Bez godności

W pamięci utkwił mi taki tytuł: „Starsza pani bez godności”. Dziś nie wiem już, czy był to film, czy sztuka teatralna, czy może książka. Za tym określeniem widzimy jednak konkretną sylwetkę staruszki, która pomimo swego wieku pretenduje do bycia nastolatką. Ubiera się w kolorowe stroje mini i mocno wydekoltowane, ostro maluje twarz i nie tylko, głośno pokrzykuje.

Teraz starsze panie, na wzór amerykański, ubierają się w jasne i wesołe kolory, w czym jest im nawet do twarzy. Dyskretny makijaż wcale nie pozbawia ich szacunku otoczenia. A jeśli chodzi o zachowanie, to śmiech i publiczne okazywanie radości życia wcale nie uwłacza ich wiekowi. Jak to więc jest z tą godnością?

Z godnością jest tak, żeby przytoczyć słowa Poety, jak ze smakiem. Albo się go ma, albo nie. Dawniej takim określeniem – wytrychem było słowo „kindersztuba”. Człowiek, który ją miał, czyli nabył w odpowiednim czasie odpowiednich manier, potrafił zachować się w każdej sytuacji, również w skrajnej i nieoczekiwanej. I zawsze wyszedł z twarzą z wszelkich pułapek codzienności.

Dobrze wychowana kobieta będąc panną, trzymała chłopaków na odpowiedni dystans, nie piła i nie paliła, na pewno pierwsza nie zaczepiała „płci męskiej”, była wierna w przyjaźni i miłości, jako gospodyni zawsze zauważała potrzeby gościa, jako żona stała lojalnie po stronie męża, jako matka zawsze była oddana dzieciom. Podstawową jej cechą była łagodność.

Mężczyzna dobrze wychowany całował panie w rękę, przepuszczał je pierwsze przez drzwi, ustępował miejsca siedzącego, podtrzymywał przy stole ciężki półmisek, podawał płaszcz, pomagał nieść niewygodne pakunki, był dyskretny, starał się pomagać potrzebującym, a jego ambicją było bycie dobrym mężem, ojcem i opiekunem. Główną jego cechą była odpowiedzialność.

Wynika z tych wyliczeń, że i kobiety, i mężczyźni mają do odegrania wiele ról życiowych, i wcale nie jest łatwo się z nich wywiązać. Jeśli się to nie udawało, to dana osoba przeżywała to głęboko, jeśli zaś popełniała błędy, to przeważnie czuła się co najmniej mocno zawstydzona.

Wstydliwość inspiruje tryb życia, który pozwala na przeciwstawienie się wymaganiom mody i presji panujących ideologii. Formy, jakie przybiera wstydliwość, są różne w różnych kulturach. Wszędzie jednak jawi się ona jako dostrzeżenie duchowej godności właściwej człowiekowi, jak mówi także Katechizm Kościoła Katolickiego (2523 n).

Z uczuciami tymi nic wspólnego nie mają różne programy radiowe i telewizyjne, rozmaite publikacje. Gdzież mówić o godności na rozkładówkach gazet? Czemu one służą i co prezentują pokazywane tam osoby? Jaką godność reprezentują ludzie opowiadający ze szczegółami intymne tajemnice swoje i swoich tzw. życiowych partnerów? Jak nazwać fotografię panienki, która za cale ubranie i wyposażenie ma kilka rzemyków i – pistolet? Jakie uczucia ma budzić jej obraz? Jak można nazwać pracą zawodową czynność i dziś zwaną zawodem publicznym? Czy – jak swego czasu się wydarzyło – pokazywanie twarzy popularnych aktorów w ich filmowych rolach, nazywając ich „nazistami”, jest prawdą o nich? Na tej zasadzie można przedstawiać także obrazy „morderców”, „prostytutek” czy jeszcze innych.

Teraz popularne jest nazywanie kogoś złodziejem, kłamcą, tchórzem, sprzeniewiercą. I nic się nie dzieje. Ludzie nie reagują oburzeniem na takie insynuacje. Albo, co jeszcze gorsze, jeśli jest jakaś reakcja, czyli zaprzeczanie lub oburzenie, to nie dociera ona do opinii publicznej. A jeśli nie dociera, to trochę tak, jakby jej wcale nie było.

Elżbieta Nowak