Edukacja historyczna wyzwanie na dziś...

Historia -

/site/assets/files/2477/1012991.250x0.jpgCzęsto patrzymy na historię, jako na balast uniemożliwiający rozwój, obarczający nas i nasze dzieci zbędnymi stereotypami uprzedzeniami i kompleksami. Starają się nas o tym przekonać media, politycy, ludzie promujący „nowoczesną” edukację, ba nawet niektórzy duchowni...

Jednak trzeba pamiętać, że możliwe jest zupełnie inne podejście do historii. Historia bowiem – i nasza świadomość na jej temat - to także jedyne źródło naszego ludzkiego doświadczenia – kumulowanego od pokoleń, które odpowiednio zinterpretowane, przemyślane, może służyć nam i naszym dzieciom do radzenia sobie z otaczającą nas rzeczywistością, do unikania powtarzania wciąż tych samych błędów...

Szczególną odpowiedzialność za rozsądne zapoznawanie dzieci z dziejami świata i Ojczyznę ponosi szkoła. Jednak musimy zdawać sobie sprawę, że polski system edukacyjny, jako całość, po 1989 r. rozwija się w radykalnie „antyhistorycznym” kierunku. Kolejne reformy, zmiany i ulepszenia edukacyjne dokonują stopniowej marginalizacji edukacji historycznej, jako nieżyciowej i konserwatywnej, pozbawionej użyteczności praktycznej w życiu, utrudniającej dialog międzykulturowy etc..

Osoby odpowiedzialne za polską edukację zamiast skoncentrować wysiłki na „rekonstrukcji” rozumienia polskiego dziedzictwa narodowego z perspektywy wyzwań i potrzeb związanych z odzyskaniem wolności i własnego państwa (a bez wątpienia było i jest to konieczne), postawiły raczej na osłabienie związków między młodym pokoleniem Polaków – a więc naszymi dziećmi – a dziedzictwem historycznym narodu.

Kierunek forsowany przez edukacyjną władzę publiczną w naszym kraju został obrany z dwóch zasadniczych powodów:

− po pierwsze: z inspirowanej postmodernizmem obawy przed silnymi tożsamościami, które kłócą się rzekomo z wolnością człowieka i ograniczają jego rozwój;

− po drugie: elity polskie chętnie dostosowywały i dostosowują się do oczekiwań zewnętrznych ośrodków wpływu w sferze formułowania świadomości zbiorowej. Cechowało je zbyt często swoista służalczość i nie tylko członkowie naszych elit spełniali te sformułowane przez naszych „sojuszników” i „patronów” oczekiwania, ale nawet usiłowali je uprzedzać (ostatnim przykładem takiego żenującego służalczego zachowania była kwestia zaniechania obchodów rocznicy 150-lecia powstania styczniowego z obawy o stan stosunków polsko-rosyjskich, na szczęście skorygowana pod naciskiem opinii publicznej).

Zamiast więc „przebudowy” tradycji pod kątem nowych wyzwań, jakie rzeczywistość postawiła przed Polakami, wymagającej sporego wysiłku – podjęto łatwiejsze działania mające na celu tej tradycji zniszczenie...

Tym większa odpowiedzialność za edukację historyczną spada na rodziców i dom, a także instytucje społeczne. Powinniśmy świadomie uczyć siebie i nasze dzieci historii – zarówno w wymiarze rodzinnym, jak i narodowym - nawet jeśli system edukacyjny nam to utrudnia.

Przynajmniej z czterech powodów:

a) Jeżeli chcemy porozumieć się z naszymi dziećmi chowanymi w dobie zmiany cywilizacyjnej, jeśli chcemy je rozumieć i samymi być przez nie rozumiani, musimy nauczyć je kodu kulturowego naszego narodu, naszej rodziny, musimy bowiem dać im kod wspólny i dla nas i dla nich, umożliwiający wzajemne zrozumienie (choć oczywiście go nie gwarantujący). A do tego niezbędna jest – zwłaszcza w przypadku Polaków - literatura i historia.

b) Jeśli naszym dzieciom chcemy zapewnić lepszą przyszłość - szanse na lepsze życie - musimy zdać sobie sprawę, że zależy ona nie tylko od przyjętej przez nas strategii ich indywidualnego rozwoju (wykształcenia, umiejętności praktycznych, nawet formacji duchowej). To nie wszystko - ich los to także los wspólnoty – narodu, w którym żyją i od którego zależą. W związku z tym, aby polepszyć jego szanse rozwoju musimy go wzmocnić, poprzez rzetelną świadomość historyczną zdobytą poważnym wysiłkiem edukacyjnym.

c) Jeżeli chcemy uczyć nasze dzieci bezinteresowności, ducha służby, solidarności – uczynić z nich ludzi w pełnym tego słowa znaczeniu, musimy wesprzeć je przykładami z przeszłości, które będą mogły naśladować i które będą im przypominać, że oczekiwane przez nas postawy są możliwe do realizacji. Przykłady te muszą czerpać ze swej wiedzy o przeszłości.

d) Jeżeli chcemy naszym dzieciom dać perspektywę i doświadczenie, które pomogą im poradzić sobie w każdych okolicznościach życiowych - zarówno w wypadku życia przez nie w czasach spokoju i dostatku, jak i w czasach burzliwych i niespokojnych, a może nawet w czasach dramatycznych wyzwań (a przecież nie jesteśmy w stanie zagwarantować im ze stuprocentową pewnością na przyszłość warunków jedynie pomyślnych i dostatnich), powinniśmy uświadomić im zmienność historycznych kolei i wskazać na przykłady osób, które zdołały przetrwać nawet najtrudniejsze warunki godnie i zachowując wierność własnym ideałom. Jest to jak się wydaje niemożliwe bez stosownej perspektywy historycznej uzyskanej dzięki rzetelnej edukacji w tej dziedzinie.

Na koniec oddajmy jeszcze głos bł. Janowi Pawłowi II, największemu polskiemu autorytetowi ostatniego stulecia. Pod koniec swojej pielgrzymki do Polski w 1979 r. wypowiedział on do nas – swoich rodaków – takie oto słowa:

„Proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym, − abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, − abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy”.

Te słowa doskonale pasują do edukacyjnego wyzwania jakie stanowi edukacja historyczna nas wszystkich.

Paweł Skibiński