Czy muzyka poważny musi być... poważna?

Muzyka -

Większości z nas muzyka poważna kojarzy się z patosem i podniosłością. Twierdzi się, że jest czymś przeznaczonym dla wąskiego grona koneserów, ponieważ na prima facie jest trudna w odbiorze i niezrozumiała dla słuchaczy. Czy jest ona zatem tylko atrakcją dla nudziarzy? Rozpatrując mnogość stylów, kierunków i bogactwo technik powstających i udoskonalanych na przestrzeni wieków, nie sposób się z tym zgodzić. Szczególnie „kolorowo” jawi się tutaj XX stulecie, które obfituje w ogrom przełomowych, niespotykanych dotąd rozwiązań.

Pierwszą wyraźną cezurą i zapowiedzią pewnego novum w sztuce jest pojawienie się impresjonizmu – kierunku całkowicie przeciwstawiającemu się idei romantycznej oraz akademizmowi, zarówno w malarstwie, jak i muzyce. Dlaczego tak się stało? Najprostszym i najbardziej zwięzłym określeniem ukazującym istotę rzeczy zdaje się być twierdzenie o „przewartościowaniu wartości” czy wyczerpaniu środków. Krótko mówiąc: dotychczasowe, romantyczne środki wyrazowe przestały wystarczać twórcom, wielu z nich wręcz brzydziło się tą przesłodzoną, coraz bardziej pustą i przegadaną estetyką. Pojawiło się zatem wyzwanie, pytanie, gdzie dalej zmierzać ma owa sztuka? Artyści stanęli przed wyborem: kultywować tradycję lub poszukać czegoś zupełnie nowego. W muzyce schyłku romantyzmu mamy do czynienia z absolutną dominacją wagnerowskiej koncepcji muzyki czy sztuki w ogóle, w postaci idei tzw. Gesamtkunstwerk, tj. totalnego dzieła sztuki, połączenia wielu działań artystycznych w jedną niezwykle rozbudowaną formę, którą coraz częściej oskarżano o całkowity przerost nad treścią. Przełom impresjonistyczny w muzyce, którego prekursorem był Claude Debussy, zrywa z dotychczasowym myśleniem o komponowaniu, pociąga za sobą odżegnywanie się od wielkiego patosu, bogatego symfonicznego brzmienia, na rzecz subtelnych, świetlistych i kameralnych brzmień (m.in. przez zmniejszenie obsady wykonawców).

Po rewolucji impresjonistów przychodzi czas na kolejny przełom w twórczości – muzyczny świat wywraca do góry nogami twórczość Arnolda Schoenberga i jego szalony pomysł na komponowanie muzyki w postaci zastosowania techniki dodekafonii, co oznacza właściwie zerwanie już z jakimkolwiek wyobrażalnym do tej pory porządkiem. A jak wyobrazić sobie dotychczasowy porządek? Nic prostszego. Każdy z nas, nawet największy laik, jest z nim doskonale zaznajomiony i odczuwa go jako naturalny porządek harmoniczny. Nie ma się zresztą czemu dziwić, gdyż przetrwał on do dziś i funkcjonuje w najbardziej konwencjonalnej muzyce rozrywkowej. Jesteśmy z nim na tyle osłuchani, że wydaje nam się najbardziej oczywisty i właściwy. Taki system tonalny stworzył szeroką siatkę zależności między wszystkimi dźwiękami, krążąc wokół pewnych punktów zaczepienia które tworzyły muzykę logiczną i spójną. W koncepcji Schoenberga zależności te zostały całkowicie zmienione. Przyjrzyjmy się nieco bliżej tej konstrukcji.

DODEKAFONIA

Jej podstawy są logiczne i z pozoru niezwykle proste. Trzon każdej kompozycji stanowi SERIA (jako zastępstwo siedmiu kolejno następujących po sobie dźwięków gamy: do re mi fa sol la si), składająca się zawsze z 12 dźwięków, które nie są ze sobą w żaden sposób powiązane, a wykorzystują całą skalę, którą posługuje się muzyka europejska. Jest to motyw przewodni każdej kompozycji. Zgodnie z tą zasadą na podstawie poniższego schematu można samodzielnie ułożyć taką SERIĘ, nawet bez znajomości nut, np. 1-5-7-9-12-11-2-4-10-3-8-3 (w zapisie nutowym: C-E-FIS-GIS-H-AIS-CIS-DIS-A-G-D).

Oczywiście pozostałe zasady, rządzące tym kierunkiem, są dużo bardziej skomplikowane, np. podejście do formy czy pozostałych elementów dzieła muzycznego (np. rytmu), ale ogólna koncepcja jest logiczna i spójna, a przede wszystkim (co było szalenie nowoczesne) o wiele bardziej matematyczna od wszystkiego, co powstawało do tej pory i bazowało na emocjonalnym pojmowaniu muzyki. Schoenberg w pewnym sensie „zachęcił” kompozytorów

– buntowników do poszukiwania własnej drogi tworzenia muzyki. Owocem tych kolejnych rewolucji są m.in.:

SONORYZM, od wł. sonore, tj. brzmieć. Dominującą rolę odgrywa tutaj barwa dźwięku. W praktyce w grę wchodzą niekonwencjonalne sposoby wydobywania dźwięków na dobrze znanych nam instrumentach, np. uderzanie palcami w pudło rezonansowe instrumentów smyczkowych. Oprócz tego wykorzystywane są inne przedmioty dźwiękotwórcze. Za najbardziej obrazowy przykład może posłużyć piła.

BRUITYZM, pokrewny sonoryzmowi, od fr. le bruit (hałas, szmer). Eksponuje zatem wszelkiego rodzaju szelesty, szmery, na wielkim hałasie kończąc. Dużą rolę odgrywają tu instrumenty perkusyjne.

MINIMAL MUSIC, składająca się z krótkich, stale powtarzających się fragmentów, dających uczucie monotonii.

HAPPENING, który ma na celu zaszokowanie publiczności i pobudzenie jej wyobraźni poprzez nieoczekiwane wydarzenia na scenie.

ALEATORYZM, od łac. alea, tj. kostka do gry. Zakłada on występowanie pewnej przypadkowości w procesie zarówno komponowania, jak i wykonawstwie (np. dowolna kolejność wykonywanych epizodów w utworze cyklicznym – jako przykład K. Stockhausen i Klavierstucke, utwór składający się z 19 części, przy czym kolejność wykonywania jest zupełnie dowolna).

TEATR INSTRUMENTALNY, w którym ważnym składnikiem kompozycji jest zachowanie się muzyków na scenie, ruch sceniczny. Np. B. Schaeffer „Kwartet dla czterech aktorów”, gdzie wykonawcy wchodzą na scenę bez instrumentów i jedynie udają, że grają). Opowiadanie o muzyce nie jest tak odkrywcze, jak jej słuchanie. Prześledźmy zatem kilka ciekawych przykładów obrazujących mnogość zjawisk muzycznych w drugiej połowie ubiegłego stulecia.

♪ Na początek nieco rytmicznie. S. Reich – Clapping music – polegający na wykonywaniu prostego, jednostajnego rytmu w pewnym przesunięciu – jako przykład minimal music:

nieco

♪ I nieco humorystycznie, chociaż w gruncie rzeczy bardzo filozoficznie użyte „instrumenty” interpretowanie są jako symbol przemijania. György Ligeti – Poemat symfoniczny na 100 metronomów:

♪ Zjawisko happeningu muzycznego najlepiej obrazuje Tacet 4:33 Johna Cage’a.

Idea utworu? Wykonawca bądź wykonawcy siedzą przy instrumencie przez 4 minuty i 33 sekundy – nie wydobywając z niego żadnego dźwięku. Cel – zaszokowanie odbiorcy. Muzykę tworzy zdezorientowana publiczność:

http://www.youtube.com/watch?v=hUJagb7hL0E

♪ Niekonwencjonalne użycie standardowego instrumentu. G. Sollima – Utwór na wiolonczelę i… dwa smyczki:

♪ K. Stockausen – Śpiew młodzieńców – wykorzystanie preparowanego głosu chłopca, nagranego na taśmę i zwielokrotnionego, od czego nie jednemu jeżą się włosy na głowie ze strachu:

♪ B. Patterson – Paper piece – przeznaczony na 5 wykonawców. Każdy zaopatrzony jest w 15 kartek papieru wielkości standardowej gazety i… trzy papierowe torebki oraz instrukcję, co powinien zrobić ze swoimi kartkami. Całość kończy się wraz z… wykorzystaniem całego papieru.

♪ Wreszcie coś dla wielbicieli sportów ekstremalnych: Kwartet smyczkowy Stockhausenana kwartet smyczkowy i… 4 helikotpery – Każdy z wykonawców znajduje się w oddzielnym, a dźwięk z każdej kabiny jest rejestrowany za pomocą kamer:

Opracowały Agnieszka Sobolewska i Joanna Banasiuk

Bibliografia:

Encyklopedia muzyki, red. A. Chodkowski, Warszawa 1995

Erhardt L., Sztuka dźwięku, Warszawa 1980

Kolarzowa R., Postmodernizm w muzyce, Warszawa 1993

Przewodnik koncertowy, red. T. Chylińska, Kraków 1980

Reiss J., Mała historia muzyki, Kraków 1987