Mamo...

Wychowanie dzieci -

- Mamo – mogę pograć? Jak często słyszycie takie pytanie? Gdyby chodziło o piłkę nożną, siatkówką czy tenis nie mam wątpliwości, co odpowiedzieć. Problem zaczyna się, gdy chodzi o gry komputerowe. Najpierw robię krótkie podsumowanie tygodnia dziecka – syn był w miarę „znośny”, nie dostał jedynki w szkole, lekcje odrobił. Do tego suma oglądanych programów w telewizji nie przekroczyła w ciągu tygodnia powiedzmy trzech – czterech godzin, to właściwie mógłby pograć... Tylko w CO?

Dziecko przynosi z dumą nowy numer „Komputer Świat Gry”. Jeden rzut oka na okładkę i wszystko jasne – przemoc w całej okazałości. Cierpnie mi skóra. Zadaję pytanie „Sam to kupiłeś?”. W odpowiedzi słyszę, że „trefny towar” dostarczył starszy brat. Notuję w pamięci, by przeprowadzić odpowiednią rozmowę i znów zajmuję się głównym tematem. W CO chcesz pograć? Na płytce dostarczonej z czasopismem są tzw. „pełne wersje” (czyli gry w pełni funkcjonalne, mogą jednak mieć ograniczenia czasowe). Syn pokazuje jedną z gier. W głowie układam sobie, co powinnam sprawdzić, żeby moja odpowiedź była dobra. Nie będę sama grała w grę powiedzmy dwie godziny, żeby przekonać się o jej sensowności, bo nie mam teraz tyle czasu.

Myślę: gra nie jest piracka, bo została kupiona z legalnym czasopismem i z tego samego powodu przypuszczam, że nie jest zawirusowana (tego rodzaju wydawcy dbają o to, by nie sprzedać klientom zawirusowanych programów). W opisie gry zamieszczonym w czasopiśmie nie widzę oznaczenia kategorii wiekowej. Włączam komputer, ale gry jeszcze nie instaluję. Oczywiście sięgnę po wiedzę do Internetu.

Włączam stronę www.pegi.info. Jest to ogólnoeuropejski system klasyfikacji gier (Pan-European Game Information, PEGI). System PEGI należy do Europejskiej Federacji Oprogramowania Interaktywnego i reprezentuje sektor oprogramowania interaktywnego wobec Unii Europejskiej i instytucji międzynarodowych.

Wpisuję nazwę gry – wynik: brak w bazie. Próbuję jeszcze raz wpisując tylko jeden wyraz (obco brzmiący). Tym razem jest lepiej. Otrzymuję informacje o dwóch grach – obie nazwy angielskie, ale jednocześnie widzę flagi państw, do których gra trafiła na rynek (w tym Polskę). Opis informuje mnie (w sposób obrazkowy), że kategoria wiekowa to 3+, czyli odpowiednia dla każdej grupy wiekowej. W systemie PEGI określane są oprócz wieku takie kategorie, jak przemoc, wulgarny język, strach, seks, używki, dyskryminacja, hazard, gry on-line. W grze dla 3+ nie powinny występować żadne z wyżej wymienionych kategorii.
(Mam świadomość, że system PEGI nie jest doskonały i z założenia służy producentom. Gra MySims – młodszy brat The Sims – uczącej w dużym stopniu manipulacji postaciami oraz zachowań niekoniecznie zgodnych z moimi przekonaniami, jest także kategoryzowana, jako odpowiednia dla trzylatków).

Patrząc na syna, który ma 11 lat dokonuję posumowania, że gra może nie będzie specjalnie szkodliwa. Instaluję razem z nim grę. Patrzę na pierwsze ekrany. Gra jest prowadzona w języku angielskim, zaś tylko podpisy są po polsku. W myślach odnotowuję lekki sukces. Bez żadnego przymusu syn będzie przy okazji rozwijał angielski. Wszak nasz mózg uczy się cały czas, czy chcemy, czy nie.

Czy to oznacza, że granie jest dobre i mam mu pozwolić grać dowolnie dużo? Niestety mój optymizm nie sięga, aż tak daleko. Wiem, że muszę przed rozpoczęciem każdej porcji grania (co ograniczam do ok. 1-2 godziny tygodniowo) osobiście obejrzeć, co dzieje się na ekranie. Producenci gier niestety potrafią wymyślać taki rozwój sytuacji, że niewinny początek przerodzi się w coś, czego bym nie chciała.

Jestem przekonana, że jeśli w czasie gry będą powtarzać się pewne sytuacje, mogą zostać przyswojone przez dziecko, jako norma zachowania. Badania nad mózgiem, o których czytałam, potwierdzają tę zdroworozsądkową teorię i trzeba mieć świadomość, że jest to wbrew interesom niektórych producentów gier. Z drugiej strony wiem, że w grach drzemie ogromny potencjał. To, co się dzieje na ekranie jest połączone z dużym ładunkiem emocjonalnym, jaki powstaje w dziecku. Taka sytuacja powoduje, że jest ono w stanie nauczyć się i zapamiętać prawie wszystko, co widzi i słyszy. Gdyby tak ten potencjał ukierunkowywać na uczenie się pożytecznych rzeczy ileż problemów by nam odpadło. :)

Mazuma