziej demokratyczne niż demokracja. Nie jest to tylko ładnie brzmiące zdanie. Jesteśmy równi w oparciu o fakt, że wszyscy jesteśmy ludźmi, że mamy taką samą naturę i to samo „prawo”, które nakazuje nam czynić dobro i unikać zła. Samo to oczywiście nie wystarczy, aby stworzyć ustrój polityczny. Prawo naturalne skłania nas ku skonkretyzowaniu organizowania się społeczności i jedną z form tej organizacji jest demokracja. Jest to prawdopodobnie ustrój najbardziej odpowiadający fundamentalnej równości wszystkich ludzi. Ale demokracja także ulega zepsuciu. Dzieje się tak wówczas, kiedy w konkretnych działaniach marginalizuje się mechanizmy ochronne demokracji, zapobiegające jej przekształcaniu w tyranię. Następuje to także wtedy, gdy słabnie troska obywateli o dobro człowieka, to znaczy, gdy ustanawiane są prawa wymierzone przeciw dobrom chroniącym integralność człowieka. Inaczej mówiąc zawsze, gdy działa się wbrew prawu naturalnemu.

Bez prawa naturalnego, samo odwoływanie się do demokracji może stać się okazją dla tyranii większości. Odniesienie do prawa naturalnego pozwala nam odróżnić prawa sprawiedliwe od niesprawiedliwych lub zdecydować, że dane prawo – samo w sobie sprawiedliwe – nie powinno być stosowane w danym przypadku.

Bezstronność naszych osądów uzależniona jest od tego, czy umiemy interpretować prawo w takim samym duchu, w jakim zostało napisane. (Nie osłabiamy w ten sposób bezpieczeństwa prawnego. Wszyscy jesteśmy równi wobec prawa, ale sprawiedliwość nie kończy się wraz z ogłoszeniem danej normy prawnej, lecz osądem sędziego. To on orzeka, czy w konkretnym przypadku, w takich a nie innych okolicznościach, można dane prawo zastosować lub nie).

Jak ma się prawo naturalne do tolerancji?

Przedmiotem tolerancji nie jest dobro, ale zło lub to co postrzega się jako zło. Tolerujemy to, z czym nie sympatyzujemy; coś, czego z jakiegoś powodu nie chcemy. Jak już mówił Tomasz z Akwinu, pewien stopień tolerancji jest konieczny do współżycia, o ile tolerowane zło nie jest tak poważne, że zagraża dobru wspólnemu. W takim wypadku tolerancja zamiast ułatwiać integrację społeczeństwa, przyspieszyłaby jego rozkład. Na przykład nie można bezkarnie tolerować terroryzmu, ponieważ przemoc nie jest prawowitym narzędziem politycznym; jeśli polityczny dialog zakłada równość, w tym przypadku nie ma równości, bo jedna strona ma broń. Wszelkie odstępstwa od sprawiedliwości – arbitralność, bezkarność, kłamstwo – pociąga nieuchronnie dyskredytację instytucji i osłabienie więzów politycznych.

Innym przykładem jest korupcja. Jeśli w danym państwie osłabia się mentalność instytucjonalną na korzyść kumoterstwa i prywatnych znajomości, odbija się to niekorzystnie na władzy publicznej; dochodzi się do sytuacji potocznie nazywanej „republiką bananową”. Coś podobnego dzieje się, kiedy prawdomówność ciągle potyka się z demagogią, z mówieniem narodowi tego, co chce usłyszeć, nawet jeśli to nieprawda, po to tylko, by mieć go po swojej stronie lub odwrócić uwagę od innych tematów. Taki stan nie jest do utrzymania na dłuższą metę, nawet przy pomocy znaczących mechanizmów podporządkowywania. Prawo naturalne definiuje obszar tolerancji: jeśli w określonym społeczeństwie systematycznie występuje się przeciw prawu naturalnemu, rezultatem nie jest większa tolerancja, ale mniejsza. Odrzucenie prawa naturalnego podkopuje fundamenty jakiegokolwiek racjonalnego dialogu na temat praw i wyklucza zasady, które pozwalają odróżnić prawa i procesy sprawiedliwe od praw i procesów niesprawiedliwych.

Powiedziała Pani, że prawo naturalne chroni fundamentalne dobra, od których zależy integralność człowieka. Jakie to dobra? Jak prawo naturalne je chroni?

Oczywiście nie chroni jak prawo stanowione, które dysponuje sankcjami za jego nieprzestrzeganie. Prawo naturalne jest skuteczne na tyle, na ile je uznajemy. Jednak nie potrzeba się bardzo wysilać, aby zauważyć, że od jego uznania w dużym stopniu zależy dobro nas samych i dobro wspólne społeczeństwa.

Na przykład szacunek wobec własnego życia i życia drugiej osoby jest wymogiem moralnym, którego wszyscy mamy świadomość. Można zatem powiedzieć, że prawo naturalne chroni dobra życia ludzkiego, ponieważ zakazuje negocjowania na jego temat i manipulowania nim jak jakimś dobrem konsumpcyjnym.

Prawo naturalne skłania także do odkrywania prawdy o sobie i do relacji opartych na pokoju i sprawiedliwości. Zasady te mogą się wydawać bardzo ogólne, ale ich skutki praktyczne są bardzo konkretne. Na Zachodzie zostały sformułowane w formie deklaracji praw człowieka i w określeniu praw fundamentalnych, jak prawo do wolności myśli i religii, prawo do wychowania, prawo do informacji, itd.

Małżeństwa homoseksualne i nowa definicja rodziny to dwie z najbardziej kontrowersyjnych kwestii aktualnego społeczeństwa. Co mówi prawo naturalne na ten temat?

Ten aspekt prawa naturalnego trzeba traktować szczególnie delikatnie, aby nie zranić niczyich uczuć. Według Tomasza z Akwinu prawo naturalne nakazuje nie obrażać tych, z którymi będziemy rozmawiać. Nie znaczy to, że nie należy podejmować tego tematu. Trzeba go podjąć, ale lepiej zabrać się do tego w kontekście, w którym szczerość nie rani, to znaczy w atmosferze przyjaźni. Tylko w takim klimacie ma sens mówienie o wspomnianych kwestiach, które bezpośrednio dotyczą przecież osobistej intymności. W przeciwnym razie zamieniają się w spektakl.

Wydaje mi się, że w celu pozbycia się purytanizmu, czyniącego z płciowości temat tabu, niekoniecznie trzeba przesadzać w drugą stronę i pozbawiać płciowość jej znaczenia. Nie można szanować człowieka nie szanując jego natury, której częścią jest płciowość. Manipulowanie płciowością jest manipulowaniem człowiekiem.

Doszliśmy do punktu, który przestaje być sprawą do omówienia w gronie przyjaciół i zaczyna być tematem znaczącym politycznie ze względu na wpływ zachowań seksualnych na życie publiczne. To moment, kiedy na temat należy spojrzeć w perspektywie sprawiedliwości. Jest to oczywiste nie tylko w przypadkach, kiedy mówimy o wykroczeniach przeciw wolności seksualnej, ale także kiedy rozpatrujemy temat „różnych modeli rodziny” i jego konsekwencji społecznych. W kontrowersyjnym zrównywaniu związków homoseksualnych z małżeństwem, oczywiście można mówić o ich identyfikacji tylko na płaszczyźnie ról społecznych a nie samej natury relacji. Jeśli rzeczywiście chodziłoby o to samo, nie trzeba byłoby wprowadzać nazewnictwa „rodzic a” i „rodzic b” i mówilibyśmy po prostu o ojcach i matkach. Ale nie możemy, bo to nieprawda.

Martwi mnie jak bardzo zniekształca się znaczenie słów, szczególnie słowa „małżeństwo”. Jest to czysta manipulacja. Sprawiedliwość polega na daniu każdemu tego, co jest jego, do czego „ma prawo”. Jednak dać każdemu co jest jego nie znaczy dać wszystkim to samo; znaczy jedynie, że w momencie przydzielania dóbr różnice między osobami muszą być uzasadnione. Konieczne jest legalne uregulowanie relacji między ludźmi, ale jednak nowe definiowanie instytucji małżeństwa to zupełnie co innego. Już Cycero mówił, że absolutnie brak sprawiedliwości tam, gdzie nie jest ona oparta na naturze. Jeśli sprawiedliwość opiera się na korzyści, zburzy ją inna korzyść.

Niektórzy filozofowie sprzeciwiają się idei, że z natury rzeczy wynikają pewne obowiązki. Czy uzasadnione są argumenty przedstawiające prawo naturalne jako naturalistyczny fałsz?

Naturalistyczny fałsz to wyrażenie użyte przez Sidgwicka i przejęte potem przez brytyjskiego filozofa G.E. Moore’a dla zdyskwalifikowania teorii etycznych nadających konkretną treść słowu „dobry”. Już w XVIII wieku David Hume dokonał krytyki wcześniejszych teorii etycznych, przede wszystkim racjonalnych. Teorie te dotyczyły natury ludzkiej, mówiły na przykład, że natura ludzka jest racjonalna, i dochodziły do konkluzji, że należy postępować w określony sposób i przestrzegać prawa naturalnego. Hume nie bez ironii ripostował, że nie wiedział w jaki sposób przechodzi się od opisu jakie rzeczy są do stwierdzeń jakie być powinny.

Na pytanie czy prawo naturalne wytrzymuje zarzut o naturalistyczny fałsz, odpowiedź brzmi: tak. Raczej można by, analizując, znaleźć fałsz w „prawie Hume’a” i w samym „naturalistycznym fałszu”, zakładającym brak ciągłości pomiędzy faktami a obowiązkami. W rzeczywistości nie ma czystych faktów ani czystych obowiązków: zarówno „fakty” jak i „obowiązki” to wynik naszej abstrakcji na podstawie jakiejś rzeczywistości, którą postrzegamy jako wartościową. Ani sama rzeczywistość ani czyny człowieka nie występują jako czyste fakty pozbawione sensu, tak jak nie ma też czystych obowiązków lub wartości bez związku z rzeczami.

Wiele osób uważa, że tylko nauki ścisłe mogą poznać prawa naturalne. W takim wypadku etyka okazuje się zbędna lub musi się im podporządkować. Czy wiedza naukowa nie jest wystarczająca, aby postępować dobrze?

Prawo moralne naturalne to nie to samo co prawa naturalne nowoczesnej nauki. Nauki ścisłe to nie jedyne źródło poznania człowieka. Nauki ścisłe mogą nam dostarczyć wiedzy, która z kolei ma skutki praktyczne, ale same w sobie nie mają kompetencji normatywnych. Na przykład, żeby wiedzieć, że zabijanie jest złem nie potrzeba konsultować się z lekarzem. Jego wiedza jest decydująca dla stwierdzenia czyjejś śmierci. Jak wiadomo kryteria diagnozy śmierci uległy zmianie. Ale nie zmieniła się, bo nie może się zmienić, ocena moralna, że zabijanie istoty ludzkiej jest złem.

Nauki ścisłe nie są rodzajem wiedzy o charakterze normatywnym. Stają się nim, kiedy ich dane zostają włączone do toku rozumowania właściwego etyce. Rozumowanie etyczne owszem jest normatywne, chociaż jego wnioski tak często nie są przestrzegane. Widać tu różnicę pomiędzy prawem moralnym naturalnym a prawami naturalnymi, o których mówią nauki ścisłe. Prawa fizyczne mogą być formułowane tylko w oparciu o prawidłowości sprawdzalne empirycznie; do tego stopnia, że kiedy pojawi się wyjątek, nie można już mówić o „prawie” w ścisłym tego słowa znaczeniu. Prawa moralne natomiast często w praktyce są pogwałcane, ale nie powoduje to ich zaniku. Prawo grawitacji zostałoby poddane w wątpliwość lub jego pole działania zostałoby zawężone, gdybyśmy znaleźli jakiś przypadek, w którym ciało nie spada. Z kolei fakt, ze ludzie kradną nie powoduje, ze moralne prawo zakazujące kradzieży traci swoją ważność. Wynika to z faktu, że prawo moralne naturalne nie jest prawem, które odkrywamy w naturze lub jej zewnętrznie narzucamy, lecz jest prawem, które odkrywamy w naszym własnym rozumie.

Skąd zatem etyka czerpie swoją moc normatywną, z natury czy z rozumu?

Moc normatywna etyki wynika z rozumu, co nie oznacza, że natura nie ma w etyce nic do powiedzenia. Musimy tylko sprecyzować co rozumiemy przez naturę. Często rozumie się przez naturę sferę biologiczną. Nie mam nic naprzeciwko, aby to uznać z zastrzeżeniem, że nasza wiedza o życiu nie może ograniczać się do procesów przyczynowych (że dana seria aminokwasów, w danych okolicznościach, powoduje powstanie takiego a takiego białka, itd.), ale winna włączyć jeszcze odniesienie do ich znaczenia. Wiedza o życiu nie może ograniczać się do znajomości przyczyn, ale powinna nawiązywać do sensu procesów życiowych.

To ważne, ponieważ nawiązanie do sensu wprowadza nas na teren etyki. O to chodziło mi wcześniej, kiedy powiedziałam, ze rzeczywistość nie jest zbiorem czystych faktów bez wartości i sensu. Wydaje mi się też, że można powiedzieć, iż sens procesów życiowych polega na służbie życiu i to dobremu życiu bytów żyjących. Przywykliśmy do myślenia ewolucyjnego, które narzuca wyższość procesu nad substancją i w konsekwencji traktujemy gatunki jakby nie były niczym innym jak ogniwami niekończącego się łańcucha. A przecież każdy gatunek, każda forma, jest celem dla siebie samej. Tym bardziej odnosi się to do człowieka, który nie tylko jest celem dla samego siebie, ale – jak powiedział Kant – jest celem sam w sobie.

W jaki sposób można zharmonizować normatywne znaczenie prawa naturalnego z ludzkimi skłonnościami?

Rzeczywiście same skłonności nie wystarczą do kierowania tak złożonym zachowaniem, jakim jest zachowanie człowieka. Aby działać dobrze trzeba uporządkować nasze czyny i pragnienia, a do tego niezbędne jest zadawanie sobie pytania, dokąd wiodą nas nasze skłonności, zastanowienie się nad skutkami, przedmiotem działania. Wszystko to jest zadaniem rozumu. Podkreślam, że postępujemy tak w życiu codziennym, kiedy czując pociąg ku czemuś, analizujemy sytuację i w konsekwencji tej analizy akceptujemy to lub odsuwamy lub zatrzymujemy jako coś wartościowego, ale do zastosowania w późniejszym czasie. Powyższy proces wpisany wewnętrznie w podejmowanie decyzji, oznacza, że w naszym zachowaniu nie kierujemy się skłonnościami. Oznacza także, że nasze skłonności dostarczają nam materiału, na bazie którego określamy nasze cele i zamiary.

Jeśli się nie mylę postęp etnografii i antropologii społecznej uwypukla radykalną różnorodność form właściwych człowiekowi w historii i w różnych kulturach. Czy uważa Pani, że można dzisiaj nadal mówić o czymś „naturalnym”, niezmiennym dla wszystkich ludzi?

Twierdzenie, że człowiek ma swoją naturę nie znaczy, że nie podlega zmianom. To oczywiste, że natura ludzka występuje na różne sposoby, uwarunkowane nie tylko okolicznościami historycznymi, społecznymi i kulturalnymi, ale także osobistymi. Teoretycznie różnorodność wśród ludzi nie stanowi dla prawa naturalnego problemu – to różne sposoby wcielenia tych samych zasad. Jednak pewien rodzaj różnic w prawie naturalnym nie jest już wytłumaczalny różnorodnością wcielania tych samych zasad moralnych, lecz jest odejściem od nich. Nie zmienia to faktu, że istota praw moralnych polega na tym, iż – w odróżnieniu od praw fizycznych – nie zanikają, chociaż nie ma ich w praktyce życia.

z Aną Martą González, profesor etyki Uniwersytetu Nawarry,
rozmawiała Corina Dávalos

„Nuestro Tiempo” marzec 2007