Delikatność

Savoir-vivre -

Porozmawiamy dziś o dobrych manierach i o delikatności. Jesteśmy winni delikatności pewną rekompensatę: nie otrzymuje się za nią nagrody; mogłaby się uważać za zapomnianą. Czasem pada zarzut, że nie uczymy się jej w szkołach, ale poważne osoby zapewniają, że nauczanie w szkołach nie pozostawia nic do życzenia: trzeba gdzie indziej szukać dobrych manier, ułożonego zachowania, sztuki uprzejmości i stawania się prawdziwym dżentelmenem. Postawmy zatem, moi drodzy przyjaciele, pytanie, na czym polega prawdziwa delikatność? Czy można się jej wyuczyć jak lekcji, czy raczej w umyśle nakarmionym intensywną nauką nie ma dla niej miejsca? Może jest to jakby perfumowanie zamkniętego kwiatka? Wszystko zależy od tego, jak rozumie się delikatność.

Wiele osób wyobraża sobie, że delikatność polega na tym, że mówi się “dzień dobry”, że człowiek kłania się z wdziękiem, że skrupulatnie przestrzega się tysięca różnych protokolarnych przepisów, wymaganych z taką samą naiwnością co przekonaniem. Jeśli na tym polegałaby cała delikatność, byłoby to denerwujące, ponieważ oznaczałoby, że dzikus może się uważać za co najmniej równie delikatnego jak my. Czasem ton, jakim mówimy „jak się pan/i miewa?” daje wystarczająco do zrozumienia, że zdrowie tej osoby w ogóle nas nie interesuje. Nie sądzicie, że coś takiego nie byłyby tolerowane w społecznościach na wpół dzikich? Ludzie bardziej cywilizowani nie zawsze okazują się bardziej uprzejmi.

Warto byłoby zobaczyć, czy uprzejmość i delikatność to jedno i to samo. Mam co do tego wątpliwości. Spotykacie z pewnością osoby bardzo ceremonialne, które dysponują wieloma formami grzecznościowymi, nisko się kłaniają, uprzejmie uśmiechają, a które nie są delikatne. Nieskończone środki ostrożności, którymi się otaczają rozmawiając z wami, zdają się być obliczone na to, aby trzymać was na dystans. Ich dobre maniery to lakier, który tak jak świeżo pomalowane drzwi, nie pozwala się przybliżyć. Nie czujecie się dobrze w ich towarzystwie; zdajecie sobie sprawę z ich egoizmu i obojętności. Bardzo szybko zaczynacie negatywnie interpretować wszystko, co mówią i co czynią: jeśli się uśmiechają, myślicie, że to z litości, jeśli podzielają wasze zdanie, to żeby się was pozbyć, jeśli odprowadzają do drzwi, to żeby się upewnić, że wyszliście. Nie chcę powiedzieć, że należy zrezygnować z form uprzejmości. Nie branie ich pod uwagę byłoby oznaką złego wychowania. Nie mogę jednak przyjąć, że gotowe formy, których uczymy się na pamięć i bez wysiłku, których może przestrzegać zarówno głupiec jak i mądry, miałyby być ostatnim słowem delikatności.

Czym ona zatem jest? Jak możemy ją zdefiniować?

Każdy z nas posiada osobiste predyspozycje, które ma z natury, oraz nawyki, które zawdzięcza otrzymanemu wychowaniu, wykonywanej pracy, zajmowanej w świecie pozycji. Owe nawyki i owe predyspozycje są w większości dostosowane do okoliczności, których są owocem: to nasza osobowość. Nie ma dwóch takich samych osób, a różnorodność charakterów, tendencji, nabytych nawyków jest tym większa, im więcej pokoleń mamy za sobą i im bardziej rozwija się cywilizacja.

Różnorodność nawyków i predyspozycji to dobrodziejstwo, ponieważ jest to wynik postępu społecznego, jednak ma też swoje złe strony. Sprawia bowiem, że nie rozumiemy się wzajemnie dobrze w małych rzeczach, że czujemy się nieswojo, kiedy wychodzimy poza nasze zwykłe zajęcia. Jednym słowem rozczłonkowanie dziedzin życia, które zacieśnia więzi międzyludzkie w małych grupach i potęguje solidarność między nimi, stwarza jednocześnie ryzyko zamknięcia na świat, którego poznanie powinno przecież być ozdobą cywilizowanego życia.

Wydaje się zatem, że możliwość wypracowywania trwałych nawyków, przystosowanych do okoliczności i do miejsca, które chce się zajmować w życiu, wymaga z kolei innej umiejętności, mającej na celu, by ją korygować i temperować: umiejętności zrezygnowania, jeśli trzeba, z nabytych nawyków, a nawet z naturalnych, rozwiniętych w ciągu życia predyspozycji, umiejętności postawienia się na miejscu innych, zainteresowania ich zajeciami, myślenia ich tokiem myślenia, życia ich życiem, czyli jednym słowem zapomnienia o sobie.

Na tym polega delikatność. Moim zdaniem nie jest ona niczym innym jak pewną osobistą elastycznością. Człowiek naprawdę kulturalny umie rozmawiać z każdym o tym, co tę osobę akurat interesuje; umie przyjąć opinie innych, niekoniecznie się z nimi zgadzając, rozumie wszystko, choć nie wszystko usprawiedliwia. Lubi się go zanim się go jeszcze pozna. Zwracamy się do obcej osoby, a ku naszemu miłemu zaskoczeniu okazuje się, że mamy do czynienia z przyjacielem. To, co nam sie w nim podoba, to łatwość, z jaką się do nas dostosowuje, to jego sztuka przekonania nas, że kiedy do nas mówi, wierzymy, że traktuje nas specjalnie i że nie zachowywałby się tak samo wobec innych. Cechą osoby bardzo delikatnej jest bowiem to, że umie kochać wszystkich. Przyznajmy także, że przyjemność, jakiej doświadczamy gawędząc z nim, nie jest pozbawiona osobistej satysfakcji. Urok delikatności jest taki sam jak urok wdzięku.

Czy próbowaliście kiedyś przeanalizować uczucie, jakie wywołuje wam w duszy widok pięknego tańca? To po pierwsze podziw dla osób, które go wykonują z taką giętkością, jakby bawiąc się swoimi wieloma szybkimi ruchami, bez gwałtowności ani potknięcia, płynnie; każda z figur jest jakby przygotowana przez poprzednią i zarazem zapowiada kolejną. Jednak jest w tym coś więcej: w uczucie wdzięku wplata się niepostrzeżona lub niewyrażona osobista satysfakcja. Rytm i muzyka, pozwalając nam przewidzieć ruchy artystów, sprawiają, że chwilowo czujemy, jakby zależały od nas. Ponieważ w pewien sposób odgadujemy kolejną figurę artysty, wydaje się nam, że kiedy faktycznie ją wykonuje, jest nam posłuszny. Regularność rytmu wytwarza między nim a nami pewien rodzaj komunikacji, coś w rodzaju niewidzialnych nitek, przy pomocy których poruszamy urojoną marionetkę. Do tego stopnia, że kiedy nagle się zatrzymuje, nasza zniecierpliwiona ręka prawie instynktownie porusza się, jakby chciała ją pchnąć, spowrotem wprawić w ruch, którego rytm zajął przez moment wszystkie nasze myśli i wolę.

Otóż oba te elementy wdzięku widzę w delikatnosci, która jest wdziękiem ducha. Delikatność budzi w nas ideę nieskończonej giętkości; sprawia też, że wierzymy, iż owa giętkość jest do naszej dyspozycji, że możemy na nią liczyć. Zarówno wdzięk jak i delikatność należą do tych rzeczy, których równowaga jest bardzo krucha i które mają zawsze niestabilną pozycję. Czasem nie wiadomo co wytrąca je z równowagi i wprowadza w stan przeciwny. Pomiędzy wyrafinowaną delikatnością a służalczą hipokryzją jest taka sama odległość, jak pomiędzy pragnieniem służenia ludziom a posługiwaniem się nimi. Można tę odległość pokonać w mgnieniu oka i prześlizgnąć się z jednego zachowania w drugie nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Trudno tu zachować właściwą miarę. Potrzeba do tego taktu, finezji, a przede wszystkim szacunku dla samego siebie i dla innych.

Może się wam wydawać, że tego rodzaju delikatność o tysiącu różnych aspektach, zakładająca pewne zalety serca i dużo zalet umysłu, to już delikatność idealna, delikatność doskonała, i że najbardziej wymagająca moralność nie może wymagać czegoś lepszego i czegoś więcej. Otóż nie, moi przyjaciele. Ponad tego rodzaju delikatnością, która jest jedynie pewnym talentem, dostrzegam inną, będącą cnotą.

Pozwólcie, że poproszę was teraz o najwyższą uwagę, gdyż być może będzie wam trudno mnie zrozumieć. Spotykamy czasem osoby nieśmiałe i kruche, żądne aprobaty ze strony innych, ponieważ nie ufają sobie same, i pragnące usłyszeć pochwały innych za swoje zasługi. Jest to skromność czy też raczej próżność? Nie wiem. Jednak o ile zarozumialec odpycha nas swoim domaganiem się narzucenia wszystkim dobrej opinii, jaką sam ma o sobie, o tyle pociągają nas osoby, które mają o swoich zasługach pozytywną opinię, jaką wszyscy chcielibyśmy im wyrazić.

Trafny komplement, taktowna pochwała może wywołać skutek podobny do promienia słońca, który nagle oświetla ciemną ziemię: ożywia i powoduje, że kwiaty wydają swoje owoce. Dotyka serca, ogrzewa je i karmi, napełnia zaufaniem do siebie, które jest warunkiem radości i nadziei w teraźniejszości, a jednocześnie rękojmią sukcesu w przyszłości. I przeciwnie, niechciana aluzja, raniące słowo, które wychodzi z władczych ust, może nas pogrążyć w zniechęceniu, które powoduje, że człowiek jest niezadowolony z siebie, zmęczony innymi, znudzony życiem.

Podobnie jak bardzo mały kryształ wrzucony do nasyconego roztworu przyciąga do siebie ogrom rozrzuconych cząsteczek i sprawia, że wzburzony płyn nagle staje się nieporuszonym ciałem stałym, tak też czasem na lekki hałas zarzutu pojawiają się zewsząd, z tysięcy zakątków serca, pozornie przezwyciężone nieśmiałości, chwilowo pocieszone rozczarowania, wszystkie pływajace po powierzchni smutki, które tylko czekały na okazję, aby stać się skrystalizowaną masą i zacząć ciążyć całym swym ciężarem w sercu znieruchomiałym i zniechęconym. Tego rodzaju chorobliwa wrażliwość jest czymś dziwnym, ponieważ za bardzo troszczy się, aby nie zignorować swojego cierpienia. Jednak któż z nas, nawet najbardziej odporny i najlepiej przygotowany do życia, nie czuł się czasami tak właśnie boleśnie dotknięty i zablokowany w dalszych zamierzonych wysiłkach, a innym razem poruszony ogromną radością, przepełniony słodką harmonią, dzięki przychylnemu słowu, które dotarło do jego serca i wygładziło wszystkie fałdy?

To właśnie jest punkt, moi drodzy przyjaciele, który trzeba poznać i umieć osiągnąć: to jest najwyższa delikatność, delikatnosć serca, ta, którą można nazwać cnotą. Zakłada bowiem miłość bliźniego oraz pragnienie, by być też przez niego kochanym. To miłość, która objawia się w obszarze, w którym trudniej jest rozpoznać chorobę niż ją wyleczyć.

Możemy już teraz sformułować ogólną definicję delikatności: polega ona na szacunku wobec wrażliwości innych; jest sprawianiem, że inni są zadowoleni z siebie i z nas. Jej tłem jest naturalna dobroć, jednak owa dobroć pozostałaby zapewne bezowocna, jeśli by nie wzbogaciło ją zaangażowanie ducha, otwartość, finezja i głęboka znajomość serca człowieka.

Nie ośmielę się powiedzieć, że szkoła może wam to wszystko dać. Dobroć, jak i wszystko, co piękne i żywe na ziemi, rodzi się z ziarna i rozwija się, ale nie można jej wytworzyć.

Niewątpliwie silne przyjaźnie zawiązują się w ławkach szkolnych, niewątpliwie także zazdrość, próżność i wszystkie choroby miłości własnej, które czynią nas tak bardzo surowymi wobec innych, pochodzą ze współzawodnictwa pomiędzy dobrymi uczniami tej samej klasy; może wynosimy ze szkoły nawet nawyk nagradzania oklaskami sukcesów rywali i wręcz wdzięczność, że okazali się silniejsi. Jednak dopiero doświadczenie życiowe, zetknięcie się z cierpieniami, prowadzi nas powoli do postawy łagodności, życzliwości, współczucia.

Chciałbym wam powiedzieć, że nauka w szkole, dzięki temu, że rozwija wszystkie zdolności umysłu, nadaje mu ową otwartość i elastyczność, o której wcześniej mówiliśmy, pozwala nam poznawać ludzi a w konsekwencji kochać ich; może ona być w przyszłości zaczynem, który zamieni w przyszłości zwykłą życzliwość w prawdziwy wdzięk, a dobroć w delikatność.

Kartezjusz mówi gdzieś, że byłoby infantylizmem zajmowanie się liczbami i figurami, jeśli miałoby się zamiar zatrzymać się na podobnych bagatelach. Jednak pracował z matematykami przez całe życie. To znaczy algebra i geometria były dla niego czymś więcej niż liczbami i figurami: widział w nich ćwiczenie sprawności umysłu, czerpał z nich siłę, aby filozofować o ludziach i rzeczach. Jest godne podziwu, że wielcy myśliciele – Kartezjusz, Pascal, Malebranche - byli doskonałymi matematykami. Nauka matematyki, która czyni umysł abstrakcyjnym, a nawet roztargnionym, kiedy całkowicie go pochłonie, daje mu szczególną subtelność i przenikliwość. Taka jest myśl przewodnia nauczania, jakie daje wam szkoła: chodzi nie tyle o poznanie właściwości linii i wielokątów, co o przyzwyczajenie się do racjonalnego myślenia na temat rzeczy prostych i bardziej abstrakcyjnych, do rozróżniania i wyciągania wszystkich wniosków, jakie tylko z pewnych danych można wyciągnąć.

Czyż nie jest to solidne przygotowanie do mądrości życia, a szczególnie mądrości człowieka?

Człowiekiem zajmują się bezpośrednio nauki humanistyczne. Filozofowie, historycy, poeci, wszyscy ci, którzy wnieśli coś trwałego do kultury, nie mieli na uwadze nic innego, jak oddanie obrazu człowieka jako istoty, która myśli, czuje i działa. Zdolność analizy, jaką rozwijają w nas nauki ścisłe, zostaje przez literaturę zastosowana do tego, co najbardziej nas interesuje: do ludzi.

Przedmioty humanistyczne to zatem przedmioty praktyczne par excellence. Nie ma nic lepszego, aby nas przygotować do poznania otaczających nas ludzi, do oceny ich wartości, do rozeznania, czy warto zabiegać o ich względy. Spośród pisarzy najwartościowsi są ci, którzy bardziej starali się dać nam prawdziwy obraz życia niż zyskać nasz podziw: to tych nazywamy klasykami. Spośród klasyków zaś najbadziej podobają nam się ci, którzy bardziej skupili sie na samym człowieku niż na szczegółach jego ubioru.

Pewien dziennikarz napisał, że aby móc poznać ludzi trzeba mieć za sobą doswiadczenie mieszkania na prowincji. Sądzę, że chodziło mu o to, iż stolica najczęściej ujednolica swoich mieszkańców, zwielokrotnia relacje społeczne, rozprasza uwagę tysiącami szczegółów, utrudnia poznanie ludzi zniekształconych sztucznymi uczuciami i pokrytych wieloma warstwami nabytych zwyczajów. Natomiast my, ludzie z prowincji, mamy jasno zarysowane cechy osobowości. Tym bardziej było tak dawniej, kiedy ludzie umierali nie przekroczywszy granic swoich miast, kiedy nie było tyle potrzeb, kiedy życie wewnętrzne ludzi było pełniejsze i bardziej intensywne.

To dlatego poeci wcześniejszych epok mogli analizować całe bogactwo serca człowieka i pozostawili nieśmiertelne jego opisy, uświadamiające nam całą złożoność człowieka. Płynie z tego oczywisty wniosek, że nauka w szkole, rozwijając sprawności umysłu, może nam również dać owe poznanie głębi człowieka, dzięki któremu dobroć staje się delikatnością serca. Nasi przodkowie dobrze to zrozumieli, nadając ostatnim latom szkoły nazwę studiów humanistycznych. Niewątpliwie mieli oni na uwadze ową łagodność i wdzięk, które są owocem kontaktu z najlepszymi umysłami wszystkich czasów i które tak pięknie wyraża łacińskie słowo humanitas. Myśleli też zapewne o pogłębionym poznaniu ludzkiego serca, które osiąga się dzięki wnikliwej lekturze klasyków i które pozwala miłości bez trudu poruszać się wśród różnych rodzajów wrażliwości. Być może chodziło im o umiarkowanie, którego owocem są najwartościowsze idee i najgłębsze przekonania tych, którzy dużo pracowali, dużo rozważali podczas ostatnich lat szkoły.

Oto, moi przyjaciele, jeszcze jedna forma delikatności: umiejętność wyrażania swoich opinii bez uderzania w innych; umieć słuchać, chcieć zrozumieć, wejść w sposób patrzenia innych, jednym słowem być delikatnym nawet w dyskusjach politycznych, religijnych i moralnych, kiedy tak łatwo zwalniamy się z delikatności, bo nie chodzi już o rzeczy obojętne ani błahe.

Może się mylę, ale sądzę, że kiedy dba się o delikatność, wówczas podziały nie są tak głębokie, a walki nie tak zaciekłe. Otóż szacunek wobec opinii innych nabywa się tylko poprzez ciągły wysiłek. Nie znam też innego środka, aby poskromić swój brak tolerancji, jak kultura filozoficzna. Arystoteles mówił, że w republice, w której wszyscy obywatele byliby przyjaciółmi nauk i myślenia spekulatywnego, wszyscy byliby przyjaciółmi wszystkich. Z pewnością nie chodziło mu o to, że nauka wyklucza duskusje, ale raczej, że dyskusje tracą swoją zaciętość a walka intensywność, kiedy przenosi się je w świat myślenia, łagodności, umiaru i harmonii. Myśl jest bowiem przyjaciółką myśli, nawet przeciwnej sobie. Poważne nieporozumienia i konflikty są zawsze skutkiem tego, że mieszamy nasze ordynarne i ludzkie pasje z ideami, które są częścią naszego ducha. W celu oczyszczenia inteligencji z pasji, a więc i z uprzedzeń, trzeba jej pokazać, że pozornie najbardziej sprzeczne idee mają wspólne źródło, że pochodzą jedne od drugich, że atakując to, co uważa się za opinię drugiego, niszczy się także swoją, że nawet błąd może otworzyć drogę prawdzie. Studia filozoficzne pozwalają nam to wszystko jasno zrozumieć, dają dyspozycję umysłu, do której osoba bez kultury podchodzi ze sceptycyzmem, a która polega na tolerancji, szerokości horyzontów, kurtuazji, delikatności.

Rozumiecie teraz dlaczego delikatność nie otrzymuje żadnej specjalnej nagrody: tak naprawdę wszystkie nagrody w jakiś sposób jej dotyczą. Wszystkie nauki, czy to matematyka czy literatura, nauki ścisłe czy metafizyka, poznanie starożytnych doktryn czy uczenie samodzielnego myślenia i pisania, zawsze nauczanie rozwija elitę. Dzięki sprawności, jaką daje umysłom, dzięki określonej wiedzy, dzięki tolerancji i umiłowaniu prawdy daje delikatność umysłu, która czyni człowieka naprawdę kulturalnym, delikatność serca, bez której miłość byłaby niepełna, delikatność przekonań, od której zależy jedność obywateli i wielkość Ojczyzny.

Wykład dla uczniów liceum, Francja, 1885 rok.