Ach, te hormony!

Medycyna -

„ Nie wiem, czy to przez te moje hormony czy przez pogodę? A co Pani dolega? – Niczego mi się nie chce, jestem ciągle zmęczona i te moje nastroje…” Takie sytuacje w praktyce lekarza endokrynologa są na porządku dziennym. Zwykle wystarczy wtedy popatrzeć na wyniki pacjenta w komputerze, potem przez okno i okazuje się, że to ani hormony, ani pogoda, bo wyniki są idealne i właśnie świeci słońce, co (chyba) każdemu dodaje animuszu. W niektórych sytuacjach mamy do czynienia z konkretną chorobą, ale często nie udaje się znaleźć „organicznej” przyczyny złego samopoczucia czy zmęczenia pacjenta. Może nie chodzi tu wcale o hormony i pogodę?

A jednak to właśnie tzw. hormony wzbudzają lęk i podziw jednocześnie i często właśnie im przypisuje się odpowiedzialność za naszą kondycję fizyczną i psychiczną. Chociaż hormonów jest dużo (m.in. przysadkowe, nadnerczowe, tarczycowe, płciowe) i różnią się między sobą pod wieloma względami, to jednak w potocznym rozumieniu mają jakiś (niewytłumaczalny) wspólny mianownik. „A nie będę tyła?” – pyta pacjentka ze świeżo rozpoznaną niedoczynnością tarczycy, której przepisuję substytucję hormonami tarczycy. „Będzie Pani tyła, jeśli nie będzie Pani przyjmować tych tabletek”.

Znamy też wszyscy wiele sytuacji, w których „hormony” są głównym „winowajcą”, odpowiedzialnym zwłaszcza za trudności w relacjach międzyosobowych: okres dojrzewania, ciąża, okres poporodowy, okres klimakterium u kobiet czy andropenia u mężczyzn. Takie łatwe wytłumaczenie.

Rodzice bezradnie rozkładają ręce wobec arogancji swoich dorastających dzieci. No cóż, trzeba jakoś przetrwać tę „burzę hormonalną”. Wyrośnie… Ale ta burza długo nie przechodzi… Kobiety w ciąży pozwalają sobie na kaprysy, bo to „normalne” mieć w ciąży „zachcianki”... W okresie klimakterium kobiety często cierpią na depresję, bo dorosłe dzieci już się usamodzielniły i zostało „puste gniazdo” (empty nest syndrome), no i ten spadek estrogenów...

Częste jest pytanie, czy bez hormonalnej terapii zastępczej można przeżyć okres menopauzy. Oczywiście, że tak. W niektórych kulturach i krajach (np. Indie) kobiety praktycznie w ogóle nie doświadczają objawów menopauzalnych. Wynika to z trybu życia i sposobu odżywiania (dużo fitoestrogenów w diecie). Wykazano na przykład, że regularna aktywność fizyczna zmniejsza częstość i natężenie objawów wypadowych.

Podobnie odpowiednia dieta pomaga w leczeniu wielu zaburzeń endokrynologicznych jak np. otyłość, cukrzyca czy zespół policystycznych jajników. Wynika z tego, że mamy duży wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu i możemy zapobiegać występowaniu pewnych chorób.

A jeśli nawet moje wyniki hormonalne są nieprawidłowe i wymagam leczenia, to czy ma o tym wiedzieć cały świat? To wielka sztuka umieć chorować tak, aby nie cierpieli ze mną najbliżsi. Nawet jeśli istnieją obiektywne powody złego samopoczucia, warto się starać, aby to cierpliwie i z uśmiechem znosić. Po prostu trzeba od siebie wymagać, uczyć się panować nad emocjami, nawet jeśli przeżywamy obiektywne trudności.

Wiadomo, że w wielu wspomnianych wcześniej sytuacjach jesteśmy bardziej wrażliwe i skłonne do wahań nastrojów, ale to nie znaczy, że możemy pozwalać sobie w tym czasie na zupełny brak kontroli nad swoimi emocjami. Warto unikać trudnych dyskusji w pracy czy omawiania irytujących nas spraw w rodzinie w dniach, kiedy nie jesteśmy w dobrej formie psychicznej, np. z powodu spadku estrogenów pod koniec cyklu. Znajomość siebie i swojego ciała pozwoli racjonalnie podejść do sprawy i przewidywać możliwe trudności. A jeśli coś nie wychodzi, puszczą nam nerwy, to przeprosić i… zacząć od nowa.

Trzeba też wymagać od innych. Zamiast chować głowę w piasek, warto zacząć po prostu wychowywać, stawiać wymagania, nie pozwalać na wszystko swojemu prawie dorosłemu, ale pod wieloma względami ciągle jeszcze dziecku. Co z tego, że dojrzewa? Dobrze, niech dojrzewa, ale to nie znaczy, że z zalążka jabłka ma się rozwinąć kaktus. Wracając do syndromu „pustego gniazda”, to warto przemyśleć to wcześniej – dopóki dzieci są małe – dla kogo je wychowujemy, dla siebie? I gniazdo nie okaże się puste, jeśli będziemy pielęgnować fundamentalną dla rodziny – miłość małżeńską.

A co z tą pogoda? Wiadomo, że na nasz nastrój wpływa wiele czynników, między innymi odpowiednia ilość światła i dlatego mieszkańcy krajów w obszarze koła podbiegunowego częściej chorują na depresję. Ale to nie oznacza, że mamy mieć kwaśną minę, bo od kilku dni pada, albo wszczynać w domu awantury, bo „idzie burza”. Prognoza pogody powinna służyć temu, żeby wiedzieć, jak się ubrać do pracy czy na wycieczkę, a nie, żeby mieć powód do narzekania czy wymówkę dla własnego lenistwa.

Ostatnio zaproponowałam kolejnej zmęczonej pacjentce badania z prośbą, żeby zostały wykonane o ósmej rano lub wcześniej. – O, z tym będzie problem – usłyszałam. – Dlaczego, z powodu pracy? – próbowałam się domyślić. – Nie, my wstajemy o dziesiątej – usłyszałam w odpowiedzi. Tylko po co szukać przyczyny lenistwa u lekarza? Poza nielicznymi schorzeniami psychiatrycznymi, nie ma to uzasadnienia. Nawet w niewydolności kory nadnerczy najwięcej sił pacjenci mają właśnie rano.

Ale jest też druga skrajność – pracoholizm i brak umiaru. – Może przyczyną Pani przemęczenia jest tryb życia? – Być może, pracuję w korporacji, już kilka lat nie byłam na urlopie. Chodzi więc o to, żeby prowadzić zdrowy tryb życia: zadbać o odpowiednie, racjonalne odżywianie, regularną aktywność fizyczną, odpowiednią długość snu, aktywny wypoczynek, odpowiedni urlop. A wszystko po to, żeby z nowymi siłami powrócić do swoich zadań i obowiązków, bez niecierpliwego czekania na kolejny długi weekend.

A kiedy szukać pomocy lekarza? Kiedy, mimo zdrowego trybu życia i podejmowanego wysiłku nasz organizm nie funkcjonuje tak jak do tej pory. Przykładem sytuacji, w której należy szukać pomocy lekarskiej, jest np. nadmierne chudnięcie czy przyrost masy ciała, zaburzenia rytmu serca, nadciśnienie tętnicze, zaburzenia cyklu i niepłodność, niepokojące zmiany skórne, niezdolność do podejmowania codziennych czynności pomimo starań.

Zaburzenia hormonalne mogą objawiać się na różny sposób, często bardzo niespecyficzny i większość z nich można skutecznie leczyć. Warto jednak pamiętać, że nasze samopoczucie w dużej mierze zależy od nas samych, od naszej woli. Nasza chęć do pracy, apetyt, nastrój i także emocje, które nam towarzyszą w różnych sytuacjach życiowych, nawet jeśli pojawiają się mimowolnie, to od nas jednak zależy, co z nimi zrobimy, to jest, czy staramy się je kontrolować.

Katarzyna Dunajska
dr n.med. endokrynolog