Matka kapłana

Nasi goście -

Nie wiem co powiedzieć... Jestem matką kapłana. Matką wyświęconego przed dwoma tygodniami księdza Wojciecha, kapłana Opus Dei...

Dlaczego powołanie kapłańskie w naszej rodzinie? Nasi synowie byli ministrantami, dziewczęta sypały kwiaty podczas oktawy Bożego Ciała, co wymagało wieloletniej troski, ale przecież nie wszyscy ministranci  zostają kapłanami. To z pewnością tajemnica Pana Boga, który nie musi się tłumaczyć, dlaczego swoim dzieciom rozdaje różne zadania. Nam, tzn. mojemu mężowi Tomaszowi i mnie, dał powołanie do małżeństwa, obdarzył nas zaufaniem powierzając siedmioro dzieci – może właśnie dlatego, że w swoich odwiecznych planach upatrzył sobie wśród nich na kapłana właśnie Wojtka, naszego najstarszego syna.

Rodzina wielodzietna jest chyba dobrym środowiskiem wzrostu powołań do służby Bożej. Myślę, że nic nie zastąpi dziecku rodzeństwa. Ani tzw.”wysoka jakość życia”, dodatkowe zajęcia pozalekcyjne, zajęcia sportowe czy też kupowane często jako rekompensata za brak czasu i tłumione w sobie poczucie winy, elektroniczne gadżety, czy markowe ciuchy. Życie samo stawia wymagania i okazje do zapominania o sobie, do dzielenia się, do poświęcania czasu rodzeństwu, dziadkom. W rodzinie można się wypłakać i nie wstydzić się łez. Tu znajduje się poczucie bezpieczeństwa i radość ze wspólnego spędzania czasu.

Jedno jest pewne, rodzina jest wyzwaniem - tu nigdy nie jest nudno. To taka mała szkoła życia ze specjalizacją w wielu dziedzinach. Dziś jesteś wychowawcą, nauczycielem, psychologiem, jutro lekarzem, rozjemcą, aktorem, kierowcą, kucharzem, zaopatrzeniowcem, pasjonatem górskiej wspinaczki...

Poprzez stawianie sobie i dzieciom wymagań, pracę nad sobą, walkę o ludzkie cnoty takie jak życzliwość, pracowitość, męstwo, szczerość, dobry humor itp. uczyliśmy przekraczania kolejnych progów i szlifowaliśmy nasze i naszych dzieci charaktery. Wychowywanie dzieci, to jednak nie pasmo dobrze zaliczonych egzaminów, mamy na koncie także porażki. Żyjemy w przekonaniu, że dzieci nie są własnością rodziców, a my otrzymaliśmy kredyt zaufania od Pana Boga, który na jakiś czas nam je tylko powierzył. Pan Bóg był i jest obecny w naszych rozmowach, modlitwach, pracy czy przy podejmowaniu decyzji. Staramy się żyć tak, aby nie popadać w schizofrenię współczesnego, podwójnego życia. Nie ściszamy głosu gdy mówimy o Bogu, Kościele, czy naszej wierze. Wiara jest jak oddech - stale z nami.

Nie mam poczucia, że jestem idealną matką. Prawdopodobnie nie rozwinęłam wszystkich ukrytych talentów moich dzieci, nie otworzyłam wszystkich możliwych horyzontów. Staraliśmy się z mężem wychowywać je w przekonaniu, że zawsze są kochane, że mamy dla nich czas, że interesujemy się ich życiem, znamy ich kolegów, jesteśmy dumni  z ich sukcesów i towarzyszymy im w niepowodzeniach czy chorobie.

 Znamy wiele rodzin, które żyją podobnie do nas, często bardziej ofiarnie. Wspólną cechą ich życia jest zasada, że jeżeli Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na właściwym miejscu. W klimacie licznej rodziny szlifują się cechy charakteru potrzebne każdemu, zarówno tym, którzy założą własne rodziny jak i kapłanowi, który musi zapominać o sobie, oddalić pragnienie bycia na pierwszym planie, stać się sługą i lekarzem dusz. „ Kapłan nie powinien wyróżniać się w dziedzinach, w których ludzie go nie potrzebują, nie jest ani psychologiem, ani socjologiem, ani antropologiem. Jest drugim Chrystusem, samym Chrystusem” (św. Josemaria Escriva)

Naszemu synowi, jak i żadnemu z synów nie sugerowaliśmy nigdy kapłaństwa. Nasze wychowanie zmierza zresztą do tego, aby młody człowiek wchodząc w dorosłość, umiał w wolności sumienia dokonywać życiowych wyborów, biorąc za nie odpowiedzialność. Powołanie w rodzinie, to powód do wdzięczności Bogu za niezasłużony zaszczyt i jednocześnie przynaglenie, aby modlić się więcej za nowego kapłana ale i nieść wraz z nim ludziom Chrystusa.

Jak na filmie przesuwają się przed moimi oczami sceny z dzieciństwa naszego syna, rodzinna codzienność, lata szkolne, młodość, wspólne wakacje, radości, choroby...Wspominam dziecko, które jest już dorosłe, od wielu lat samodzielne, a my czasami chcielibyśmy zobaczyć w nim siebie, jak w lustrze. Pan Bóg na szczęście daje człowiekowi jego własną osobowość i wolną wolę. Ponadto  do niczego nie przymusza, ale daje łaski by rozpoznać wolę Bożą i za nią podążać.

Nasze dzieci powierzyliśmy w ich dzieciństwie Matce Bożej i wiemy, że Ona pomoże przed nimi zakryć nasze błędy wychowawcze, a we właściwej chwili ich życia poda swoją rękę, aby nie zbłądziły w drodze do Boga i robiły to co się Jemu podoba.

Jadwiga Woźna
(matka ks. Wojciecha, Teresy, Ignacego, Pawła, Marysi i Uli)