Po co czytać dzieciom?

Nasi goście -

Rozmowa z Ireną Koźmińską, prezesem fundacji „ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom”.

Pani fundacja zachęca rodziców, żeby poświęcali codziennie 20 minut na czytanie swoim dzieciom książek. Dla zapracowanych ludzi to duże wyzwanie. Co ich motywuje do podjęcia tego wysiłku?

Przede wszystkim – spędzanie w miły sposób czasu z własnym dzieckiem powinno być przyjemnością, a nie problemem. Przekonujemy rodziców, by tak właśnie do tego podchodzili. Czytanie dziecku to zresztą nie tylko miłe, ale bardzo mądre zajęcie, bowiem przynosi same korzyści: uczy języka, myślenia, odróżniania dobra i zła, przekazuje wartości i wzorce zachowań. Mówimy rodzicom: Czytajcie dzieciom, a będą się lepiej uczyć, nawet matematyki, będą mądrzejsze, lepiej sobie poradzą w życiu. Nasza kampania ma też dodatkowy cel. Podsuwamy rodzicom konkretny pomysł na codzienne spędzanie czasu z dziećmi, co jest bardzo ważne, gdyż w ten sposób buduje się więź, wzajemne zaufanie, poczucie własnej wartości dziecka. Gdybyśmy mówili po prostu „Kochajcie dzieci, spędzajcie z nimi czas”, wielu rodziców nie wiedziałoby, jak mają to robić. Czytanie to świetny przepis na bycie z dzieckiem, na mądre wspólne spędzanie czasu.

Samo czytanie nie zastąpi jednak rozmowy z dzieckiem.

Oczywiście, że rozmowy są potrzebne. Czytanie jest często pretekstem, punktem wyjścia do rozmowy, zwłaszcza dla ojców, którzy czasem po prostu nie wiedzą, o czym z dziećmi rozmawiać. Często też rodzice są zmęczeni albo mają głowę zaprzątniętą problemami i trudno im poświęcić dziecku pełną uwagę. Czytanie może im do pewnego stopnia ułatwić ten potrzebny codzienny kontakt z dzieckiem. Tylko nie należy traktować czytania zadaniowo: Nie przeszkadzaj, siedź cicho i grzecznie, bo czytam!

To ma być dla obu stron wyczekiwany, przemiły czas, a przy okazji także odpoczynek dla dorosłych. Nie trzeba się frustrować, że nie mamy aktorskich zdolności i scenicznej dykcji. Każdy rodzic jest dla swojego dziecka najlepszym lektorem. A dla dziecka, oprócz frajdy ze słuchania, zbudowanie kompetencji językowych, zdobycie sporej wiedzy i wreszcie oswojenie się z alfabetem podczas zabaw w pokazywanie różnych literek, jest bezbolesnym przygotowaniem do nauki w szkole.

Poprzez książki przekazywane są różne wartości, na co mocno kładzie nacisk Pani fundacja. Czy jednak te wartości przełożą się na zachowanie dzieci, jeśli wokół siebie dostrzegają one inne wzorce zachowań?

Przykłady z otoczenia mają duży wpływ na zachowanie. Ale książka uczy myślenia. Dziecko konfrontuje się z bohaterami, widzi, że z różnych sytuacji można jakoś wyjść, analizuje reakcje ludzi. Jeśli ktoś potrafi myśleć, to nie będzie bezkrytycznie naśladował otoczenia, a jego życiowe wybory będą mądrzejsze, lepsze. I nie chodzi o to, żeby pokazywać tylko pozytywnych bohaterów. Nawet czytając o człowieku złym i jego złych czynach, można porozmawiać, jak się czuły skrzywdzone przez niego osoby, jak dziecko zachowałoby się na jego miejscu. Niestety telewizja często pokazuje osoby niemoralne atrakcyjnie, jako triumfatorów i często ignoruje konsekwencje ich działań. Książki, przeciwnie, przeważnie dostarczają odpowiedzi na temat skutków zachowań, a przynajmniej mały czytelnik, a właściwie słuchacz, który dzięki czytaniu ma rozwiniętą wyobraźnię, potrafi sobie te skutki wyobrazić. Dodajmy, że media wizualne zabijają wyobraźnię. Ponadto czytanie wycisza, przez co dziecko staje się mniej impulsywne, a bardziej refleksyjne, zatem bardziej skłonne także do praktykowania wartości i przyjmowania dobrych wzorców zachowań.

Zachęca pani do czytania w dobie kultury obrazkowej. Czy to nie jest zawracanie kijem Wisły?

Ważne jest, by znaleźć złoty środek. Dzieci wychowane na książkach będą oczywiście także korzystały z Internetu czy telewizji, ale będą umiały robić to bardziej wybiórczo i sensownie. Pójście wyłącznie w stronę kultury obrazkowej oznacza – i to potwierdzają badania, a także ogląd gołym okiem – obniżenie poziomu intelektualnego i kulturalnego społeczeństwa.

Wracając do wzorców zachowań, w ich przekazywaniu niezastąpioną rolę odgrywają rodzice.

Rodzice muszą przede wszystkim poświęcać dzieciom czas, żeby dzieci miały okazję do częstego oglądania ich w działaniu. Nawet jeśli tata jest szlachetnym człowiekiem, a dziecko go nie widuje, to nie nauczy się od niego dobrych zachowań. Tymczasem z badań wynika, że ojcowie rozmawiają ze swymi dziećmi średnio 7 minut dziennie! W takim czasie nie da się przeprowadzić głębszej rozmowy, zrobić wspólnie czegoś wartościowego. Konwersacje między dziećmi i rodzicami sprowadzają się często do wypytywania „Co było w szkole?” i burkliwych odpowiedzi. Dorośli próbują „zagospodarować” dzieci cudzymi rękami, szukają podwykonawców lub pozostawiają je na pastwę mediów. Ten brak więzi i osobistego zaangażowania rodziców w życie dzieci mści się, gdyż otoczenie, nad którym rodzice nie sprawują nawet kontroli, nie daje spójnego i dobrego systemu wartości, często jest źródłem złych wzorców i ogromnej presji na niemądre i niemoralne zachowania, której dziecko, pozostawione samotnie, nie potrafi się przeciwstawić.

Czy zna Pani rodziców, którym czytanie pomaga w budowaniu więzi z dzieckiem?

Oczywiście! Wszyscy, którzy regularnie czytają, doświadczają tej superwięzi i radości z obserwowania dziecka, jak staje się coraz mądrzejsze i lepsze. Mówią o tym osoby pracujące w Fundacji, przyjaciele, którzy połknęli bakcyla czytania, a także wiele osób z całego kraju. Odezwała się do nas matka, która miała ostry konflikt z nastoletnią córką; już nie mówiły do siebie, ale warczały. Zaproponowała jej głośne czytanie. Córka bardzo niechętnie zgodziła się na to, najpierw tylko czytały, potem zaczęły rozmawiać o książce, wreszcie o własnych trudnych relacjach – i odbudowały więź.

Czy rzeczywiście cała Polska czyta dzieciom, czy kampania czytania znajduje zrozumienie tylko w niektórych środowiskach?

Wielkim problemem są białe plamy na wsiach popegeerowskich, gdzie dziedziczy się bezrobocie i biedę. Rodzice nie widzą tam potrzeby czytania dzieciom, a pewnie nawet rozmowy, i niektóre z maluchów, idąc do szkoły, nie znają podstawowych słów, takich jak np. nazwy kolorów. Chcemy dotrzeć do tych środowisk, do tych rodziców, by ich przekonać, że rozmowy z dzieckiem, czytanie, a także własne doświadczenia dziecka, to prawdziwe
przygotowanie go do szkoły i życia, a nie telewizja, która zaburza rozwój psychiczny, umysłowy i społeczny dzieci.

Rodzice mogą mieć problem z wyborem odpowiedniej książki. Jakie kryteria radzi Pani stosować przy wyborze lektury dla dzieci?

Książki powinny być przede wszystkim ciekawe dla dziecka, sensowne, mądre i piękne, również pod względem językowym, inaczej szkoda na nie czasu. Warto czytać to, co buduje wyższą kulturę, mówi o ważnych sprawach. Jestem przeciwniczką modnych książek, np. o kupach. To temat na rozmowę podczas spaceru po lesie, ale misterium wspólnego czytania
powinno być poświęcone czemuś ładniejszemu. Nasza fundacja proponuje „Złotą Listę Książek” z podziałem na przedziały wiekowe. Te propozycje wydają się wyprzedzać wiek dziecka, ale jeśli czyta dorosły, który może objaśnić niezrozumiałe słowo lub fragment, to można wybiec trochę w przód.

Istnieje też pewna klasyka literatury, np. baśnie.

Baśnie były kiedyś rozrywką dla dorosłych i były tworzone z myślą o nich. Dlatego uważamy, że trzeba być ostrożnym w czytaniu baśni, np. strasznych baśni braci Grimm czy Perrault, jak choćby o Sinobrodym, czyli seryjnym mordercy. Zawsze trzeba dostosować lekturę do poziomu wrażliwości i dojrzałości dziecka. Rodzice czytają 2-4 latkom baśń o Jasiu i Małgosi, w której ojciec wysyła dzieci do lasu, bo macocha chce się ich pozbyć. Dziecko dowiaduje się strasznych rzeczy o świecie i wpada w panikę, skoro nie można ufać rodzicom. Nie sądzę, by takie doświadczenie było mu w tym wieku potrzebne. Wywołane okrutnymi baśniami, a jeszcze częściej strasznymi obrazami z telewizji, nocne koszmary, nieufność, lęki czy niepokój nie powinny być komponentami dzieciństwa. Zawsze warto najpierw samemu przeczytać baśń czy książkę, i ocenić, czy dla naszego dziecka będzie to miła rozrywka, czy trauma. Zawsze też pomyślmy – czego mądrego i dobrego nauczy się z tej lektury?

Co jest jeszcze ważne przy wyborze książki?

Dostosowanie jej do zainteresowań dziecka, wieku, a także do płci. Chłopcy lubią maszyny, sport, szybkość, dziewczynki bardziej interesują się relacjami międzyludzkimi, uczuciami. Jeśli widzimy, że lektura jest nietrafiona, to ją przerywamy. Czytanie ma być przyjemnością, a nie nudą. Niestety w szkole lektury nie są dostosowane do wieku ani płci. Obowiązek czytania w szóstej klasie „Ani z Zielonego Wzgórza”, to dla chłopców obciach. Gdyby przeczytano im tę książkę, gdy mieli 7-8 lat, być może by ich zainteresowała. Cieszy mnie, że powstają szkoły dostrzegające i szanujące różnice między płciami.

Czy oddzielne szkoły dla dziewcząt i chłopców to nie relikt przeszłości?

Naturalne różnice należy przyjąć do wiadomości i uszanować. Chłopcy są gejzerami energii. W krajach rozwiniętych absurdalny procent chłopców jest na ritalinie, leku uspokajającym. U nas ritalin też robi się modny. Chemią staramy się zdławić energię chłopców, zamiast ukierunkować ją na różne zajęcia, sport, zainteresowania. Liczba przypadków „leczenia” chłopców z tego, że są chłopcami, pokazuje, że dorośli wolą otępiać dziecko niż poświęcać mu czas. Ostatnio uczestniczyłam w Międzynarodowym Kongresie Edukacji Zróżnicowanej – zróżnicowanej właśnie ze względu na płeć. Chodzi o szkoły oddzielne dla chłopców i dla dziewcząt. Na całym świecie przybywa takich szkół, niedawno w USA wprowadzono ustawowo zgodę na przekształcanie szkół publicznych w szkoły „jednopłciowe”. Jak się okazuje, koedukacja utrudnia naukę, zwłaszcza chłopcom. Edukacja zróżnicowana uwzględnia różnice pomiędzy płciami oraz indywidualne potrzeby ucznia. Na przykład w szkole dla chłopców pod Warszawą godzinę dziennie przeznacza się na czytanie, z czym chłopcy mają szczególne problemy. Oprócz tego jest tam wiele zajęć ruchowych, by mogli w cywilizowany sposób zagospodarować swą niespożytą energię. Wyniki w nauce w takich szkołach, bardziej dostosowanych do potrzeb i zainteresowań uczniów, znacznie się poprawiają.

Jakie działania podejmuje jeszcze fundacja „Cała Polska czyta dzieciom”?

Realizujemy różne projekty, m.in. projekt Generacje-Kreacje, w ramach którego dzieci z domów dziecka i seniorzy z Uniwersytetu Trzeciego Wieku chodzą wspólnie na koncerty, wystawy, i do teatru, uczestniczą we wspólnych warsztatach plastycznych muzycznych i teatralnych i wystawiają wspólne spektakle. Jest to swego rodzaju „wypożyczalnia babć i dziadków”.

Rozpoczynamy projekt w więzieniach – w salach widzeń powstają kąciki czytelnicze, żeby skazani rodzice mogli czytać książki swoim dzieciom podczas ich odwiedzin. Wkrótce uruchomimy Internetowy Uniwersytet Mądrego Wychowania, który będzie wszechnicą dla rodziców i nauczycieli. Planujemy część bezpłatną oraz kursy e-learningowe na konkretne tematy, np. „Wychowanie przez czytanie” lub „Jak wychowywać chłopców?”.

Rozmawiała: Barbara Stefańska

Autorem ostatniego zdjęcia jest Wojciech Druszcz