Covadonga O’Shea

Nasi goście -


Z Covadongą O'Shea rozmawiamy o modzie, pracy zawodowej i wartościach jakie w nich odkryła... Covadonga O’Shea – przez wiele lat była redaktorem naczelnym hiszpańskiego czasopisma TELVA. Obecnie jest dyrektorem założonej przez siebie ISEM Fashion Business School.
Czy mogłaby Pani opowiedzieć, jak przebiegała Pani kariera zawodowa związana ze światem mody, od bycia redaktorem naczelnym czasopisma “Telva” aż do założenia ISEM Fashion Business School?

Powiedziałabym, że moja kariera zawodowa jest raczej linearna. Zaczęłam pracować w czasopiśmie “Telva”, kiedy było jeszcze w przygotowaniu. Chcę powiedzieć, że byłam przy jego powstaniu w 1963 roku. Najpierw byłam zastępcą redaktora naczelnego, a potem kierowałam “Telvą” przez 27 lat. Z tego powodu poznałam wszystkie stolice mody: Paryż, Mediolan, Londyn, Nowy Jork oraz Madryt i Barcelonę, choć te dwa ostatnie miasta mają w świecie inną rangę. Oglądałam kolekcje i wybierałam potem w Redakcji spośród tysięcy slajdów te, które wydawały się najlepsze, aby przekazać w każdym sezonie rzeczy najbardziej “cool” z międzynarodowych tendencji.

W tym czasie mogłam blisko poznać wielkich projektantów, takich jak Armani, St. Laurent, Versace, Tom Ford, Donna Karan, Lacroix i wielu innych. Oczywiście poznałam też wszystkich projektantów hiszpańskich. Dużo się przez te lata nauczyłam, przede wszystkim zaś jednej ważnej rzeczy: historia mody nie kończy się na mniejszych lub większych genialnych kreatorach. Oni są jakby szczytem góry lodowej lub wielką wystawą mody. Aktualnie światem mody rządzą marki. Moda radykalnie się pod tym względem zmieniła. Dzisiaj należy raczej mówić o przemyśle mody niż o jej kreatorach. Ważne stało się połączenie kreatywności z przedsiębiorczością. To właśnie świadomość tej zmiany spowodowała, że rozpoczęłam nową przygodę, tworząc ISEM. Skończyłam kierowanie “Telvą”. Stwierdziłam, że 27 lat pracy na czele czasopisma to za dużo, aby kontynuować.
Potrzebowałam się zatrzymać i dokonać – ja także – jakiejś zmiany. Napisałam kilka książek, które na szczęście odniosły sukces, więc jeden z uniwersytetów skontaktował się od razu, abym poprowadziła master o modzie. Pomyślałam, że dlaczego nie? Dlaczego by nie zainwestować zdobytego doświadczenia i lat pracy w tej dziedzinie w działalność dydaktyczną, pozwalającą przekazać innym wszystko to, co pozytywne w pasjonującym świecie mody.

Taki był w 2001 roku początek Fundacji “Tecnomoda”, która bardzo szybko stworzyła ISEM (Instituto Superior de Empresa y Moda – Wyższa Szkoła Zarządzania i Mody). Nigdy nie zapomnę jak 10 września 2001 roku, w przeddzień owego strasznego 11 września, byłam w FIT – Fashion Institute of Technology and Design – w Nowym Jorku, przygotowując umowę o współpracy pomiędzy tamtejszym uniwersytetem a naszą szkołą. Minęło już osiem lat od kiedy stawialiśmy pierwsze kroki. Mamy już dwa roczniki, które ukończyły kurs podyplomowy i sześć, które skończyły Executive MBA Gestión de Empresas de Moda (zarządzanie przedsiębiorstwami mody). Wydaje się, że to sen! Dzięki Bogu i oddanej pracy wspaniałej profesjonalnej ekipy ISEM działa bardzo dobrze. Na kolejny rok akademicki 2009/2010 mamy listę oczekujących na MBA z 12 krajów.

Jakie wartości mogła Pani odkryć jako kobieta w pracy dotyczącej mody i piękna?

Myślę, że nie odkrywa się wartości istniejących w tych dwóch sferach ze względu na bycie kobietą czy mężczyzną. Piękno to jedna z transcendentalnych wartości, obejmująca pewne kanony estetyki, harmonii i równowagi, które nie są subiektywne. Moda powinna mieć jako jeden ze swoich celów podnoszenie do wyższego poziomu piękna kobiety, kiedy chodzi o modę kobiet, lub mężczyzny, w przypadku mody męskiej. Wielcy projektanci w historii mody – najlepszym przykładem jest Balenciaga – angażowali cały swój talent w służbę jednemu celowi: sprawić, aby kobieta była bardziej atrakcyjna. Niestety ten tak poważny sposób rozumienia mody w dużej mierze został porzucony, ponieważ społeczeństwa w ostatnich latach porzucają coraz bardziej wszelkie wartości. Moda jest odbiciem świata, w którym żyjemy.

Jak od strony mody pomóc kobiecie w odnalezieniu wartości kobiecych?

Współczesna kobieta, normalna, inteligentna, która pracuje w domu i poza domem, nie jest już “fashion victim”. Dzisiejsze kobiety nie idą już ślepo za modą, to moda musi iść za kobietami. Pracująca poza domem kobieta szuka mody praktycznej, wygodnej, która pozwoli jej ładnie wyglądać od rana do wieczora. To jeden z najważniejszych czynników, który spowodował zmiany w modzie w XX wieku. Nie ma już dużo kobiet, które na bieżąco śledzą “co się teraz nosi”, które ciągle analizują nowe kolekcje i usiłują być zawsze ubrane w “ostatni krzyk mody”. Choć wszyscy lubimy orientować się trochę w tendencjach najbliższego sezonu, to jednak nowoczesne kobiety mają wiele innych zainteresowań, zaczynając od zapewnienia dzieciom najlepszej edukacji, poprzez ładny dom aż po rodzinne podróże. Stąd ważne okazują się takie firmy jak Zara, Mango, H&M, itd., które oferują modę praktyczną, dobrej jakości, łatwą w noszeniu, posiadającą przystępną relację pomiędzy jakością a ceną.

Jakimi wartościami etycznymi powinni kierować się przedsiębiorcy i projektanci mody?

Najważniejsze, aby jedni i drudzy mieli na uwadze godność kobiety. Aby nie manipulowali kobietami. Aby nie traktowali kobiety jak przedmiotu. Aby szanowali prawdę, że kobieta to człowiek.

Co powiedziałby Pani młodym dziewczynom, które marzą, aby zostać modelkami? Czy warto byłoby opracować jakiś kodeks etyczny dla osób, które chcą wejść w świat mody?

Myślę, że nie chodzi o opracowanie nowego kodeksu dla osób, które chcą być modelkami. Dla mnie nie ma lepszego kodeksu niż Dekalog ze wszystkimi jego konsekwencjami. Wystarczy go znać, dawać poznać i starać się żyć zgodnie z nim. Wymiar etyczny każdej pracy powinien wypływać z sumienia każdego, kto pracuje. Znam modelki, które w obronie swej intymności odmówiły udziału w pokazie mody, płacąc za to karierą, ponieważ musiałyby wystąpić na wpół nagie. Są też takie, które nie rozumiejąc wartości swojego ciała i bycia osobą, nawet gdy wychodzą dobrze ubrane, poruszają się i zachowują w taki sposób, że depczą swoją kondycję kobiety. W każdym razie - przykro mi, że muszę powiedzieć to tak radykalnie - odradzałabym to zajęcie córce, nawet jeśli byłaby nie wiem jak piękna. De facto, kiedy pytają mnie o to matki lub same dziewczyny, usiłuję wybić im to z głowy. Modelki, nawet najwspanialsze – i są takie – mają ciężkie życie, są traktowane często jak wieszaki na ubrania i muszą być w środowiskach nieodpowiednich dla tak młodych ludzi. Muszą mieć silną osobowość i solidne wychowanie, aby nie dać się wciągnąć w coś złego. Sprawiają żałosne wrażenie, kiedy wchodzą w świat narkotyków lub innych subkultur, nawet jeśli wydają się nie wiem jak “glamurowe”.

Wydaje się Pani aktualnie możliwe, aby z uwagi na godność osoby, czy to kobiety czy mężczyzny, wyznaczyć sobie w modzie i reklamie cel nie wykraczania poza kanony autentycznego piękna?

Na jednym z budynków w Rzymie jest napis, który bardzo mi się podoba: “Nil difficile volenti”. Nic nie jest niemożliwe, jeśli na serio sobie to postanowimy. Jednak na dzień dzisiejszy żyjemy w świecie bardzo zdegradowanym moralnie i zarówno pokazy mody jak i reklamy są nie tylko niemoralne, ale wulgarne i ekstrawaganckie. Uważam, że na pierwszym miejscu należy uczyć estetyki i stylu. Coco Chanel mówiła, że moda to wdzięk, nie wariactwo i powinna wywoływać uśmiech, a nie śmiech. Jeśli dzisiaj przeszłaby się po ulicach jakiegokolwiek miasta, umierałaby ze śmiechu i z żalu widząc tylu ludzi ubranych źle, wulgarnie, śmiesznie, odrażająco. Trzeba jasno mówić, nie tyle słowami, co własnym życiem, że dobry ubiór, z klasą, oryginalny, zabawny nie ma nic wspólnego z wulgarnością ani z nagością, która jest przeciwieństwem mody, bo moda to ubieranie. Przecież, pomijając już moralność, tylko niektórzy są tak piękni jak Wenus i mogliby sobie pozwolić na luksus pokazania swojego ciała! Na ogół to, co widzimy, to prawdziwy zamach na dobry gust i zdrowy rozsądek.