Kobiety, muzyka i pasja!

Muzyka -

„Muzyka poważna jest nudna. Tam się nic nie dzieje. A już zupełnie nie rozumiem, jak oni tak operowo śpiewają”. Mam powody by sądzić, że podobnie jak jedna z moich skądinąd sympatycznych koleżanek myśli większość osób. Nawet jeśli ze względu na chęć zachowania wizerunku osoby wszechstronnie wykształconej na głos tej myśli nie wyrażają. Nie zamierzam nikogo za taką postawę oceniać. Chcę jedynie pokazać, że zamyka ona na bogactwo, które ta imponująco rozległa czasowo i stylistycznie dziedzina ze sobą niesie.


Carlo Saraceni (ok. 1579-1620), Judyta z głową Holofernesa; Dayton, Art Institute Jesteśmy tu w świecie kobiet. Stosunkowo niewiele z nas było w historii kompozytorkami (o tych paniach może wspomnę innym razem), ale z pewnością byłyśmy i pozostaniemy natchnieniem dla twórczego potencjału mężczyzn. Pisano o nas, dla nas, a jak chwilowo brakowało inspiracji w najbliższym otoczeniu, sięgano do ikonicznych postaci ze świata literatury, malarstwa, legendy i historii. Taką potrzebę odczuwa sam twórca, tego oczekuje od niego publiczność, której – o dziwo! – nigdy dość kontemplowania naszej skomplikowanej kobiecej natury.

Obecnie nie brak bardzo silnych, samo stanowiących o sobie i o kształcie swojego otoczenia kobiet. Jakkolwiek tego zjawiska nie oceniać, nie jest ono nowe. Przez wieki lęk i zarazem podziw budziła chociażby biblijna Judyta – inteligentna, piękna, wierna swojemu narodowi, w tej wierności groźna. Holofernes nie docenił nieugiętej mocy stojącej za kobiecym powabem i wdziękiem. Skończył tragicznie, a historycznie uzasadniona radość Izraela z faktu jego śmierci od ciosu Judyty wciąż budzi sprzeczne odczucia. Po której ze stron w ocenie konfliktu nie stanąć, jedno jest niepodważalne: w tym zdarzeniu jest pasja! Na szczęście w codziennym życiu nie obracamy się wśród tak przerysowanej skali dramatu. Nie brakuje nam jednak, obok radości z faktu istnienia, przeżyć tragicznych i smutnych.

To, co kocham w sztuce najbardziej – tej prawdziwej, rzecz jasna – to emocje. Szczere i zobiektywizowane zarazem. Szczególnie muzyka jest niezastąpioną dziedziną, która poprzez swoje niedookreślenie daje nam indywidualną możliwość odreagowania codziennego stresu. A wykonywana przez największych, w swym wirtuozowskim wymiarze może stać się źródłem ponownego odrodzenia i nowej motywacji.

Czego oczekuję od wykonawców? Energii i namiętności, która nie boi się wejść w przeżycie treści, w próbę dogłębnego jej wyrażenia. Mój podziw budzi zawsze, niezależnie od aktualnego nastroju, techniczna sprawność okupiona przecież wytrwałym i regularnym nakładem pracy. Przede wszystkim jednak, w sztuce szukam możliwości przeżycia katharsis. Czego Panie, może Państwo, jeśli odwiedził nas tu jakiś ciekawy świata dźwięków Pan, oczekują, musicie określić już sami. Będę zaszczycona, jeżeli podane przeze mnie propozycje skłonią Państwa do dalszych, własnych poszukiwań.

Tymczasem trzy przykłady tego, co w muzyce poważnej, ponoć nudnej, wielkie. Trzy piękne głosy, trzy wspaniałe diwy, ta sama poruszająca kompozycja: aria „Armatae face et anguibus” z oratorium Juditha Triumphans RV 644 „czerwonego księdza”, Antonia Vivaldiego.

Salonowo umiarkowana Teresa Berganza

Pełna operowej ekspresji Karina Gauvin

Czy wreszcie będąca „furią” samą, mściwą Judytą, Cecilia Bartoli

Które z wykonań najbardziej przypadło Państwu do gustu? Płytę której z wokalistek włączyliby może Państwo do domowego zbioru? Nie ma tu odpowiedzi dobrych i złych. Pewnym ograniczeniem stawianym samemu sobie byłoby natomiast zamknięcie się jedynie w kręgu tego, co już znane, lansowane przez media w godzinach primetime’u. Warto od czasu do czasu otworzyć się na poznawanie tego, co z góry się krytykuje, choćby po to, aby wiedzieć, dlaczego się to robi. A nuż ocena jest zbyt pochopna? I w odrzucanym wymiarze świata znalazłabym coś dla siebie? Świata, w którym muzyka Vivaldiego, niesprawiedliwie kojarzona jedynie z „Czterema porami roku”, jest tylko maleńką, genialną cząsteczką?

Proszę się nie obawiać, muzyka „poważna” to nie tylko nuda, czy, przyznaję z lekka prowokacyjnie przywołany dziś przeze mnie gniew. W niej jest wszystko: od zachwytu i słodyczy, przez próbę utrzymania się w matematycznych niemal ryzach, po namiętność, pasję. Wystarczy odrobinę poszukać… Satysfakcja przeważnie gwarantowana!

A.K.