Anioły i Demony (Angels and Demons)

Film i literatura -

Tytuł: Anioły i Demony
Tytuł oryginalny: Angels and Demons
Reżyseria: Ron Howard
Rok produkcji: 2009
Występują: Tom Hanks, Ayelet Zurer, Ewan McGregor, Stellan Skarsgård, David Pasquesi, Cosimo Fusco, Armin Mueller-Stahl, Pierfrancesco Favino, Nikolaj Lie Kaas.
Scenariusz:
Akiva Goldsman według książki Dana Browna
Muzyka: Hans Zimmer
Zdjęcia: Salvatore Totino
Dystrybutor: Sony
Czas trwania: 138 min.
Gatunek: sensacja

  • Opinia widzów: NIE WARTO
  • Ocena artystyczna: 1
  • Ocena zawartości pod względem moralnym: nieodpowiedni (przemoc, szyderczy i nieprawdziwy obraz Kościoła Katolickiego)

Kościół w Niebezpieczeństwie

W trakcie konklawe wybierającego nowego papieża czterech kardynałów zostaje porwanych oraz pojawia się informacja o potężnej bombie podłożonej gdzieś w Watykanie. Plac świętego Piotra jest pełen ludzi czekających na ukazanie się białego dymu, a policja, wspomagana przez profesora Langdona, eksperta symbiologii, ma bardzo mało czasu, żeby zapobiec katastrofie. Sprawcami całego zamieszania są illuminati, według scenariusza rodzaj przed-masońskiej loży, która swoje początki ma w XVI wieku, i do której należeli Galileo i Bernini (w rzeczywistości illuminati powstali i działali w drugiej połowie XIX w.).

Anioły i Demony to konwencjonalny thriller, nużąco schematyczny i przesadnie nieprawdopodobny. Wykorzystuje wątek watykański z czystego oportunizmu. Usiłuje prezentować kwestie, takie jak relacje miedzy rozumem a wiarą, między nauką a teologią, prawdą i postępem, które od wieków zajmują najtęższe umysły i wypełniają biblioteki. Tymczasem w filmie problemy te ukazane są w najgłupszy możliwy sposób, a wszystko dodatkowo przeplatane jest krwawymi jatkami z horrorów typu Siedem.

Twórcy filmu wykazują kompletną nieznajomość Kościoła Katolickiego, form jego istnienia i jego przedstawicieli. Scenariusz pokazuje jedynie mechanizmy władzy i konspiracji oraz przedstawia księży jako osoby pozbawione choćby odrobiny religijności. W filmie jest tyle zafałszowań, niedokładności i błędów, że w rezultacie otrzymujemy żenujące brednie, które mogą służyć za rozrywkę tylko tym, którzy nie chcą nic wiedzieć o Kościele.

Jeśli przyjrzymy się fabule, zobaczymy jak bardzo w swoich głównych tematach zdominowana jest przez ideologię. Oto papież umiera w niejasnych okolicznościach, wiemy o nim tylko tyle, że był „postępowcem” ,i że osiągnął rzecz niemożliwą: zbliżenie między nauką i religią. Cały zresztą film oparty jest na aksjomacie niepodlegającym dyskusji: Kościół jest wrogiem nauki. Nauka ucieleśnia rozum i postęp, religia uosabia przesądy i wstecznictwo. W jakim celu? To bardzo proste: ten wsteczny przesąd jest jedynym sposobem na utrzymanie się u władzy hierarchów Kościoła, ponieważ żyjący w ignorancji ludzie, nigdy nie mają odwagi posługiwać się rozumem! Co było do udowodnienia.
Papież umiera i pozostawia Kościół w stanie wojny domowej. Z jednej strony ‘postępowcy’, którzy przyszli na Placu Św. Piotra z hasłami popierającymi manipulację embrionami, z drugiej strony przeciwnicy nauki, którzy demonstrują przeciw tym pierwszym… Oczywiście dochodzi do rękoczynów i carabinieri zmuszeni są interweniować. Tak jak zwykle: wszyscy czekają na biały dym, a wtedy, wiadomo, zwyczajowo odbywają się uliczne starcia miedzy katolikami.

Najbardziej poruszające jest jednak przeciwstawienie ‘świata rzeczywistego’ i ‘świata boskiego’. To taki elegancki sposób, aby kwestię wiary wysłać na orbitę, tak jakby nie miała nic wspólnego z prawdziwymi problemami.

Do tych kwestii ‘filozoficznych’ i ‘teologicznych’, jakże charakterystycznych dla gatunku, jakim jest thriller, dochodzi jeszcze kompletny brak wiarygodności w samej fabule. Szambelan papieski jest również ekspertem w nawigacji statków powietrznych, Bazylika św. Piotr pozostaje nieskazitelna po tym, jak odpadły wszystkie tynki, ekspert symbiologii prosi o pomoc w łacinie fizyka nuklearnego - to tylko niektóre przykłady absurdów, przewijających się przez cały film.
I tak bzdura, za bzdurą, a film i tak znajdzie fanów w społeczeństwie, w którym wielu rządzących myśli podobnie i woli czytać Dana Brona, zamiast np. Fides et Ratio. Cóż, ignorancja i arogancja to nierozłączne siostry…

(za www.almudi.org)