„Oni nie szkrzywdziliby nawet muchy...” - recenzja książki Slavenka Drakulić

Film i literatura -

Slavenka Drakulić

„Oni nie szkrzywdziliby nawet muchy: zbrodniarze wojenni przed Trybunałem w Hadze”

(wyd. WAB, Warszawa, 2006)

To nie jest bajka. Nie jest to także zwykły reportaż, relacja czy kolekcja wspomnień. Wyjątkowe i przejmujące dzieło Slavenki Drakulić p.t. „Oni nie
szkrzywdziliby nawet muchy: zbrodniarze wojenni przed Trybunałem w Hadze”, po raz pierwszy zostało wydane po angielsku w 2004 („They would never hurt a fly”), a dwa lata później, dzięki wydawnictwu WAB zostało opublikowana w Polsce. Jest to lektura obowiązkowa dla osób chcących zainteresowanych najowszą historią krajów byłej Jugosławii, ale także dla wszystkich chcących lepiej zrozumieć związek pomiędzy historią, propagandą, prawdą i kształtowaniem tożsamości narodowej. Chociaż pozycja ta ma już prawie osiem lat, to wraz z niedawnym aresztowaniem Ratka Mladića i Gorana Hadžica, ostatniego na liście ściganych za zbrodnie wojenne popełnione podczas wojen na Bałkanach, nabiera ona nowego znaczenia. Najnowsze wydarzenia polityczne zdają się tworzyć kolejny rozdział książki, lecz czy przyniesie on odpowiedź na pytanie autorki: „po co było to wszystko?”.

Lata konfliktu i lata oczekiwania na wymierzenie sprawiedliwości pozostawiły obie strony pogrążone w milczeniu, strachu i kłamstwie. Drakulić, wiedząc, że „nowe państwa, które wyłoniły się w czasie wojny,nie są w stanie lub nie chcą same osądzić swoich zbrodniarzy wojennych” (s.12), podejmuje osobistą próbę zmierzenia się z przeszłością krajów byłej Jugosławii i fundamentalnymi pytaniami o naturę zła i człowieczeństwa. Podczas pięciu miesięcy, spędzonych w Hadze na obserwacji procesów przed Międzynarodowym Trybunałem ONZ do spraw Zbrodni Wojennych w byłej Jugosławii, autorka zbiera materiały, siedząc na sali sądowej bacznie przypatruje się mimice twarzy, każdemu ruchowi dłoni, spojrzeniu czy kolorowi ubrania, starając się naszkicować portet osób oskarżonych o niewyobrażalne okrucieństwa w czasie wojny. Niewyobrażalne, niezrozumiałe zło popełnione przez oskarżonych w czasie wojny nagle staje się realne. Wraz z pytaniem sędziego: „Ale skąd krew na ścianach?” (s.31), autorka i czytelnik uświadamiają sobie, że „nie jest już abstrakcją, nie są to już tylko słowa” (s.31).

Studium jednostki, siedmiu oprawców , którzy zadali cierpienie tysiącom, jest także refleksją nad moralnością i odpowiedzialnością obu stron za konflikt. Wnikliwie obserwując oskarżonych zasiadających ławie w Trybunale Haskim, Drakulić przygląda się całemu społeczeństwu starając się odpowiedzieć na pytanie „dlaczego nie widzieliśmy zbliżającej się wojny” (s.13). Autorka spędzając długie godziny na sali przesłuchań stara się odtworzyć historię i zrozumieć naturę konfliktu. Nie jest jednak zainteresowana sporządzeniem kolejnej oficjalnej wersji wydarzeń, lecz bada dokładnie te momenty, które ominęła oficjalna narracja i gdzie milczenie zastąpiło prawdę.

Kolejne karty powieści nie przynoszą ukojenia lecz przerażającą konstatację , że „były prawdziwe śmierci, prawdziwe ofiary i prawdziwi mordercy” (s.32). Co jednak różni ich od nas?Czy wrodzone zło, okoliczności, oportunizm czy może czysty przypadek uczyniły z nich bezlitosnych opraców? Przedstawiając detale z życia codziennego, miejsca pochodzenia czy relacji rodzinnych, autorka stara się zrozumieć „czy jakaś wada osobowości-lub określony typ charakteru-jest przyczyną okrucieństwa człowieka” (s.214). Generał Radislav Krstić, pierwszy skazany zbrodniarz wojenny, co prawda „szczesywał siwawe, rzednące włosy na łysinę, co zdradzało jego próżność”(s.97), ale czy zwiastowało to także zbrodnie, których się dopuścił? jakich był w stanie się dopuścić? Co więcej, z pewnym niedowierzaniem autorka stwierdza, że, skazany na czterdzieści lat więzienia, Goran Jelisić jest rówieśnikiem jej córki i „mogliby chodzić do tej samej szkoły. Mogliby być przyjaciółmi” (s.78).

Slavenka Drakulic podejmując się próby przedstawienia motywacji kierującej działaniami jednostki, kwestionuje także narodowe wersje historii oparte na milczeniu i kłamstwie. W Chorwacji „dziewczynka będzie się uczyć, że wojna za ojczyznę, bo tak jest nazywana, była wojną obronną i nic ponadto” (s.15). W Serbii też dziewczynka „będzie też zapewne dorastać pośród zaprzeczeń, że była jakaś wojna” (s.16). Dla tysięcy zabitych wyroki sądowe będą niewielkim źródłem ukojenia, ale dając głos prawdzie będą w stanie ocalić pamięć o ofiarach i uratować kolejne pokolenia przed życiem w kłamstwie. Tylko zerwanie z narodowymi mitami umożliwi rozrachunek z przeszłością i zainicjowanie procesu pojednania. Trzeba jednak wpierw zrozumieć, jak zapewnia autorka, „że była możliwość wyboru-i że dokonało się złego wyboru” (s.222) i każdy musi dokonać rachunku sumienia, by móc zmierzyć się z przeszłością i żyć w prawdzie. Cena za prawdę jest wysoka, lecz jest to wartość najwyższa o którą trzeba walczyć, co autorka podkreśla w rozdziale „Scenariusz samobójstwa”, który jest pierwszym szkicem w zbiorze. Heroiczna odwaga Milana Levara, chorwackiego weterana wojennego zeznającego jako świadek zbrodni i zamordowanego w swej rodzinnej miescowości, jest pierwszym krokiem do wymierzenia sprawiedliwości i przemiany społeczeństwa. pomimo upływu lat, żadna ze stron konfiktu nie jest nadal w stanie zmierzyć się z przeszłością i prawdą, literatura pierwsza musi zainicjować bolesny acz konieczny proces odkrywania przeszłości na nowo. Autorka, w zbiorze przejmujących portretów, napisanych z wielką wrażliwością i dociekliwością chce poznać historię, tak bliską lecz nadal ukrytą i niezbadaną. Chcąc, dzięki bezpośredniej narracji i prostocie języka, zbliżyć się do prawdy o przeszłości autorka także stara się znaleźć odpowiedź na pytanie o naturę zła. Chociaż książka traktuje o zbrodniach w czasie konfliktu bałkańskiego, pytania stawiane przez autorkę są uniwersalnym wezwaniem do zerwania z bolesnymi mitami przeszłości, strachem i milczeniem, ciągle obecnymi w post-komunistycznej Europie.

Ponieważ jednak pomimo upływu lat, żadna ze stron konfiktu nie jest nadal w stanie zmierzyć się z przeszłością i prawdą, literatura pierwsza musi zainicjować bolesny acz konieczny proces odkrywania przeszłości na nowo. Autorka, w zbiorze przejmujących portretów, napisanych z wielką wrażliwością i dociekliwością chce poznać historię, tak bliską lecz nadal ukrytą i niezbadaną. Chcąc, dzięki bezpośredniej narracji i prostocie języka, zbliżyć się do prawdy o przeszłości autorka także stara się znaleźć odpowiedź na pytanie o naturę zła. Chociaż książka traktuje o zbrodniach w czasie konfliktu bałkańskiego, pytania stawiane przez autorkę są uniwersalnym wezwaniem do zerwania z bolesnymi mitami przeszłości, strachem i milczeniem, ciągle obecnymi w post-komunistycznej Europie.

Katarzyna M. Mika

źródło zdjęcia Slavenki Drakulic