Fotoradar

Wychowanie dzieci -

Jeżdżąc w czasie wakacji po drogach w Polsce odkryłam niezliczoną ilość znaków „Kontrola prędkości - Fotoradar”. Znak jak znak, ale działanie wręcz magiczne. Noga sama ląduje na hamulcu. Wyostrza się wzrok, by zobaczyć pudełko, z którego zdjęcie może bardzo dużo kosztować. W pewnym sensie bezpieczeństwo na drodze wzrasta. Nurtowało mnie, czy można taki „czarodziejski efekt” osiągnąć pracując na komputerze. Mały znaczek, a każdy wie, co to oznacza i zachowuje się „tak, jak trzeba”. Jeśli jest to możliwe, to jak to zrobić?

Wszystkie programy oferujące tzw. kontrolę rodzicielską stanowią swego rodzaju szlaban, przez który nie przejedzie ciężarówka. Niestety, pod szlabanem zmieści się wszystko. Przejdzie strona nieodpowiednia, bo filtr rozpoznał ją nieprawidłowo. Przejdą też obrazki (no może nie wszystkie), których wygląd przypomina okładki PlayBoy. Nie zawsze uda się zablokować ściąganie nielegalnej muzyki czy filmów. No więc jak to zrobić, żeby dziecko (inny użytkownik) samo się skontrolowało i zamknęło taką stronę, o której wie, że nie jest ok?

Po wakacjach odłożyłam rozmyślania na temat „magicznego pudełka”. Zajęłam się edukacją dzieci. Tematem były „bezpieczne zasady pracy w sieci Internet”. Dzieci uwagi ponownie przyjęły do wiadomości. Najstarszy 16-latek powiedział, że „już to słyszał, co najmniej dziesięć razy”. 11-latek posłusznie ustawił stronę startową przeglądarki na serwis www.sieciaki.pl.

Serwis „sieciaki” jest adresowany do dzieci w wieku 7-12 lat. Postacie przypominające komiksowych bohaterów przeprowadzają dzieci przez tajniki bezpiecznej pracy na komputerze. Uczą, jak ustawiać programy antywirusowe, jak dbać o stan swojego komputera, by był bezpieczny i się „nie psuł”. Tłumaczą, dlaczego ujawnianie swoich prawdziwych danych w Internecie może być szkodliwe i niebezpieczne. Uczą, że nie powinno się odpowiadać na e-mail od nieznanych osób. Są też zasady pracy w serwisach takich jak Gadu-Gadu. Na stronie znajdziemy linki do tzw. e-kursów. Są to materiały elearningowe (uczące z wykorzystaniem komputera), które są dostępne po założeniu swojego konta w serwisie. Warto z dzieckiem przejść odpowiednie wirtualne szkolenia, gdyż w ciekawy sposób tłumaczą różne zawiłości sieci Internet. A przy okazji człowiek zawsze czegoś nowego się nauczy…

16-latek nie dawał mi spokoju. Za cel stawiał sobie „rozwalenie” na komputerze każdej formy „kontroli rodzicielskiej” (niestety, najczęściej z sukcesem, gdyż na jego PC ma uprawnienia administratora, a to daje ogromne możliwości omijania zabezpieczeń). I chociaż dokładnie wie, jakie są zasady bezpieczeństwa (i poucza młodszego brata!), to nie znaczy, że się do nich stosuje. Wizja „magicznego pudełka” powróciła.
Mogłabym zainstalować „komputerowego szpiega” (program, który rejestruje dokładnie, co użytkownik naciska na klawiaturze, robi zrzuty ekranów), ale dobry program antywirusowy wykryje go. Miałam także moralne zastrzeżenia. Byłoby to takie „podglądanie przez dziurkę w drzwiach”, co robi syn. Przed fotoradarem zawsze stoi duży znak i to ten znak, a nie fotoradar działa magicznie na kierowcę.

Rozwiązanie mojego problemu znalazłam w jednym z moich czasopism branżowych. Autor artykułu opisywał nowy program/usługę, jaka pojawiła się na naszym rynku. W serwisie www.visikid.pl można wykupić usługę, która polega na tym, że możemy oglądać, co nasze dziecko robiło w ostatnim czasie na swoim komputerze, jakie odwiedziło strony, ile czasu korzystało z poszczególnych serwisów, jakich używało programów. Jeśli sobie zażyczymy zostanie wysłany na wskazany adres e-mail zbiorczy raport o tym, co się działo. Na komputerze, instalujemy mały program, który zbiera potrzebne dane i wysyła je do serwisu „visikid”. Na komputerze pojawia się także znaczek, który informuje o tym, że program został zainstalowany. Jak na razie nie daje się ominąć nawet administratorowi : )
Po instalacji programu poinformowałam dzieci, o nowej „usłudze”. Widzą znaczek i …zwalniają. I o to mi chodziło!

Mazuma