Filozofia? To nie dla mnie

Filozofia -

Jacek Yerka Covan CityZwykle nie przekonują nas argumenty o potrzebie filozofii. „Filozofia to nie dla mnie” – odpowiadamy pospiesznie na wszelki wypadek, jakby ktoś chciał nas do niej przekonywać. Zwykle dodajemy też, że to raczej dla osób, które nie wiedzą, co robić z czasem, a takich teraz prawie nie ma. „Ja jestem normalnym zwykłym człowiekiem, chodzącym po ziemi, nie żadnym filozofem” – tłumaczymy prawie z dumą. Życie ma takie tempo, że człowiek ledwo zdąża za codziennością, już nie mówiąc o tym, że jeszcze czasem trzeba odpocząć. Nie ma mowy o filozofii.

Taka jest na ogół opinia o filozofii i, o ile każdy ma prawo do swoich opinii na jakikolwiek temat, o tyle warto może wyjaśnić, że takie poglądy ... to już jest pewna filozofia.

Warto więc może zatrzymać się nad tym, jak tego rodzaju myślenie o rzeczywistości ma się do pewnej naukowej metody ujęcia rzeczywistości, jaką jest właśnie filozofia. Przecież w innych dziedzinach wolimy solidną wiedzę nad wiedzę amatorską. Nie do pomyślenia jest na przykład, byśmy kierowali się własną intuicją w leczeniu, zamiast skonsultowania się z lekarzem, albo jedynie na wyczucie inwestowali pieniądze, bez zasięgnięcia rady eksperta w tej dziedzinie. Tym bardziej zwraca uwagę, że wobec takich spraw jak pochodzenie człowieka, sens i cel życia człowieka, opinie o wydarzeniach bieżących, kierujemy się – jestem przekonana, że najczęściej nieświadomie – danymi tak kruchymi i powierzchownymi, jak pierwsze wrażenie, uczucia, łatwość, bezpośrednia korzyść, chęć udowodnienia własnej racji, itd.

Rzeczywiście tempo życia jedynie pogłębia tego rodzaju nawyki. Myślenie wymaga bowiem wolnej przestrzeni, którą zabierają nam sprawy bezpośrednie, oraz wysiłku, na który nie mamy już siły. Efekt jest taki, że tracimy kontrolę nad tym, czy „moja filozofia” życiowa jest bliska czy daleka prawdzie obiektywnej o życiu. Efekt ten ma nie tylko charakter poznawczy. Pragnienie poznania jest bowiem ściśle związane z pragnieniem szczęścia, ponieważ pozwala odkryć najgłębszy sens życia i postępować dobrze, a to jak wiadomo daje nam szczęście.

Czy jednak można w ogóle mówić o prawdzie obiektywnej? Czy nie ma ryzyka, że tzw. obiektywizm, wiążący się nieuchronnie z uznaniem pewnych prawd jako uniwersalnych, prowadzi do nadużyć i ograniczeń wolności subiektywnej? Przecież jesteśmy tacy różni i właśnie pluralizm zawiera potencjał bogactwa i rozwoju...

Spróbujmy podejść do powyższych stwierdzeń bez lęków i uprzedzeń. Kto mówi, że obiektywizm jest przeciwieństwem pluralizmu? Taka alternatywa nie istnieje, zdaje się być wymyślona dla potrzeb ośmieszenia przeciwnika, podczas gdy dużo bardziej kulturalnie byłoby zbadać temat.

Jak?

No właśnie. Bez odrobiny podstaw filozofii (które obyśmy mogli poznawać w szkole lub na uczelni) to niemożliwe. Bo nie jest to kwestia technik, ale pewnych nawyków logicznego myślenia.

Wyjaśnijmy po pierwsze co to jest prawda? Czy to to, co ja uważam za prawdziwe? Czy to to, co większość uważa za prawdziwe? W pierwszym przypadku kryterium prawdy byłaby moja myśl, w drugim zgoda grupy, nawet licznej grupy. Może być. Jednak nietrudno sobie wyobrazić, że np. pod wpływem zirytowania widzę rzeczywistość w sposób zdeformowany, już nie mówiąc o tym, co wtedy mówię... Albo, że uprę się na coś i rzeczywiście wszystkie moje myśli są pochłonięte jedną konkretną wizją jakiejś sprawy, którą nawet ja sama zmienię, gdy mi przejdzie. Subiektywna myśl nie jest więc zbyt solidnym punktem oparcia poznania prawdy. Natomiast co do zgody grupy, może się zdarzyć, że pod wpływem jakiegoś konkretnego sposobu przekazywania informacji, nawet całe rzesze ludzi zaczynają myśleć podobnie (w epoce globalizacji jest to nawet bardzo prawdopodobne). Jakiś czas temu zapewne zostałoby to nazwane manipulacją. Obecnie jest raczej uznawane za wyraz współcześnie rozumianej wolności. Prawdą jest więc tutaj konsensus, pewna umowa polegająca na zgodnej opinii wielu osób. W takim przypadku rozminięcie się z rzeczywistością, chociaż zbiorowe, wręcz masowe, nie pozostaje być pomyłką.

Czy zdarza się to zawsze? Nie. Ale może się zdarzyć, zatem też nie tędy droga, by dojść do pewności prawdy. Zatem co? Co jest naprawdę prawdziwe?

Prawda to tożsamość naszego myślenia o rzeczywistości z samą rzeczywistością. Rzeczywistością zaś jest to, co istnieje, co ma byt. Tym zajmuje się ontologia, czyli filozofia bytu. Oczywiście na co dzień nie możemy iść przez świat badając co ma byt, a co go nie ma. Ale warto przynajmniej być świadomym, że taki poziom oglądu rzeczywistości istnieje i nie wypada wymyślać według swojego widzimisię, ale oprzeć się na tym, co mówią na ten temat eksperci. Przecież w każdej prawie dziedzinie opieramy się na autorytetach. Na przykład nie możemy się osobiście przekonać czy faktycznie Szwedzi najechali na Polskę w XVII wieku i wierzymy pani od historii (dlaczego miałaby nas okłamywać?). Podobnie jest z filozofią.

Podobnie a jednak inaczej. Rzeczywiście. Dzieje się tak dlatego, że fakt najazdu szwedzkiego jest informacją czysto teoretyczną, daleką, intelektualną. Obiektywna wiedza na temat rzeczywistości angażuje nas natomiast moralnie. Świadomość czegoś zamyka nam drogę do „udawania Greka”. Postępujemy w konsekwencji tego, kim jesteśmy, jak myślimy. Zatem jeśli myślimy trochę bardziej głęboko lub szeroko, nasze postępowanie będzie być może musiało się zmienić, bo inaczej stracimy wewnętrzną spójność. Nie mówiąc już o tym, że uznanie pewnych prawd wymaga otwartości, pokory a ta często odstrasza.

Poszukiwanie prawdy nie grozi w żaden sposób pluralizmowi. Więcej - faktycznie go buduje, ponieważ obiektywna prawda porządkując nasze subiektywne poznanie, otwierając wiele horyzontów, uświadamiając to, czego jeszcze nie wiemy, rozszerzając możliwości, dając czyste powietrze do życia wszystkim, nie tylko tym, którzy się ze swoimi poglądami przebiją na powierzchnię. Pluralizm rozumiany jako wielość opinii na wszystkie możliwe tematy jest pozbawiony fundamentu ontologicznego, jest produkowaniem pojęć bez pokrycia w rzeczywistości, jest – proszę wybaczyć, nie chcę nikogo obrazić – ignorancją.

W świetle powyższego nie trzeba już chyba wyjaśniać jak kuriozalnie wypada metoda obiektywizmu stosowana często w środkach masowego przekazu, polegająca na zestawieniu dwóch przeciwnych opinii na jakiś temat. Wynika stąd, że obiektywnie prawdziwe jest to, co ktoś twierdzi a kto inny neguje. Program (artykuł, audycja) jest wówczas rzekomo obiektywny, niezależnie od tego, na ile ma pokrycie w rzeczywistości.

Ciekawe byłoby też przeanalizowanie w powyższym kontekście rozumienia osoby, wolności, prawa, demokracji.

Ale czy filozofia to coś dla nas?

Katarzyna Zdrzenicka