Czytanie Homera - Iliada

Latinitas -

Imię Homera kojarzone jest najczęściej ze słownikowym hasłem i szkolną lekturą, którą dzisiaj czyta raczej niewielu. Kilka lat temu z wielkim rozmachem sfilmowano niezwykłą historię spod Troi opowiedzianą prawie dwa tysiące lat temu przez Homera. Ale film, mimo że ukazywał - sceny bitewne, pojedynki, przygody i losy bohaterów, niewiele miał wspólnego z duchem poematu homerowego, choć trzeba przyznać, dostarczył odbiorcom wielu wrażeń.

Odpowiedzi na pytanie - po co czytać Homera? - trzeba szukać mimo wszystko w tekście dzieła, a właściwie dwu dzieł w Iliadzie i Odysei , które wraz z Biblią należą do najcenniejszego depozytu kultury europejskiej. Często uważa się te dwa eposy za biblię świata greckiego. Czego więc uczy nas Homer? Poszukajmy odpowiedzi w Iliadzie:

W księdze I - czytamy fragment o tym jak Agamemnon znieważa Achillesa odbierając mu brankę. To wydarzenie stanie się przyczyną wielu nieszczęść i kłopotów zarówno dla Greków jak i Trojan. Mimo to urażony Achilles - ten potężny i silny wojownik - nie rusza z pięściami na przeciwnika tylko o dziwo „usiadł w samotnym ustroniu, we łzach, z daleko od druhów, na brzegu morza siwego” i rozpłakał się jak dziecko. A kiedy matka jego, bogini Tetyda słyszy płacz syna, stajemy się świadkami jakże wzruszającej sceny: ”przy synu płaczącym przysiadła bogini Tetyda, pogładziła go czule i w te ozwała się słowa: - Czemu płaczesz mój synku? Czy ból nawiedził twe serce? Powiedz, nic nie ukrywaj, niech wiemy oboje”.

Wiele czasu zajęło bohaterom poematu ujarzmienie pychy i porzucenie gniewu. Achilles po śmierci przyjaciela zrozumiał, jakie to zgubne i niszczące uczucie:„ Bodaj przepadła niezgoda wśród bogów i ludzi śmiertelnych, oraz gniew nawet rozumnych zarażający szaleństwem. Słodszy na razie od miodu, który się sączy kroplami, wzmaga sie potem w człowieczej piersi, jak dym od ogniska. Tak Agamemnon nad wodze wódz mnie swym czynem rozgniewał. Ale co było minęło, choć jeszcze zgryzotą się truję: Trzeba ujarzmić swą duszę kochaną, gdy karze konieczność…” Wyciąga rękę do zgody i trzeba przyznać, że dla okrytego sławą i pochwałami wojownika nie było to łatwe. Agamemnon jeszcze niedawno zajadły przeciwnik Achillesa też zrozumiał swój błąd – nieustępliwą i zgubną pychę – „Lecz zapomnijmy już o tym, co było – choć został żal w duszy. Serce, gdy każe konieczność – ujarzmić w piersi należy. Dziś z zawziętością swą kończę! I już mi dłużej nie trzeba nieprzejednanym wrzeć gniewem”.

W księdze VI stają do walki dwaj wielcy wojownicy - Glaukos i naprzeciw niego siejący postrach wśród Trojan przesławny Diomedes. No i tutaj zdziwienie czytającego nie ma końca. Jak to? Nie oglądamy wojennego tańca dwu zajadłych przeciwników? Nie rzucają się na siebie z mieczami, ani nie ciskają włóczniami? Zbliżywszy się natomiast do siebie zaczynają wymieniać rodzinne koligacje i jakby tego było mało jeden z bohaterów zaczyna snuć refleksje o przemijaniu.”...cóż pytasz o ród mój? Toć do liści zaprawdę jest ród człowieczy podobny: Bo liście raz wicher miecie na ziemię, to znowu las młody świeże w pąkach wypuszcza, gdy pora nastanie wiosenna. Tak pokolenia człowiecze: to kwitną, to giną zmarniałe”.

Doprawdy dziwni to rycerze, zamiast mordować się nawzajem prowadzą dysputę filozoficzną. Nasi dwaj bohaterowie, kiedy już na środku pola bitwy, w obecności dwu przeciwnych wojsk, ustalą swoje parantele, dojdą do wniosku, że mają wspólnych przodków, a skoro takie więzy ich łączą to zeskakują z rydwanów i niemal padają sobie w objęcia. Ale to nadal nie wszystko... Bo nie dość, że nie chcą walczyć, to jeszcze zaczynają wymieniać się darami. I oto zamiast bitwy, na którą czekają w napięciu zbrojni rycerze, zamiast wojennych okrzyków i szczęku broni oglądamy scenę braterskiego, serdecznego powitania..

W ostatniej księdze - XXIV przychodzi do Achillesa król Troi Priam, ojciec zabitego Hektora. Stają twarzą w twarz – wróg wobec wroga. Dostojny król Priam w tej scenie złamany bólem po stracie ukochanego syna na kolanach prosi Achillesa o wydanie ciała Hektora. „Bogów uszanuj Achillu, i miejże litość nade mną, wspomnij o ojcu swym własnym. Jam jest godniejszy litości. Nikt ze śmiertelnych nie doznał tego, co ja dziś doznaję, kiedy do ust swych podnoszę rękę zabójcy mych dzieci ".

Achilles widząc sędziwego Priama wspomina na własnego ojca„za czym wspomnienia ich zmogły obydwu i w szloch uderzyli” Po tej wzruszającej chwili przywitania, zabójca prześwietnego rycerza trojańskiego zwraca się z szacunkiem do jego ojca i takie oto wygłasza pełne zadumy nad ludzkim losem słowa :..racz usiąść a troski zostawmy, niech sobie leżą na dnie naszych dusz, choć ciężko nam obu; nie masz przecie pożytku z bolesnych łez wylewania.

Po co Homer dzisiaj? Wydaje się oczywistym, kiedy tak przerzucamy karty kolejnych ksiąg poematu, że w nim jak w lustrze przeglądamy się my sami. I mimo tego, że wojna o Troję może się nam wydawać legendarna i nierzeczywista, to walczący w niej ludzie, tak jak my, w codziennej bitwie, zmagają się z własnymi słabościami, potrzebują wsparcia i pocieszenia, są samotni i nieszczęśliwi. Bohaterowie silni, dumni, odważni ale też i okrutni mają w duszy jakąś niezwykłą delikatność, która powoduje, że znieważony Achilles żali się jak dziecko, a doświadczony przez los potrafi pokonać samego siebie i pojednać się z wrogiem. Występujący do walki rycerze rezygnują z widowiskowej walki a więc i sławy, aby uszanować więzy krwi. Agamemnon dumny wódz nad wodze, który nie miał na tej wojnie równego sobie, uznaje własną słabość i przyznaje, że trwanie w nieprzejednanym gniewie prowadzi do zguby. Priam – król Troi z pokorą niewolnika zwraca się o litość do zabójcy własnego syna. Może to trudno pojąć, szczególnie kiedy wiemy, że lektura Homera jest trudna i czasochłonna – ale, kiedy już po nią sięgniemy, okaże się, że czytamy w niej prawdy o samych sobie.

Barbara Strycharczyk