Blokada w sercu

Savoir-vivre -

„Nie ma przepisów umożliwiających skuteczną walkę z obraźliwymi komentarzami w sieci”. A ja jeden taki znam i o tym będzie kilka słów. Najpierw jednak krótkie wprowadzenie.

Tak brzmi podtytuł wiadomości, która ukazała się niedawno na łamach „Rzeczpospolitej” (21.09.2015). Autorka artykułu (red. Renata Krupa-Dąbrowska) pisze: „W sieci jest coraz więcej nienawiści i hejtu. Kolejne portale internetowe decydują się blokować możliwość komentowania artykułów o uchodźcach”. Później pojawia się wypowiedź pani psycholog, która mówi o tym, że obrażanie innych to sposób na wyładowanie swoich frustracji. A skoro robione to jest anonimowo, to bezkarność takich czynów wzrasta. Dopełnieniem poruszonej w artykule problematyki jest wywiad zamieszczony na drugiej stronie Rzepy ze znanym specjalistą od komunikacji, Erykiem Mistewiczem. Ponownie – sam nagłówek mówi już wiele: „Hejt w sieci zanika, kiedy przestaje się opłacać”.

Wydaje się zatem, że za poprawną formę relacji międzyludzkich w przeważającej mierze odpowiadają sformalizowane zasady, bądź rachunek zysków i strat. Paradoksalnie jednak, bo wbrew założeniom ponowoczesnej polityki, ograniczenie wpływu na moralność publiczną do prawno-ekonomicznych uregulowań okazuje się nieskuteczne. Nie umniejszając w niczym rangi legislacyjnych rozwiązań (prawo ma istotne znaczenie normatywne dla zachowań grupowych) czy biznesowych kalkulacji, którymi kierują się właściciele internetowych portali, nie sposób jednak nie dostrzec w całej tej narracji znaczącego braku.

Wychowanie uczuć. Panowanie nad sobą. Szczery rachunek sumienia i nie przerzucanie problemu na innych. Na wszelki wypadek zaznaczę: wychowanie uczuć to nie ich tłumienie, ale właściwe ich ukierunkowanie, nazwanie, a czasem również – przystopowanie. Zawsze – refleksja: czy moja reakcja jest adekwatna do rzeczywistości? Zaczyna się od rzeczy prostych i elementarnych, od zwrócenia uwagi dziecku, że w określony sposób nie mówi się o młodszym bracie, o koledze z klasy, o dziadku. Może to jest wreszcie kwestia osobistej odpowiedzialności, a nie tylko – bycia pociągniętym do odpowiedzialności. To niewielka, ale znacząca różnica.

Przypomnijmy sobie intertekstowy dialog Miłosza z Różewiczem. Wiersz tego pierwszego, zatytułowany „Unde malum” rozpoczyna się od przytoczenia słów Różewicza: Skąd się bierze zło? / jak to skąd /z człowieka/zawsze z człowieka/ i tylko z człowieka. Nie miejsce tu na rozwodzenie się nad kontrą Miłosza. Dość powiedzieć, że znany wiersz noblisty kończy się w następujący sposób: rzeczywiście panie Tadeuszu/ zło (i dobro) bierze się z człowieka.

Wszystko jest potrzebne. Mądre i rozsądne prawo, które będzie wyznaczało jasne zasady postępowania, promowanie dobrych praktyk w sieci. Nie ma chyba jednak wątpliwości, że najlepsza blokada na zło znajduje się w sercu. W takie rozwiązanie inwestować warto.

Katarzyna Szymala