Feminizm – nowa ideologia?

Analizy -

Dzisiaj kobiety są o wiele bardziej widoczne w życiu publicznym niż przed kilkudziesięciu laty. Uczestniczą w życiu politycznym, gospodarczym i kulturalnym, i - o ile się wypowiadają - na ogół ich głos jest słyszalny. Powierza się im ważne decyzje i już nie twierdzi się (zazwyczaj), że wskutek braków natury odznaczają się niewielkim rozumem i zależnością.

W rzeczywistości nie zawsze tak było. Powstała olbrzymia literatura, która pokazuje, jak lekceważone były kobiety we wszystkich okresach historii. Przyzwyczailiśmy się już do słuchania o wszystkich rodzajach niesprawiedliwości, które musiały znosić kobiety z powodu swojej płci. Być może wynika to z pewnej potrzeby okazania zadośćuczynienia. Nie wolno jednak zapomnieć tej prawdy, że źródła historyczne obejmują jedynie wąski, ograniczony wycinek rzeczywistości. Prawdziwe życie jest szersze, bogatsze i bardziej kolorowe. Kobiety nie tylko były poniżane, lecz także szanowane, nie tylko niedoceniane, ale i kochane. I odwrotnie, dla każdego jest jasne, iż także mężczyzna może być zraniony czy dręczony przez kobietę, i że to wciąż się dzieje i będzie się działo.

Wiele napięć między mężczyznami i kobietami ma charakter osobisty. Oczywiście nie można zaprzeczyć, iż istnieje swego rodzaju niedowartościowanie płci żeńskiej, widoczne także w pewnych konwencjach społecznych i prawach. Z tego powodu nie można odnosić się tylko z lekceważeniem czy potępieniem do założonego przed kilkudziesięciu laty ruchu feministycznego. (Zresztą zjawisko to jest typowe dla świata zachodniego). Lepiej postawić pytanie, jak w ogóle było możliwe, że doszło do jego powstania. Pierwszy problem, z którym trzeba się zmierzyć w traktowaniu kwestii kobiecej, brzmi: Jak mogło dojść do tego (mówiąc sloganowo), iż kobiety cierpią z tego powodu, że są kobietami?

Niesprawiedliwość wobec kobiet w świecie zachodnim

Na początku europejskiej historii kultury tak nie było. Dzieła Homera i Hezjoda, mitologia grecka i rzymska, także np. świat bogów germańskich, świadczą, że kobieta zajmowała swoje właściwe miejsce obok mężczyzny. Miała inne zadania niż mężczyzna, przez to jednak wcale nie była uważana za mniej wartościową. Niedocenianie kobiety było ludom germańskich zupełnie obce. Jak donosi Tacyt Germanie obdarowywali kobiety w prezencie ślubnym nie tylko ozdobami i kwiatami, lecz bydłem, ujeżdżonym koniem, także tarczą, dzidą i mieczem. Kobiety ze swej strony wnosiły w posagu również broń – co nie znaczy – że koniecznie uczestniczyły w walkach, chyba raczej dlatego, iż wspólnie z mężczyznami ponosiły odpowiedzialność za ród i własność (w razie konieczności zastępowały swoich mężów).

W orientalnych kręgach kultury (mniej więcej do granic Indii), przeciwnie, panowała (i panuje do dzisiaj) inna mentalność. Tutaj kobieta – rozpatrując czysto zewnętrznie – jest uważana za kogoś niższego. Starożytny Izrael, prowadzony przez Boga i pouczany w szczególny sposób, stanowił wyjątek. We wczesnym Izraelu kobieta była, stosownie do epoki, bardzo wysoko ceniona. Pojawiały się prorokinie i sędziowie-kobiety, które potrafiły wyjednać sobie posłuch: Debora, Judyta i Estera były czczone nawet jako wybawicielki narodu. Teolog Peter Ketter słusznie mówi, że ”pozycja, jaką zajmuje kobieta w danym narodzie, jest pierwszym stopniomierzem jego kultury”.

Jednak za czasów Chrystusa także Izrael już od dawna nie był wzorcem pod tym względem. Na przykład w domu miejsce kobiety znajdowało się nie obok mężczyzny, ale obok dzieci i niewolników. Wielokrotnie przytacza się modlitwę, którą Żyd miał codziennie odmawiać: „Bądź pochwalony Boże, że nie stworzyłeś mnie poganinem! Bądź pochwalony Boże, że nie stworzyłeś mnie kobietą! Bądź pochwalony Boże, że nie stworzyłeś mnie głupcem!” Studiowanie Tory (Księgi prawa Izraela) było przywilejem mężczyzn. Rabbi Eliezer, współczesny Apostołowi Janowi, oświadczył nawet: „Prędzej niech będą spalone słowa Tory, niż by je powierzono kobiecie”.

Wobec tej sytuacji radykalnie zmienia się pozycja kobiety przez wystąpienie Jezusa Chrystusa. Jezus pojednał ludzi z Bogiem i między sobą. Okazuje wielką wolność w obejściu z kobietami, wobec sztywnych konwencji społeczeństwa stanowionego przez mężczyzn. Całe Jego zachowanie wobec kobiet było proste, spontaniczne, bezpośrednie – było odblaskiem dobroci Boga, który kocha każdego człowieka „ze swej woli”1. W sposób całkiem odmienny od swego otoczenia Chrystus akceptował kobietę jako stworzenie w pełni równe mężczyźnie. Ludzie byli tym zdziwieni, zakłopotani, gorszyli się, sami uczniowie „dziwili się”2. Jednakże Chrystusa wcale to nie martwiło, ponieważ On przyszedł po to, by wyzwolić ludzi. Chrystus uznał kobiety całkiem naturalnie jako współpracowniczki w Swoim dziele Odkupienia. Rozmawiał z nimi o sprawach, których nie było wówczas zwyczaju omawiać z kobietami, i odkrywał przed nimi najgłębsze tajemnice Boże3. Kobiety ze swej strony okazywały szczególną wrażliwość wobec Syna Bożego. Od początku były Jego wiernymi towarzyszkami, pozwalały, aby Jego nowa nauka przeniknęła do ich umysłu i serca, i odpowiadały wiarą, która przez wszystkie przeszkody potwierdziła się przy Krzyżu. Kobiety stały się pierwszymi świadkami Zmartwychwstania. Wydarzenia wielkanocnego poranka rzucają jeszcze raz jasne światło na fakt, że Chrystus najpierw im powierzył swoją Boską prawdę i w ten sposób przywrócił im całkowicie godność4.

Po zasadniczym przewartościowaniu myślenia o kobiecie, które zawdzięcza się młodemu chrześcijaństwu, po licznych regresach i nowych impulsach w kolejnych wiekach kobiety poczuły się w czasach nowożytnych, właśnie w Środkowej Europie, coraz bardziej dyskryminowane. „Dyskryminacja” (łac. discriminatio = rozdział) oznacza: z porządku życia „odgranicza się” określoną grupę. Oznacza to, z jednej strony, że kobiety w porównaniu z mężczyznami mają nierówne szanse w wykształceniu i życiu zawodowym, z drugiej strony kieruje się pod ich adresem pewne uprzedzenia i ocenia się je według określonych schematów.

Dowodzą tego z całą wyrazistością niektóre wypowiedzi przedstawicieli Oświecenia. W ten sposób pisze Lessing (1729-81): „Kobieta, która myśli, jest równie obrzydliwa, jak mężczyzna, który się maluje”. Sami wiodący myśliciele jak Rousseau (1712-1778) i Kant (1724-1804), którzy tworzyli emancypacyjne idee nowoczesnego państwa i konstytucje społeczne, uznawali kobietę za nierozsądną, niesamodzielną i wychowywaną tylko dla mężczyzny. „Kobieta nie kocha w ogóle sztuk, nie zna się na żadnej i brak jej zupełnie geniuszu” – uważa Rousseau. Wypowiedzi Kanta na ten temat wydają się najpierw pełne nadziei: "Płeć piękna posiada rozum w tym samym stopniu co mężczyzna”, dalej mówi jednak: „tylko, że to jest piękny rozum, nasz powinien być głęboki. Lessing, Rousseau i Kant (także zresztą Nietzsche i Schopenhauer) mogą służyć jako przykłady pewnego kierunku myślenia, który wciąż panuje w niektórych kręgach.

Powstaje jeszcze raz pytanie, jak mogło dojść do takiego niedowartościowania kobiety, skoro zarówno dawna germańska (w ogóle zachodnia), jak i chrześcijańska myśl szły w zupełnie innym kierunku. Jak to jest możliwe, że wewnątrz kultury europejskiej, naznaczonej w sposób decydujący przez chrześcijaństwo, mógł się rozwinąć wizerunek kobiety, który poniża płeć piękną i pozbawia ją godności? Obok tego występowały niewątpliwie także inne obrazy kobiety, jednak nie można zaprzeczyć, że pewna „pogarda kobiety” była propagowana przez niektórych wpływowych myślicieli, a nawet próbowano ją podeprzeć naukowo.

Przyczyny tego są różnego rodzaju. Osobiste ograniczenia i słabości, a także tragiczne doświadczenia poszczególnych ludzi odgrywają tu z pewnością dużą rolę. W każdym razie trzeba zauważyć, że nie wszystko, co dzisiaj zniesławia się jako „pogardę dla kobiety”, jest nią faktycznie. Pewne zróżnicowane traktowanie ze względu na płeć nie musi oznaczać koniecznie niesprawiedliwości. (Nie można z dzisiejszym stanem świadomości, dzisiejszymi wyobrażeniami i pojmowaniem oceniać innej epoki!). Ponadto chciałabym zwrócić uwagę na tezę, o której obecnie się dyskutuje, i wyjaśnić, dlaczego kobieta w Europie także przez długie wieki była traktowana gorzej.

Misjonarze działający w Europie pochodzili bezpośrednio bądź przynajmniej pośrednio z narodów Orientu. To znaczy, że razem z wiarą chrześcijańską przekazywali także liczne orientalne wzory myślowe, które przejęli niektórzy teologowie, jako należące do Objawienia. Zanim w miejsce Starego Testamentu postawiono Nowy, przedstawiano jako wiążące, obecny tam patriarchalny porządek społeczeństwa i sposoby zachowania. W ostatnim czasie wprowadza się właśnie u narodów Afryki i Azji prawdziwą inkulturację Ewangelii, która nie miała miejsca w Europie. (Inkulturacja oznacza, że nie „wtłacza się” Ewangelii, niszcząc wszystko, co należy do własnej kultury i ma wartość, lecz pozwala się żyć młodym chrześcijańskim wspólnotom w swej specyficznej sytuacji, zgodnie z własną mentalnością. Naturalnie trzeba przy tym uważać, aby zasadnicze prawdy Objawienia przeniknęły rodzimą kulturę).

Według przedstawionej tutaj tezy wadliwe inkulturacje chrześcijaństwa i wzniosły wpływ orientalnych zwyczajów w Europie odpowiadają za to, że umacniało się coraz bardziej lekceważenie kobiety. Chciałabym w tym miejscu zrobić uwagę. Po pierwsze: Było i jest z pewnością wiele pogardliwych przesądów wobec kobiet. Te przesądy można znaleźć także u różnych teologów – i to we wszystkich wiekach chrześcijaństwa. Trzeba tylko poszukać, wówczas się znajdzie – a w ostatnim czasie wiele szukano! Jednak chodzi tutaj, mimo wszystkich przeciwnych zapewnień, o rozwój błędów, które istniały na marginesie społeczeństwa i Kościoła. We wszystkich czasach było wielu reprezentantów chrześcijaństwa, przekonanych o godności kobiety i skutecznie jej broniących. Jednakże im bardziej się oddalano od chrześcijańskiego myślenia – czy to wewnątrz, czy na zewnątrz Kościoła (jak w przypadku epoki oświecenia) – tym bardziej rozszerzało się pewne niedowartościowanie kobiety. Społeczeństwo w większości stawało się wrogie kobietom, im bardziej oddzielało się (świadomie bądź nieświadomie) od pierwotnej Dobrej Nowiny Chrystusa.

Ponadto uważam tę tezę za interesującą teorię, która chyba w niewielu przypadkach dotyczy historycznej rzeczywistości. Również w dawnym Cesarstwie Rzymskim kobieta nie miała praw wyborczych, także u ludów germańskich częściej niż mężczyzna zajmowała się wychowaniem dzieci. Napięć, które później wyniknęły z tej sytuacji, – przynajmniej w Środkowej i Północnej Europie – nie można tłumaczyć po prostu tylko wpływem kultury ludów Wschodu. Powstają one w każdym narodzie w momencie, gdy ocenia się bycie innym jako mniej wartościowe, a potem doświadcza się dotknięte tym grupy osób. Powstają konkretnie wtedy, gdy w zupełnie zmienionym świecie, nie chce się przyznać kobietom nowych zadań i funkcji. To jest problem naszych czasów.

Ruchy praw kobiet

To zrozumiałe, że były kobiety, które z powodu doznanego poniżenia, były zmuszone, aby protestować i działać na rzecz coraz wyraźniej uświadamianych swoich praw. Ruchy równouprawnienia kobiet występowały od 1789 roku. Warto podkreślić, że było to właśnie w czasie rewolucji francuskiej. Stanowiły kontynuację żądań praw człowieka, które nie powinny przecież przysługiwać tylko mężczyznom.

We wrześniu 1791 roku Olympe Marie de Gouges den Bürgern przedstawiła Deklarację praw kobiet, która została przekazana francuskiemu Zgromadzeniu Narodowemu do zatwierdzenia. Popierało ją wiele kobiet zorganizowanych w klubach kobiet. Określały się same jako ludzie i obywatelki, i definiowały swoje żądania polityczne i gospodarcze. Interesujący jest na przykład artykuł VII tej deklaracji, w którym mówi się: Dla kobiet nie ma żadnych szczególnych względów, będą skarżone i trzymane w więzieniu i traktowane, tak jak przewiduje prawo. Kobiety podlegają tak samo prawu karnemu, jak mężczyźni. Artykuł X precyzuje: Kobieta ma prawo być skazana na szafot. Kobiety nie chciały już dłużej być traktowane jak niepełnoletnie. Uznały nawet, że wolą podlegać karom, nawet karze śmierci, niż być uważane za nieodpowiedzialne i pozbawione wolności.

Faktycznie Olympe Marie de Gouges została stracona, jak i wiele znanych kobiet. Klub Kobiet został przemocą rozwiązany, a zgromadzenia kobiet zostały zakazane pod karą więzienia. Wydawało się, że ich przedsięwzięcie poniosło klęskę. Jednak kobiety nie poddały się. W Anglii w połowie XIX wieku zaangażowały się w tzw. “ruch przeciwko niewolnictwu”. Wyszły od tego, że zarówno im, jak i ówczesnym niewolnikom powinny przysługiwać prawa wyborcze i obywatelskie. W filozofie i ekonomiście Johnie Stuarcie Millu (1806-1873) znalazły wspaniałego zwolennika swoich idei.

W Niemczech problem kobiet sprowadzał się do problemu wychowania. Coraz bardziej uznawano konieczność kształcenia również dziewcząt. Wykształcenie jest nie tylko ważne dlatego, aby później móc kontynuować zawody poza pracami domowymi, ale także by rozwinąć w pełni swoją osobowość. Gdy człowiek uczy się samodzielnie myśleć, uczy się także być coraz bardziej wewnętrznie wolny i niezależny od publicznych opinii i mass mediów. Wzrasta duchowo i może łatwiej radzić sobie z własną sytuacją życiową i osobistymi nastrojami.

Kobiety nie chciały dłużej doświadczać szczególnej opieki i uwagi ze strony mężczyzn; uznały swoje prawo do własnego kształcenia i wykształcenia. Theodor Gottlieb von Hippel (1741-1796), urzędnik wysokiej rangi i pisarz z kręgu przyjaciół Kanta, który wstawiał się za publicznym równym traktowaniem kobiet, powiedział w ówczesnej dyskusji: “Wyświadczyć komuś dobro, jeśli mu się odebrało sprawiedliwość, oznacza deptanie nogami prawa naturalnego”.

Jednak jeszcze w 1883 roku w oficjalnym dokumencie stwierdzano, że dziewczęta nie są zdolne do studiów naukowych: “Prawem reguły jest, że dziewczęta wychodzą za mąż i w małżeństwie zdobywają wykształcenie. Także siostry, córki, opiekunki są kształcone przez braci, ojców, chorych i starców, gdy serdecznie troszczą się o nich”.

Pomimo tego ruch kobiet stale przybierał na sile. To zrozumiałe, że stawał się bardziej polemiczny. Rzeczniczki praw kobiet wywoływały sensację i sprzeciw, być może czasem trochę przesadzały. Jednak zasadniczo dążyły do czegoś na wskroś sprawiedliwego: do równych praw kobiet i mężczyzn.

Hedwig Dohm (1833-1919), jedna z głównych reprezentantek tego ruchu na przełomie XIX i XX wieku, pyta, co by się stało, gdyby Fryderyk Schiller przyszedł na świat jako “Fryderyka”. Prawdopodobnie jego talent nie mógłby się rozwinąć albo rozwinąłby się z wielkim trudem! Dla Hedwig Dohm pytanie o to, czy kobiety mogą, powinny czy wolno im studiować, jest tak samo bezcelowe, jak pytanie, czy człowiek może rozwijać swoje możliwości albo czy może używać nóg do chodzenia?

Ostatecznie na początku XX wieku we wszystkich krajach europejskich coraz szerzej zaczęto dopuszczać kobiety do matury i studiów wyższych. We Włoszech Maria Montessori wywalczyła nieco wcześniej studia medyczne dla kobiet. Jako pierwsza kobieta uzyskała tam w 1896 roku tytuł doktora medycyny.

Polityczne i społeczne równouprawnienie rozszerzyło się – przynajmniej zgodnie z prawem – w zachodnim świecie. Od 1918 roku kobiety uzyskały prawo wyborcze w Niemczech, Austrii i Anglii, dopiero od 1945 roku w Hiszpanii i od 1971 roku w Szwajcarii. Ruch równouprawnienia kobiet urzeczywistnił swoje zasadnicze cele w Europie i praktycznie się rozwiązał.

Feminizm

Jednak chociaż wydaje się, że ruch równouprawnienia kobiet odniósł powodzenie, można postawić pytanie, czy faktycznie nasze społeczeństwo wystarczająco szanuje godność kobiety. Kino, teatr, literatura i sztuki wizualne mówią innym językiem. Poprzez mass media i w ofertach rozrywki nadal zagraża kobiecie poniżenie, które jest o wiele głębsze niż te, które zdarzały się i zdarzają z powodu niesprawiedliwości politycznej i społecznej. Często same kobiety nie dość to rozumieją, a nawet przyczyniają się do tej sytuacji i w końcu ją umożliwiają. Podczas gdy z jednej strony proklamuje się głośno prawa podstawowe, próbuje się z drugiej strony, ograniczyć kobietę do bytu niegodnego człowieka i często traktuje się ją bardziej jako “przedmiot”, niż samodzielną osobę. Jeszcze wciąż tam, gdzie głównym zainteresowaniem są tylko zewnętrzne zalety, pierwszoplanowe przewartościowanie kobiety idzie w parze z najwyższą pogardą.

Zmiany społeczne nie mogą rzeczywiście uwolnić kobiety, jeśli nie są osadzone w duchowym przewrocie. Jednak ten przewrót jeszcze się nie dokonał. Wydaje się także utrudniony przez hedonistyczne postawy zasadnicze, które spotyka się w dużej mierze w społeczeństwach. Postawy zasadnicze nie są związane z płcią i w równej mierze występują u kobiet, jak i u mężczyzn.

Jednak nie da się zaprzeczyć, że także w ruchu feministycznym mają miejsce zjawiska przesadne – być może jako reakcja na wielkie zranienia. Dlatego w żadnej mierze nie można traktować dzisiejszego feminizmu w jego radykalnej formie jako uprawnioną kontynuację ruchu równouprawnienia kobiet. Bardzo niewiele ma z nim wspólnego. W gruncie rzeczy nie zasadza się na problematyce równouprawnienia kobiet, która – jak przyznają same ekstremalne feministki – dla nich tu i teraz prawie już nie istnieje.

Po części dzisiejszym feministkom nie chodzi wyłącznie o prawne i społeczne równouprawnienie kobiet, lecz o jednakowość płci. Żądają zupełnego usunięcia – jak to nazywają – tradycyjnego podziału ról mężczyzny i kobiety i odrzucają niejednokrotnie macierzyństwo, ale przede wszystkim wyraźnie małżeństwo i rodzinę. Przy tym opierają się na poglądach Simone de Beauvoir (1908-1986), znanej towarzyszce życia Sartre’a. Traktuje się ją słusznie jako prekursorkę feminizmu XX wieku, której wpływu nie można nie docenić. Beauvoir ostrzega nawet przed “przypadkiem macierzyństwa”, który odbiera kobietom wolność i szansę rozwoju. Zatem gdy kobieta ma dziecko lub nawet więcej dzieci, nie jest już tak niezależna, jak przedtem. Każdy wie, ile pracy przysparza dziecko. Kobieta jest wówczas “związana” i nie może konkurować z mężczyzną na polu zawodowym. Przeszkadza to w jej karierze. Dlatego, jak żądają radykalne feministki, kobieta powinna wyzwolić się z pęt swojej natury. Jej zachowanie musi bazować na tzw. nowej etyce, co oznacza: wszystko jest dozwolone, wszystko, co tradycyjne można z zasady kwestionować, także naturalne stosunki międzyludzkie, które wyrażają się w małżeństwie i rodzinie. Konkretnie uzewnętrznia się to w szerzeniu stosunków lesbijskich, w żądaniu wolnej aborcji, w przeniesieniu wychowania dzieci na społeczeństwo i – jako daleki cel – na zastąpieniu ciąży przez sztuczne rozmnażanie ludzi. Autonomia i możliwość uznania uważane są często za najwyższe wartości. (...)

Dzisiejszy feminizm jest w dużej części produktem europejskiej rewolucji studenckiej 1968 roku. Podczas tych ruchów niektóre studentki czuły się zdominowane przez kolegów, uwolniły się od nich i założyły tzw. “rady kobiece” na uniwersytetach. Według wzoru “rad kobiecych” w wielu miastach niemieckojęzycznych (z wyjątkiem ówczesnego NRD) zakładano “autonomiczne grupy kobiet”. Wszystkie one żądały “samorealizacji kobiet”, a to oznaczało usunięcie prawa zakazującego aborcję i uwolnienie od zależności od mężczyzny i dzieci. Pojęcie “feminizm”, w znaczeniu używanym dzisiaj, oznacza faktycznie często uwolnienie od więzów natury (...) W słowniku języka niemieckiego w takim sensie istnieje dopiero od 1980 roku. Pokazuje to, jak młody jest ten ruch, i jak szybko rośnie w siłę.

Ruchy kobiet trudziły się, aby stworzyć kobietom uznaną wolną przestrzeń, w której mogłyby rozwinąć to, co odpowiadało ich istocie i uzdolnieniom. Tymczasem w radykalnym feminizmie chodzi o to, żeby to, co zostało przewidziane przez naturę, z własnej woli „korygować” i sfałszować. Idea jest rewolucyjna, cele są radykalne. Ekstremalna gałąź feminizmu głosi całkowitą zmianę człowieka i tradycyjnego porządku społecznego, Stąd często jest określana jako najwyższy punkt nowoczesnej rewolucji antychrześcijańskiej. Marcuse, jeden z bardziej znanych filozofów socjalistycznych w Niemczech, nazwał feminizm słusznie ”być może najważniejszym i potencjalnie najbardziej radykalnym ruchem, jaki mamy”. (...)

Równi w różnorodności

Przede wszystkim mężczyzna i kobieta są naturalnie równi w swoim człowieczeństwie. To stwierdzenie stanowi konieczną przedmowę dla wszystkich dalszych wypowiedzi na temat płci.

W opisie stworzenia w Księdze Rodzaju (1,27) mówi się niedwuznacznie, że Bóg stworzył człowieka – mężczyznę i kobietę – na swój obraz i podobieństwo. To oznacza, że obydwie płci są wspólnym obrazem początku, godność obu jest ugruntowana w Bogu. Obydwie mają tę samą podstawę istnienia, są obdarzone rozumem i wolne, obydwoje otrzymali jako wspólne zadanie kształtowanie ziemi i obydwoje posiadają największą bezpośredniość z samym Bogiem. Zarówno mężczyzna jak i kobieta są, mówiąc po chrześcijańsku, kochani przez Boga z Jego własnej woli, i właśnie na tym polega ich godność. (Podwójne zadanie, aby panować nad światem i być płodnym, jest skierowane do obojga – a nie pierwsza część do Adama, a druga do Ewy.)

Z tego powodu Księga Rodzaju podkreśla, że mężczyzna i kobieta są przeznaczeni do tego, aby być „dla drugiego5. Jeśli chodzi o „pomoc”, mowa jest o tym w innym miejscu (2,18-25), chodzi naturalnie o wzajemność: mężczyzna jest pomocą dla kobiety, a ta jest pomocą dla mężczyzny. Obydwoje mogą „wspomagać się” w szczęśliwym życiu, w określony sposób uzupełniać się. Gdyż ich człowieczeństwo jest naznaczone w różny sposób – przy całkowicie równym stopniu i równej godności. Opis stworzenia świadczy, że różnica płci istnieje od początku. Nie jest nieistotna czy późniejsza, nie jest tylko wyrazem społecznego piętna, lecz pochodzi z zamysłu samego Stworzyciela, z woli Bożej na istnienie kobiety i mężczyzny. Płciowość nie jest zatem jedynie warunkiem, którego mogłoby zabraknąć, i nie jest także jakąkolwiek rzeczywistością, która byłaby ograniczona jedynie do obszaru cielesnego. Mężczyzna i kobieta uzupełniają się w swojej cielesno-psychiczno-duchowej naturze. Obydwoje posiadają wartości, które są im właściwe, i jedno przewyższa drugie w swoim zakresie, co faktycznie wciąż potwierdzają badania z zakresu psychologii i medycyny.

Najbardziej konkretna, oglądalna i odczuwalna inność mężczyzny i kobiety nie może być zniwelowana ani zaprzeczona. Poczucie różnicy jest według Jorga Spletta nawet „miernikiem uszlachetnienia człowieka w ogóle”. Splett przytacza w związku z tym stare chińskie przysłowie, które mówi, że mądrość zaczyna się od tego, by podarować drugiemu swoją inność. Nie harmonia pozbawiona różnic, lecz zdrowe napięcie między biegunami, czyni życie interesującym i bogatym.

Naturalnie nie ma „tego” mężczyzny i „tej” kobiety, jednak są różnice w podziale określonych zdolności. Jeśli nie można stwierdzić jedynej psychologicznej czy duchowej różnicy, która przypisana byłaby wyłącznie do płci, przecież są cechy, które szczególnie często i wyraźnie występują u mężczyzn, i inne, które przede wszystkim dominują u kobiet. Wymienić je, to nadzwyczaj trudne zadanie. Czasem stawiałam sobie pytanie, czy w ogóle jest możliwe pewnego dnia z naukową dokładnością powiedzieć, że coś jest „typowo męskie” albo „typowo kobiece”, ponieważ obydwa wielkie czynniki kształtujące - natura i kultura są ściśle złączone ze sobą. Jednak jest odczuwalnym i rozpoznawalnym faktem dla każdego człowieka, także niewykształconego, że mężczyźni i kobiety w różny sposób doświadczają rzeczywistości, podejmują zadania, odczuwają, planują i reagują.

Z wielu przykładów, które wciąż się przytacza, chciałabym wymienić tylko jeden. Naukowcy zaobserwowali, że już w wieku niemowlęcym dziewczynki przejawiają większe zainteresowanie społeczne niż chłopcy. Według znanych badań chłopcy w wieku niemowlęcym reagują w pierwszych tygodniach wyraźniej na bodźce wzrokowe, podczas gdy dziewczynki są bardziej zainteresowane głosem i dotykiem. Psychologowie twierdzą, że są to pierwsze skutki znanego od dawna faktu, że u mężczyzn szczególnie rozwinięta jest wyobraźnia przestrzenna, dla kobiet zaś są ważne kontakty międzyludzkie.

Specyfika kobiety

Według danych statystycznych niektóre zdolności występują częściej u mężczyzn, inne raczej u kobiet. Jednak nie mówi to naturalnie nic o konkretnym mężczyźnie albo konkretnej kobiecie. Jeśli niektóre cechy szczególnie często można znaleźć u mężczyzn, to mogą one również w konkretnym przypadku być bardzo zauważalne u niektórych kobiet, i odwrotnie. Gdyż każdy człowiek ma swój indywidualny charakter i predyspozycje, w tym zdolności artystyczne, techniczne, naukowe, społeczne czy praktyczne. Obydwie płci są zasadniczo zdolne do każdego działania fizycznego czy duchowego, chociaż niektóre łatwiej przychodzą kobietom, a inne mężczyznom. Ponieważ sprawności duchowe – intuicja i odnoszenie się do osób z jednej strony, obiektywizm i uniwersalność myślenia i planowania z drugiej – nie są rozdzielone wyłącznie dla mężczyzn lub kobiet. Nie są im przyporządkowane w sposób „albo-albo”, lecz silniejszym tendencjom wewnątrz wspólnego duchowego wyposażenia.

Byłoby rzeczą niesprawiedliwą budowanie „obrazu kobiety” według różnicującego podziału, który brzmi jak stara płyta: mężczyzna jest racjonalny, aktywny, dominujący; kobieta jest sentymentalna, bierna, oddana. Także kobieta opanowała skomplikowaną technikę, i także mężczyzna jest przeznaczony do urzeczywistnienia się w wychowaniu dzieci, które nie jest sprawą specyficznie kobiecą, lecz sprawą miłości.

Równe zdolności duchowe mężczyzny i kobiety uprawniają żądanie kobiet do publicznej odpowiedzialności. Ze strony mężczyzny wymaga się tutaj prawdziwej umiejętności przyjęcia osiągnięć kobiety. Te nie pomniejszają jego własnej wartości, lecz podnoszą wartość człowieczeństwa. Szczególne kobiece zdolności, jak choćby spełnianie życzeń i łagodzenie przeciwnych opinii, zdolność wczuwania się i poczucie taktu, mogą przyczynić się skutecznie do humanizacji świata pracy, która jest w naszych czasach tak bardzo zagrożona (i stała się już przysłowiowa).

Tego czegoś szczególnego dla kobiety i mężczyzny na pewno nie można widzieć w ich własnych talentach. To, co jest dla nich specyficzne, można ująć najściślej w darze macierzyństwa i ojcostwa. Tylko mężczyzna może być ojcem, tylko kobieta może być matką. Jednak też gdy mężczyzna i kobieta razem uczestniczą w powstaniu nowego życia, istotnie kobieta angażuje się bardziej w rodzicielstwo niż mężczyzna. Występuje to szczególnie w stadium prenatalnym, w czasie którego szereg fizycznych i psychicznych energii kobiety jest absorbowanych przez jeszcze nienarodzone dziecko. Mężczyzna, chociaż jest ojcem, znajduje się wciąż „poza” procesem ciąży i urodzenia i bierze w nich udział tylko przez swoją żonę. Wnosi do wspólnego rodzicielstwa z początku o wiele mniej niż kobieta, dlatego musi być świadomy, że ma szczególne zobowiązania wobec swojej żony. Papież Jan Paweł II mówi nawet, że w tym aspekcie mężczyzna jest „dłużnikiem” kobiety6. Chodzi o to, żeby okazał się solidarny wobec kobiety, żeby zbudować rzeczywiste partnerstwo – a to oznacza dla małżonków: zaufanie i żywą relację, zainteresowanie dla drugiego i wspólne rozwiązywanie występujących problemów we wspólnej odpowiedzialności.

Dlatego też macierzyństwo nie jest tylko procesem psychologicznym. Jest o wiele bardziej rzeczywistością, która obejmuje wspólny byt i zachowanie kobiety od podstaw i także odpowiada psychofizycznej strukturze kobiecości. Przez macierzyństwo kobieta posiada bardzo wewnętrzną łączność z tajemnicą życia, które dojrzewa w jej łonie. Ten jedyny w swoim rodzaju kontakt z nowym człowiekiem tworzy równocześnie dystans wobec wszystkich ludzi, którzy najgłębiej dotykają osobowości kobiety. Ogólnie wyraża się to w jej naturalnej skłonności do wnoszenia w stosunki interpersonalne czegoś konkretnie-ludzkiego.

To oznacza: kobieta posiada szczególny dar, aby w masie ujrzeć coś pojedynczego i to wspierać. Ma wyjątkowy zmysł do konkretu. Bóg zawierzył jej w szczególny sposób człowieka7.

Życie nie polega tylko na planowaniu wielkich projektów, lecz składa się z tysięcy drobiazgów, które trzeba pokonać, aby dokonać czegoś wielkiego. Człowiek byłby zagubiony w świecie, gdyby nie miał po swojej stronie kogoś, kto mu pomaga odnaleźć się w „wielkiej” rzeczywistości. Kobieta ma więc wyjątkowy dar, by doprowadzić do rozwoju konkretnego życia; i tu ujawnia się jej szczególne powołanie – żeby indywidualność nie zginęła w ogóle i żeby zestresowany człowiek w świecie „zimnych” mechanizmów i urządzeń mógł się jeszcze czuć dobrze – to jest przede wszystkim zadanie i osiągnięcie kobiety.
Naturalnie nie można dowieść, że kobiety stworzyłyby „automatycznie” świat bardziej ludzki niż mężczyźni. Ostatecznie świat może się zmienić, jeśli obydwoje - mężczyzna i kobieta będą wspierać nową kulturę, w której na nowo będą zrozumiane i przeżywane „miłość”, „oddanie”, „bycie dla drugiego”8, która może być istotnie ubogacona przez wkład kobiety9. Z pewnością mężczyzna także troszczy się o ludzkość, jednak ma on z natury większy dystans do życia, może się tutaj wiele nauczyć od kobiety. Służy to przede wszystkim jego ojcostwu i dotyczy w szczególnej mierze okresu po urodzeniu dziecka10.

Zakończenie

  1. Trzeba koniecznie bronić równej godności i równorzędności obydwu płci. Zajmujący się prawodawstwem w świecie powinni jasno i jednoznacznie opowiedzieć się za równymi prawami dla kobiet: adekwatnym wykształceniem, równouprawnieniem politycznym i społecznym, pracą w warunkach godnych człowieka. Zostało to już wprawdzie osiągnięte w dużej mierze w świecie zachodnim, ale w krajach Trzeciego Świata jeszcze nie. Także tam, gdzie kobieta jest formalnie równouprawniona, jest jeszcze wiele do zrobienia, aby wykorzenić stereotypy i uprzedzenia.
  2. Trzeba odmawiać popierania i pomocy radykalnym nurtom feministycznym. Nawet gdy głosi on wspieranie kobiet, naprawdę niszczy je bardzo głęboko. Gdyż jedność i równa wartość kobiety i mężczyzny nie niweluje różnorodności. Naturalnie cechy kobiece (a także męskie) są do jakiegoś stopnia zmienne, ale nie mogą się zupełnie zmieniać. „Jest to jakaś pozostałość determinizmu…, jeśli nie można już znieść siebie bez konwulsji i samozaparcia”. Ani kobieta, ani mężczyzna nie mogą występować przeciwko swej naturze, nie unieszczęśliwiając się przy tym. Dlatego feminizm daje fałszywą odpowiedź na doznaną niesprawiedliwość, zamiast leczyć choroby i zranienia, wydaje się je jeszcze pogłębiać.(…)

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Oddzieliłam ruch równouprawnienia kobiet od feminizmu, aby wyraźnie wskazać, że mają swoje podstawy w odmiennym obrazie świata i człowieka. Żądania praw dla kobiet są zgodne ze świadomością chrześcijańską, co więcej, są uprawnione od czasów chrześcijaństwa. Ponieważ Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę, dał obojgu tę samą wolność i tę samą godność, i przeznaczył ich oboje do panowania nad widzialną naturą. Niestety doszło do rozłamu między człowiekiem a Bogiem i wskutek tego – nastąpiły trudności w stosunkach międzyludzkich. Uciskanie kobiet, które miało miejsce potem, ukazuje fałszywy rozwój społeczeństwa, który koniecznie trzeba poprawić. Trzeba go zwalczać wszelkimi siłami, czemu błogosławił Papież Jan Paweł II. Z kolei roszczenia feministyczne uważają człowieka nie za dzieło Boże, a raczej za produkt przypadku czy autoprojekt. Opierają się na ateistycznym egzystencjalizmie, który Simone de Beauvoir przeniosła na byt kobiecy, i propagują go na całym świecie grupy marksistowskie i neomarksistowskie. Człowiek, gdy wstępuje w życie, tak podkreślają te grupy, widzi się w określonych okolicznościach społeczno-kulturowych i ekonomicznych, może (i musi) zająć stanowisko, aby jego Ja poszerzyło ograniczone możliwości i aby ostatecznie robił to, co chce. Przy tym nie jest wobec nikogo zobowiązany, tylko wobec siebie. Nie zna Stworzyciela, transcendentnego sensu, dalszego życia po śmierci. Z tej perspektywy byt na tej ziemi nie może być naturalnie pogodnie przyjęty. Staje się przymusową i ostatecznie wątpliwą próbą samospełnienia się, “urzeczywistnienia się”. To zrozumiałe, że przy tym “wszystko wolno”, co służy realizowaniu własnych planów i idei, zadowoleniu bezpośrednich potrzeb – któż bowiem miałby tego zabronić?

Trudność polega na tym, że obydwa kierunki przedstawione tutaj skrótowo, które u podstaw są sobie przeciwstawne, prawie wszędzie występują razem. Już w samych ruchach praw kobiet były panie o poglądach radykalnie feministycznych. Dzisiaj również jest wiele kobiet, które wszędzie na świecie występują o sprawiedliwe uznanie swej godności, walczą ofiarnie o równouprawnienie we wszystkich obszarach życia społecznego, nie posługując się przy tym retoryką radykalnie feministyczną. Jednak w prawie każdej debacie, w prawie wszystkich tezach i programach mieszają się tak konieczne żądania praw człowieka dla kobiet z myśleniem radykalnie feministycznym. Różne, same sprzeczne ze sobą wymagania pojawiają się w tak wielu ludzkich sercach, w środowiskach i partiach – nawet w teologii. Dlatego trzeba rozróżnić, co w każdym oddzielnym przypadku jest wśród tych zdań uprawnione, a co nie jest do zaakceptowania z chrześcijańskiego punktu widzenia.

Jako wniosek można stwierdzić: emancypacja w każdym razie – bez przesądów i stereotypów, bez ograniczających tradycji i zbyt wąskich form życia – ale nie od wartości etycznych i więzi międzyludzkich, a także nie od źródeł Objawienia. „Samowyzwolenie” kobiety nie może polegać na tanim zrównaniu z mężczyzną. Trzeba dążyć do czegoś o wiele droższego, wartościowego, a także trudniejszego: o samo przyjęcie kobiety w jej inności, w jej wyjątkowości jako kobiety, „celem emancypacji jest przeciwstawić się manipulacji, nie być produktem, lecz oryginalnością”, mówi biskup Kamphaus. Właśnie w opozycji do powszechnych trendów ochroni się własną wolność. Prawdziwa promocja kobiety uwalnia nie „od” odrębności lecz „ku niej”. Dlatego obejmuje dowartościowanie macierzyństwa, małżeństwa i rodziny. Jeśli walczy się przeciwko przymusowi społecznemu, który wyklucza kobiety z wielu zawodów, dlaczego unika się zatem walki przeciw występującemu dzisiaj w subtelniejszej formie uciskowi, który mami kobiety, że tylko poza rodziną znajdą spełnienie?

Dzisiaj wiele kobiet zdaje sobie sprawę, że nie można być wolnym poza podstawą własnej natury, że płeć, bardziej niż przywilej czy dyskryminacja, wciąż oznacza szansę samorozwoju. Kolejno opowiadają się za tym, że wspieranie kobiety nie może odnosić się tylko do obszaru pozadomowego. Nie wolno, przy całym uznaniu jej uprawnień, czynić z kobiety czynnej zawodowo ideału kobiecej samodzielności, w przeciwnym razie powstaje społeczny przymus, który szkodzi tak kobietom, jak i mężczyznom i nierzadko rodzinie.

I dawniej i obecnie rodzina jest jednym z najważniejszych zadań kobiety. Specyficzny wkład, który tutaj wnosi, musi być uwzględniony w pełni w prawodawstwie i w końcu uhonorowany także pod względem finansowym i społeczno-politycznym11. Współpraca na tym polu z prawodawcami powinna być nie tylko uważana za prawo, ale obowiązek kobiety.

Najlepszym programem harmonijnego współżycia płci wydaje się chrześcijańskie rozumienie człowieka (mężczyzny czy kobiety). Tak jak grzech zniszczył więź między płciami, tak łaska może stworzyć nową harmonię między nimi. Ich relacje będą o tyle piękniejsze, o ile większa jest ich bliskość Boga. Jako chrześcijanie mężczyzna i kobieta nie chcą być niezależni, ale samodzielni; mogą wzajemnie się uznawać i przyjaźnić. A w końcu obydwoje mogą żyć razem w równouprawnieniu, we wspólnej odpowiedzialności za przyszłość naszego świata.

Jutta Burggraf

(W tłumaczeniu pominięto rozdział dot. feminizmu w Kościele W związku z tym pojawiła się konieczność zmiany tytułu.)

Przypisy:

1 Por. Jan Paweł II, List Apostolski Mulieris dignitatem, 15.08.1985, nr 13.
2 J 4,27.
3 Por. J 4,7-26.
4 Por. Mulieris dignitatem, nr 16.
5 Jan Paweł II, List Apostolski Mulieris Dignitatem, 15.08.1985, nr 7.
6 Tamże, nr 18.
7 Tamże, nr 30.
8 Tamże, nr 18.
9 Tamże, nr 30.
10 Tamże, nr 18.
11 Por. Jan Paweł II, Encyklika Laborem exercens, 14.09.1981, nr 19.

zdjęcia: www.sxc.hu i deviantart.com