Koniec lekcji

Gdy we wtorek po lekcjach, na tydzień przed końcem roku szkolnego mój wnuk rzucił mi się na szyję z uściskami i całusami, o mało nie spadłam z krzesełka przy komputerze. Wiem, że mój ponad już piętnastolatek jest chłopięciem wrażliwym i czułym, ale też jak nikt inny z całej rodziny czasem potrafi wyprowadzić mnie z równowagi. Tym razem powód jego wybuchu radości był prozaiczny – oznajmił mi łamiącym się pomutacyjnym basem, że – zdał do następnej klasy. A właściwie, że ukończył gimnazjum. No cóż, można się spodziewać, że najlepsze warszawskie licea nie czekają na niego z otwartymi ramionami, bo pewnie cenzurkę będzie miał odwrotnie proporcjonalną do radości, jaką ona w nim budzi, ale nic to. Ważne, że zaliczył jakieś tam swoje słabe punkty, i zdaje.

Pocieszyłam się szybko, że wszak niejeden wielki człowiek, w swej, młodości z trudem poszukiwał właściwych dróg. A przecież prawdziwe poszukiwanie ma to do siebie, że nie jedzie się autostradą, ale raczej podobne jest ono do ciężkiego, terenowego rajdu lub jakiejś survivalowej szkoły przetrwania.

Kocham moje wnuki, a tego jednego w sposób szczególny, może dlatego, że urodził się pod tym samym znakiem zodiaku jak ja, i choć nie wierzę w te przepowiednie losowe, to mamy z nim podobną wrażliwość w niektórych życiowych momentach.

Lubię z nim rozmawiać. Zachwyca mnie jego otwartość i ciekawość świata. Ale także pewien zdrowy rozsądek, tak dziś rzadka cecha u młodych ludzi, ogłupionych modnymi gadżetami. Nie znaczy, że i on się temu nie poddaje. Jest przecież normalny i żyje w realnym świecie. Ale jak na razie kieruje się rozsądnym umiarem, i oby tak dalej.

Ostatnio tematem jego zainteresowań zaczęła być płeć przeciwna. Co objawia się tym, że oprócz kolegów, zaczyna mieć i – koleżanki. Jednak jak na razie nie spełniają one jego oczekiwań i temat ten jest zaledwie w fazie rozpoznawania terenu.

Podczas jednej z rozmów stwierdził, wybiegając w mglistą, dorosłą przyszłość, że nie chciałby poważnie zainteresować się dziewczyną, która przedtem mieszkałaby z innym mężczyzną, pod jednym dachem. I choć to temat dość dorosły jak na jego wiek, to swoje zdanie ma już wyrobione. Oczywiście znaczy to też, że i on nie będzie z kimś mieszkał „na kocią łapę’, bo w ten sposób może komuś zamknąć drogę do przyszłego, udanego związku.

Kiedyś zastąpiłam na wywiadówce jego rodziców, a pani wychowawczyni właśnie poruszała podobne tematy. Że uczniowie interesują się już sprawami męsko-damskimi, więc trzeba im dostarczyć odpowiednią wiedzę z tym związaną. No, ale nie jest tym samym odpowiadanie na pytania – i - dostarczanie zupełnie nowych wiadomości.

Mądrzy ludzie mówią, że gdy dziecko pyta, to trzeba mu odpowiedzieć na jego pytanie. Odpowiedź powinna być na tym samym poziomie, na jakim jest pytanie i pytający. I to wystarczy. Dziecko najwyżej samo dopyta. Błędem jest natomiast rozbudzanie niezdrowej ciekawości. Oczywiście dotyczy to zastrzeżenie tylko pewnych zagadnień rozwojowych człowieka, a nie na przykład – fizyki czy matematyki lub historii…

Bo koniec lekcji, szkolnych lekcji, to nie jest koniec nauki w ogóle. Okres wakacji to jakby czas letnich praktyk, i szkoda, że obecna szkoła coraz więcej uczy, a coraz mniej wychowuje. Zresztą czy coraz więcej uczy, to też jest kwestia sporna.
Natomiast wychowanie głównie pozostawione jest rodzicom. Jak się oni wywiązuję z tego swojego nauczycielskiego obowiązku wychowawczego – każdy widzi na co dzień. A już szczególnie podczas wakacji, wszyscy będziemy po trosze zbierali plony tej nauki.

A swoją drogą okropnie nie lubię, gdy w tramwaju lub autobusie jakieś stare osoby zwracają uwagę młodym, żeby się podnieśli i ustąpili miejsca bardziej potrzebującym. Serce mnie wtedy boli za tych starych, którzy nie potrafią zrobić tego z miłością i delikatnością. Ale wstyd mi i za młodych, których mama czy tata nie nauczyli, żeby byli grzeczni i uprzejmi.

Szkoda mi tych wszystkich ludzi. Sama też często ustępuję miejsca, a wtedy, jak w przewracającym się dominie podrywają się następne osoby, wszyscy tacy mili i grzeczni, że dokoła robi się ciepło i serdecznie. Niestety, na ogół, to mnie ktoś pierwszy ustępuje miejsca, i wiadomo, co to znaczy.

Elżbieta Nowak